Kuracjusze chcą nad morze i tylko latem. Przez "niedojazdy" sanatoria tracą miliony
W ostatnich latach polskie sanatoria mierzą się z poważnym problemem finansowym, który wynika z rosnącej liczby pacjentów zapisujących się na leczenie, lecz ostatecznie nie pojawiających się w uzdrowiskach. Według Narodowego Funduszu Zdrowia, w ciągu dwóch lat z powodu tak zwanych niedojazdów z systemu zniknęło ponad 108 mln zł. Zarządzający placówkami uzdrowiskowymi coraz głośniej domagają się zmian, które mają ograniczyć to zjawisko.
Dyrektorzy sanatoriów zwracają uwagę na niekończące się oczekiwania pacjentów dotyczące zarówno miejsca pobytu, jak i warunków zakwaterowania. - Lista życzeń dotyczących lokalizacji i rodzaju zakwaterowania nie ma końca - żalą się dyrektorzy placówek.
Przedstawiciele branży podkreślają, że problem niedojazdów nie jest już incydentalny, lecz przybrał skalę masową, co prowadzi do poważnych trudności w funkcjonowaniu uzdrowisk. Puste pokoje, niewykorzystany personel oraz zabiegi, z których nikt nie korzysta, generują koszty, które i tak muszą zostać pokryte. W odpowiedzi na tę sytuację pojawiają się propozycje wprowadzenia kaucji za wyjazd, obowiązku potwierdzenia przyjazdu czy blokowania kolejnych skierowań dla osób rezygnujących bez uzasadnienia.
Elżbieta Śreniawska, prezes sanatorium Busko-Zdrój, informuje, że roczne straty jej placówki z powodu niedojazdów przekraczają 950 tys. zł, co stanowi około jeden procent wszystkich przychodów. - Powiem wprost: pacjenci zaczęli traktować uzdrowiska w sposób dość swobodny - każdy chciałby przyjechać w najdogodniejszym dla siebie terminie, najlepiej w sezonie letnim, a dodatkowo mieć gwarancję określonych warunków, na przykład zakwaterowania dla par. My natomiast nie mamy możliwości zapewnienia, że pobyt będzie przypadał wyłącznie na sezon letni ani że zawsze będą dostępne pokoje dwuosobowe - dodaje.
Prezes podkreśla, że choć starają się nie rozdzielać małżeństw, nie zawsze jest to możliwe. Gdy do ośrodka trafia osiemnaście par, a dostępnych jest tylko piętnaście pokoi dwuosobowych, nie da się wszystkim zapewnić wspólnego zakwaterowania. - Zdarzają się więc sytuacje, w których kuracjusze rezygnują nawet już po przyjeździe. Bywa też, że w ogóle nie otrzymujemy informacji, że ktoś nie dotrze - zdradza prezes.
Według niej, obecna sytuacja ekonomiczna uzdrowisk sprawia, że każda strata jest bardzo odczuwalna. Koszty rosną dynamicznie, natomiast przychody oraz poziom odpłatności nie nadążają za tym wzrostem. Chociaż pacjenci płacą nieco więcej, finansowanie z Narodowego Funduszu Zdrowia pozostaje bez zmian, przez co uzdrowiska muszą walczyć o pokrycie wszystkich wydatków. Straty liczone w setkach tysięcy złotych są szczególnie dotkliwe, a z rozmów z innymi dyrektorami wynika, że problem dotyczy całego kraju.
Dr Krzysztof Głuc, dyrektor operacyjny Uzdrowiska Krynica-Żegiestów, potwierdza Medonetowi, że zjawisko niedojazdów utrzymuje się na stałym poziomie, choć występuje sezonowość - w mniej atrakcyjnych okresach, na przykład przy złej pogodzie, liczba rezygnacji wzrasta. - Jeśli chodzi o konkretne przykłady rezygnacji - tłumaczenia są różne. Część z nich jest racjonalna, inne mniej - podkreśla w rozmowie z Medonetem dyrektor i dodaje: Najczęściej pojawia się powołanie na stan zdrowia, czyli jego pogorszenie albo wykrycie choroby, która uniemożliwia wyjazd. Bywają też sytuacje, w których ktoś rezygnuje, bo np. znajoma osoba nie otrzymała skierowania, albo gdy współmałżonek zachoruje i druga osoba nie chce jechać sama. Niektóre z tych powodów są zrozumiałe z ludzkiego punktu widzenia i często wiążą się z trudnymi decyzjami.
Jego zdaniem, największą trudność stanowi rozróżnienie uzasadnionych przypadków od tych, które wynikają z subiektywnych preferencji. - Nie mam jednak przekonania, że w ostatnim czasie sytuacja się pogorszyła. Jest to raczej problem systemowy, który funkcjonuje od dłuższego czasu. Jak wspomniałem, występuje sezonowość - w ostatnich miesiącach faktycznie liczba rezygnacji była większa, ale wpisuje się to w ten ogólny schemat - przyznaje Krzysztof Głuc.
Dr Jacek Gąsiorowski, konsultant wojewódzki z Dolnego Śląska i naczelny lekarz Uzdrowiska Cieplice Sp. z o.o., zauważa, że w przypadku osób starszych, często obciążonych wieloma schorzeniami, rezygnacje bywają uzasadnione. Nowe choroby lub pogorszenie stanu zdrowia mogą uniemożliwić wyjazd, jednak w takiej sytuacji pacjent powinien odpowiednio wcześnie powiadomić Narodowy Fundusz Zdrowia o niemożności przyjazdu. Wielu seniorów nie decyduje się na podróż w trudnych warunkach pogodowych, zwłaszcza gdy wymaga to przesiadek. Krótki dzień i niekorzystna aura również zniechęcają do wyjazdu.
Jednocześnie lekarz podkreśla, że coraz częściej spotyka się z rezygnacjami, które nie mają uzasadnienia medycznego. Pacjenci coraz częściej kierują się własnymi preferencjami, na przykład chcą wyjechać nad morze w okresie letnim. Jeśli nie otrzymają skierowania do wybranej lokalizacji, rezygnują i próbują ponownie, aż uda się uzyskać wymarzone miejsce.
- To stanowi duży problem dla uzdrowisk innych niż nadmorskie. W wielu przypadkach decydujące są nie względy medyczne, lecz lokalizacja i pora roku. Zdarza się też, że lekarze - pod naciskiem pacjentów - wpisują w skierowaniach, że "pacjent źle czuje się w górach, szczególnie zimą, a dobrze wyłącznie nad morzem latem" - zdradza Jacek Gąsiorowski. - Nie możemy całkowicie ignorować takich informacji, choć często są one wyolbrzymione - zwłaszcza gdy dotyczą osób mieszkających całe życie w regionach podgórskich. To prowadzi do absurdalnych sytuacji - dodaje.
Lekarz zaznacza, że choć leczenie nad morzem w sezonie letnim jest skuteczne, nie ma możliwości, by wszyscy pacjenci trafiali właśnie tam, a nie każdy dobrze znosi klimat morski. Proponuje, by nie uwzględniać w skierowaniach argumentów typu "pacjent czuje się dobrze wyłącznie nad morzem". Z drugiej strony, jeśli ktoś wyraźnie prosi o skierowanie do określonego klimatu, na przykład podgórskiego, takie prośby bywają uzasadnione.
Unia Uzdrowisk Polskich przedstawiła w Sejmie propozycje zmian, które obejmują między innymi modyfikacje procesu kwalifikacji i wystawiania skierowań, wprowadzenie obowiązku wcześniejszego potwierdzenia przyjazdu oraz wydłużenie okresu karencji dla osób, które bez powodu nie pojawiły się w sanatorium.
Jacek Gąsiorowski w rozmowie z Medonetem uważa, że dla sprawnego funkcjonowania lecznictwa uzdrowiskowego konieczne jest uproszczenie procedur kierowania pacjentów do sanatoriów. - Aby lecznictwo uzdrowiskowe mogło funkcjonować optymalnie i żebyśmy mogli lepiej wykorzystywać potencjał, który mamy w uzdrowiskach, potrzebne jest uproszczenie procesu kierowania pacjenta do sanatorium - uważa Jacek Gąsiorowski. - W tej chwili lekarz kierujący pacjenta musi opierać się na rozporządzeniu ministra zdrowia, które w bardzo skomplikowany sposób określa, jakie rozpoznania - według kodów ICD-10 - kwalifikują pacjenta do leczenia uzdrowiskowego, a jakie go dyskwalifikują - dodaje.
Według niego, obecny system jest niejasny i nielogiczny. Lekarze często nieświadomie popełniają błędy, ponieważ nie sposób zapamiętać kilkuset kodów ICD-10, które trzeba stosować podczas wystawiania skierowań. Jego zdaniem, proces ten powinien być uproszczony i nie powinien opierać się wyłącznie na numerach kodów.
Lekarz przytacza przykład: pacjent z rozpoznaniem M47, czyli zmianami zwyrodnieniowymi kręgosłupa, może zostać skierowany do sanatorium, natomiast osoba z kodem M48, mimo podobnych dolegliwości, nie zostanie zakwalifikowana, jeśli tego kodu nie ma w rozporządzeniu. To generuje dodatkową pracę dla Narodowego Funduszu Zdrowia, którego pracownicy muszą odsyłać takie skierowania do lekarzy.
W rezultacie pojawia się wiele zbędnych czynności administracyjnych i informatycznych, co wydłuża czas oczekiwania na wyjazd i zniechęca zarówno lekarzy, jak i pacjentów. Skierowania, które są logiczne z punktu widzenia stanu zdrowia, bywają odrzucane tylko dlatego, że nie zgadza się kod ICD-10. - Wydłużenie czasu uzyskania skutecznego skierowania powoduje, że zarówno pacjenci, jak i lekarze zniechęcają się do całego procesu. A to jest początek łańcucha, który kończy się niedojazdami - twierdzi Jacek Gąsiorowski.
Elżbieta Śreniawska jest zdania, że należy wprowadzić większą dyscyplinę, szczególnie po stronie Narodowego Funduszu Zdrowia. Jej zdaniem, skierowanie powinno jasno określać, że pacjent ma obowiązek stawić się pierwszego dnia pobytu, a brak przyjazdu bez wcześniejszego powiadomienia powinien skutkować konsekwencjami. Obecnie brakuje skutecznych narzędzi dyscyplinujących, co daje kuracjuszom zbyt dużą swobodę.
- Na pytanie, kiedy takie zmiany powinny wejść w życie, odpowiem jednoznacznie: jak najszybciej. To nie jest kwestia braku zainteresowania - wręcz przeciwnie, wszyscy dostrzegają problem - podkreśla Elżbieta Śreniawska. - Również Kongres Uzdrowisk Polskich podejmuje działania w tym zakresie, zwracając się do decydentów o wprowadzenie odpowiednich regulacji. Niestety, sprawy uzdrowiskowe bywają odkładane na dalszy plan, a przecież dotyczą realnych środków finansowych, które wymagają odpowiedniego zarządzania - dodaje.
Według niej, obecny system jest nieprzewidywalny i przypomina sytuację, na którą żaden hotel nie mógłby sobie pozwolić - rezerwowanie pokoju na kilka dni bez pewności, że zostanie on wykorzystany, prowadzi do strat finansowych. Personel pozostaje w gotowości, pokoje są zarezerwowane, a przychody nie wpływają. Tymczasem czas oczekiwania na wyjazd do sanatorium w województwie świętokrzyskim wynosi obecnie około 18 miesięcy.
Krzysztof Głuc zauważa, że rozważane są różne sposoby zdyscyplinowania pacjentów, w tym obowiązek potwierdzenia przyjazdu na dwa-trzy tygodnie przed rozpoczęciem turnusu, a także przesuwanie osób rezygnujących na koniec listy oczekujących lub wydłużenie okresu, po którym mogą ponownie ubiegać się o wyjazd - na przykład do 12, 18 czy 24 miesięcy.
Dyrektor Uzdrowiska Krynica-Żegiestów zwraca również uwagę na inny problem: coraz częściej kuracjusze przyjeżdżają z własnymi oczekiwaniami dotyczącymi leczenia i zabiegów, nie zawsze zgadzając się z zaleceniami lekarza przyjmującego. - Jeśli chodzi o inne problemy, to obecnie sytuacja nieco się poprawia w zakresie skierowań, ponieważ rozszerzono katalog lekarzy uprawnionych do ich wystawiania, w tym o lekarzy rodzinnych - wyjaśnia Krzysztof Głuc. - Natomiast wyzwaniem, które było i prawdopodobnie będzie narastać, jest pewien szerszy trend: kuracjusze coraz częściej przyjeżdżają z własnym wyobrażeniem dotyczącym leczenia - mają określone oczekiwania co do zabiegów i sposobu terapii. Zdarza się, że nie zgadzają się z zaleceniami lekarza dokonującego oceny przy przyjęciu, co bywa źródłem napięć. Na szczęście lekarze mają doświadczenie i zazwyczaj dobrze radzą sobie w takich sytuacjach - dodaje.
Nie zawsze jednak oczekiwania pacjentów są nieuzasadnione. Jeden z kuracjuszy opisał w liście do redakcji trudności związane z zapewnieniem diety bezglutenowej dla żony podczas pobytu w sanatorium. W dwóch placówkach udało się wynegocjować odpowiednie wyżywienie, natomiast w trzeciej - jeszcze przed przyjazdem - kucharka odmówiła przygotowania kolejnej diety. Ostatecznie, po interwencji dyrekcji i zapewnieniu, że chleb bezglutenowy zostanie zakupiony przez pacjentów, wyjazd doszedł do skutku.
Mimo to, problem niedojazdów pozostaje aktualny. Narodowy Fundusz Zdrowia podaje, że w ostatnich dwóch latach kosztowały one system ponad 108 mln zł. W 2024 r. nie zrealizowano 7 tys. 342 skierowań na leczenie uzdrowiskowe stacjonarne, a w 2025 r. - 6 tys. 145. Przy blisko 430 tys. skierowań rocznie oznacza to tysiące niewykorzystanych miejsc, mimo że formalny wskaźnik realizacji sięga niemal 99 procent. Dla poszczególnych uzdrowisk straty są jednak bardzo dotkliwe: Busko-Zdrój odnotowało ponad 3,4 mln zł strat w latach 2023-2026, a Krynica-Żegiestów - ponad 1,7 mln zł w ciągu trzech lat.
Źródło: www.medonet.pl























