REKLAMA
Jak powiedziałby ksiądz Natanek: jeśli w szpitalach zaczynają ginąć różne rzeczy, wiedz, że coś się dzieje.
Co prawda minęły czasy, kiedy za meblami stało się w nocnych kolejkach, ale okazuje się, że nadal są miejsca w Warszawie, gdzie łóżko jest towarem deficytowym.
Jak wiadomo, jednym z ulubionych zajęć chłopców w każdym wieku jest zabawa w wojnę. Kamil Cz. i Maciej K. też lubią się tak zabawić.
W mieszkaniu przy Barkocińskiej często dochodziło do pijackich burd. Jedna skończyła się tragicznie...
Fulik z tęsknotą wspomina czasy, gdy był młody. A później trafia na info o młodzieży z Woli i mu tęsknota mija.
Pierwszy stopień do piekła - przysłowie tak określa ciekawość. Tomek z Woli już ten stopień pokonał.
Trzeba mieć kompletnie narąbane pod czachą, żeby siadać za kierownicą na bani. I to jest raz. A dwa: zrobić to ponownie, kiedy ma się zasądzony zakaz prowadzenia pojazdów, to już naprawdę trzeba mieć mniej zwojów mózgowych od kury...
W tym powiedzeniu jest wszystko: i bieganie, i pęcherz. Nie było kota, za to 62 metry kabla.
Hemingwayowski Santiago mógł dużo, ale nawet jak był żonaty - bo gdy go poznajemy, to jest wdowcem- na kobietę ręki nie podniósł. A Zygmunt R. z Obozowej i owszem.
Czytelniku, zapamiętaj: "dresów" nie ma! A przynajmniej nie na Książkowej.
Synalek ma 51 lat, nie wylewa za kołnierz, znęca się nad tatą, a w domu miał sześć gnatów z amunicją i kuszę.
Listonosz z Bielan zaginął 11 sierpnia. O jego zniknięciu policjantów powiadomiła żona.
...siekierkę na kijek. A Afgańczyk na Woli kanapkę na rower.
...opalamy się - śpiewał Wojciech Młynarski. Jednak lato w tym roku nie było łaskawe dla bielańskich miłośników mocnego wypigmentowania skóry i trzeba się było ratować sztucznym słońcem.
Myli się ten, kto twierdzi, że "znalezione - niekradzione". Boleśnie się przekonał o tym Andrzej N. z ulicy Heroldów.
Prawdziwy facet od razu pomyśli o jednym, a w zasadzie o dwóch. Agata K. z Bielan do oczywistych wypełniaczy bluzki dorzuciła jeszcze kilka innych...
Dać małpie brzytwę, a cymbałowi nóż - to to samo. Przemysław R. ze Skrzeszewa jest tego przykładem.
Ciężko wymówić? Może. Ale jeszcze trudniej wytłumaczyć, po co komuś w centrum Białołęki dwie drabiny. O północy.
Co prawda w ludowym porzekadle jest inaczej, ale jak Mirosław N. z ulicy Arki Bożka bierze do ręki twarde argumenty...
Nieżywemu też nie. Szybie na przykład Mirosław M. z Jachranki nie odpuścił.
LINKI SPONSOROWANE