Sanepid tłumaczy siłowe działania w restauracji Qlturalni Qlinarni: "To nie my, to policja"
19 lutego 2021
Policja twierdzi, że przeprowadziła działania w restauracji w miejskim ratuszu na zlecenie sanepidu. Ten zaś odpowiada w stylu: "to nie my, to oni". Na jakiej podstawie wyrzucono ludzi z lokalu Qlinarni Qlturalni?
W piątek 12 lutego wieczorem pracownicy sanepidu w asyście legionowskiej policji weszli do lokalu. Policjanci najpierw grozili znajdującym się tam osobom, że jeśli po dobroci nie opuszczą lokalu, to zostaną wyprowadzeni siłą, a następnie groźby te spełnili. Na jakiej podstawie? - Pracownicy sanepidu wydali decyzję administracyjną dotyczącą zaprzestania serwowania napojów oraz posiłków w sali konsumenckiej kontrolowanej restauracji.
Rosjanie opuszczają ośrodek nad Zalewem. Umowa zerwana
Federacja Rosyjska przestała być dzierżawcą ośrodka wczasowego we wsi Skubianka. Stało się tak na skutek nagłośnienia sprawy przez lokalny tygodnik "Mazowieckie To i Owo" na początku kwietnia.
Decyzja miała rygor natychmiastowej wykonalności. Sanepid poprosił policję o opróżnienie lokalu - tłumaczyła działania policji Justyna Stopińska, oficer prasowy legionowskiej komendy.
Sanepid: "Umowy w celu obejścia prawa są nieważne"
W tym miejscu warto zaznaczyć, iż policja nie wyrzuciła klientów restauracji, bo osoby znajdujące się tam miały podpisane z restauratorem umowy cywilno-prawne. W świetle przepisów prawa, wykonywały więc pracę na rzecz właściciela knajpy. Sanepid jest jednak innego zdania, choć nie podpiera tego konkretnymi przepisami. - Umowy podpisywane przez przedsiębiorców z klientami lokali gastronomicznych w celu obejścia prawa są nieważne z mocy prawa - przekonuje nas Joanna Narożniak, rzecznik prasowy Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Warszawie. - Należy zwrócić uwagę, że w razie stwierdzenia rażących naruszeń wymagań sanitarnych i zdrowotnych, które stwarzają bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia i życia ludzkiego, organ Państwowej Inspekcji Sanitarnej może w postępowaniu pominąć prawa kontrolowanego do przedstawienia swojego stanowiska i niezwłocznie wydać decyzję nakazującą, wyłącznie w oparciu o protokół z kontroli - z rozbrajającą szczerością wyjaśnia rzeczniczka sanepidu. Jak się też dowiedzieliśmy, sanepid w asyście policjantów nie był tego wieczoru w restauracji przypadkowo. Stało się tak na skutek "mailowej interwencji obywatelskiej".
Nie byłoby wątpliwości co do legalności działań sanepidu, gdyby przepisy epidemiczne były wprowadzone w oparciu o konstytucyjne zapisy o stanie wyjątkowym lub stanie klęski żywiołowej. Większość prawników w Polsce twierdzi, że rząd nie ma prawa zabraniać ludziom pracować w oparciu o obecnie wprowadzane przepisy. Sądy w całym kraju kwestionują legalność wielu decyzji administracyjnych sanepidu.
"Czynności wobec osób, które nie zastosowały się do polecenia, podejmowała policja"
W wyniku przeprowadzonej kontroli wydano decyzję zakazującą właścicielowi lokalu podawania napojów i serwowania dań w sali konsumenckiej. - Decyzję wydano ze względu na stwarzanie zagrożenia życia i zdrowia, jakie niesie ze sobą przebywanie w zamkniętym pomieszczeniu osób bez osłoniętych nosa i ust w odległości od siebie mniejszej niż jeden metr, co naraża osoby i personel przebywający w lokalu na zakażenie koronawirusem oraz jest niezgodne z obowiązującymi przepisami prawa. Decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności i poproszono o opuszczenie sali. Natychmiastowa wykonalność decyzji ma na celu ochronę najistotniejszej wartości, jaką jest ludzkie życie i zdrowie. Czynności wobec osób, które nie zastosowały się do polecenia, podejmowała policja a nie Państwowa Inspekcja Sanitarna - przekonuje Joanna Narożniak.
(DB)








































