Zanim zbudowano trasę S8
9 listopada 2015
źródło: Archiwum Przemysława Burkiewicza
Przyszedł walec i wyrównał. Mniej więcej dziesięć lat temu wybiły ostatnie godziny dla nietkniętego przez nowoczesność skrawka dawnych Górc między bocznicą kolejową huty Arcelor-Mittal a ulicą Dywizjonu 303. Zachował się tu świat szklarni, drewnianych domów, tajemniczych ziemianek i zdziczałych ogrodów. Został tylko na zdjęciach, bo wszystko zmiotła trasa S8, czyli aleja Obrońców Grodna.
Sarny kontra deweloperzy. Czy przyroda przetrwa napór betonu?
Na warszawskim Chrzanowie wciąż można spotkać sarny, choć wokół rosną nowe osiedla. Mieszkańcy pytają, co stanie się ze zwierzętami, gdy przyroda przegra z betonem. Radni apelują o przeniesienie zwierząt, a Lasy Miejskie odpowiadają: sarny radzą sobie w miastach.
Nikt nie chciał w to wierzyć, więc szare bloki na Górcach zbudowane trzy dekady temu długo jeszcze za sąsiadów miały przedwojenne drewniaki, komórki, małe warsztaciki czy szklarnie. Dlatego nie powstawały tu żadne domy, a istniejące nie przechodziły poważniejszych prac remontowych.
Solidność ulicy Żeńców
Ulica Żeńców była krótka. Łączyła Kazubów z Dywizjonu 303. Posiadała nawierzchnię asfaltową, kilka latarń i wybrukowany solidną, bazaltową kostką przejazd przez bocznicę kolejową prowadzącą do huty. Jej zabudowę stanowiły szklarnie, w których hodowano pomidory, jakieś warsztaty, ale pod numerem 9 znajdowała się jedyna w okolicy kamienica. Piętrowy dom z czerwonej cegły był naprawdę masywny. Jednak czy mieszkała tu jedna rodzina, czy kilka - ciężko powiedzieć. W każdym razie budynek pod koniec swojej egzystencji był opuszczony i zdewastowany. W środku zamieszkali bezdomni, którzy palili ogniska na pierwszym piętrze a do ognia dokładali stare meble. Niestety, nie udało się uratować kaflowych pieców. Szkoda tego domu. A może ten tekst przeczyta jego były lokator?
Sama ulica Żeńców została zlikwidowana w dwóch etapach. Pierwszy był jeszcze w PRL. Biegnący na południe odcinek (znajdowało się przy nim przedszkole) został skasowany w związku z budową bloku przy Kazubów 10. Drugi, ten ze szklarniami, zniknął ostatecznie w 2008 roku, kiedy drogowcy zdemontowali słupek noszący tabliczki z nazwą. Chwilę później rozpoczęły się prace przy korytowaniu trasy.
Swojsko na Brzeżku
Brzeżek - ta nazwa bardzo pasowała do tej uliczki. Gruntowa ścieżka była tak rzadko uczęszczana przez samochody i pieszych, że zarosła trawą. Pod numerem 2, na przecięciu z bocznicą kolejową, stał maleńki domek. Obok niego, pod czwórką, drewniana chałupa Pawła Pielasy. - Ten dom pochodzi z 1940 roku - mówiła mi jego właścicielka. - Od lat czekamy na przeniesienie, bo tu trasa ma być. Panie, kiedy to będzie, jak ja za Gomułki pierwszy raz słyszałam o tych planach. Świat mirabelek, kur, działek, gruntowych uliczek i drewnianych domków przeszedł do historii. I nikt po nim nawet nie zapłakał. Nigdy jej nie zbudują, a przynajmniej ja tego nie dożyję - opowiadała starsza pani, a po podwórku dumnie defilowały kury. Pod szóstką stała prostopadle do ulicy piętrowa, murowana oficyna nosząca adres Brzeżek 6. Jej blaszany dach pokrywający w części południową elewację nadawał budynkowi powagę. Nie pomogło to jednak przed rozbiórką. Wszystkie domy zostały rozebrane, a drewniak Pielasy pod numerem 4 najpierw efektownie spłonął. Blisko osiemdziesięcioletnie drewno paliło się jak pochodnia.
Warsztaty z Wieśniaczej
Wieśniacza nie do końca została unicestwiona. Jej odcinek południowy, znajdujący się między Szlifierską a bocznicą huty ocalał. Dalszy fragment, od bocznicy na północ, został zlikwidowany. Nie było tu nic ciekawego. Jakieś warsztaty, komórki, tandetne altanki działkowe wykorzystywane przez pozbawionych już siły na dbanie o działki emerytów. Albo pijaków, którzy nie mieli problemu, żeby puszkę po konserwie i butlę po wódce rzucić w krzaki? Niemniej Wieśniacza, mroczna i nieoświetlona, także zniknęła.
Na Siodlarskiej i Dywizjonu
Druga ulica, która nie została całkowicie unicestwiona, to Siodlarska. Tak jak Wieśniacza przebiegała od Górc do Dywizjonu. I była ważna, ponieważ mieszkańcy osiedla szli nią do przystanku tramwajowego na Dywizjonu 303. Poza dwoma nieprzedstawiającymi żadnych wartości domkami istniała tu także ziemianka. W dawnych czasach, gdy nie było lodówek, ziemianki stanowiły pomieszczenie przeznaczone do przechowywania żywności. Podobna do tej z Siodlarskiej znajduje się niedaleko, też na Bemowie, przy ulicy Narwik.
Zniknął także spory fragment ulicy Dywizjonu 303 między Maryninem a Powstańców Śląskich. Polna droga, a wzdłuż niej drewniane domy, jakieś warsztaty, burzany, rudery z cegły rozbiórkowej. Szczekające na przechodniów psy broniły swojego terytorium, a numery domów namazane były na brudnych elewacjach lub widniały na prymitywnych tabliczkach "samoróbkach". Przy Maryninie mieszkał pan Roman Ślupowicz. - Mieszkam tu całe życie. Chyba nie dożyję wyprowadzki - mówił mi. I chyba jego słowa się ziściły, bo długo przed rozbiórką dom na Maryninie opanowali bezdomni. Świat mirabelek, kur, działek, gruntowych uliczek i drewnianych domków przeszedł do historii. I nikt po nim nawet nie zapłakał.
Przemysław Burkiewicz
.














































