REKLAMA

Ziemia okryta zielenią. Saga łowicka, tom 1

zapowiedź
autor: Magdalena Kołosowska
wydawnictwo: Replika
seria: Saga łowicka
wydanie: Poznań
zapowiedź: 31 marca 2026
forma: książka, okładka miękka ze skrzydełkami
wymiary: 145 × 205 mm
liczba stron: 304
ISBN: 978-83-6874204-6

Poruszająca saga o sile kobiet, ciężarze milczenia i odwadze, która rodzi się z bólu.

W drugiej połowie XVII wieku, wśród barwnych krajobrazów Ziemi Łowickiej, dojrzewa historia, która naznaczy dwa rody na długie lata.

Dorota i Andrzej wchodzą w dorosłość w świecie rządzącym się surową hierarchią, w którym uczucie bywa luksusem, a niesprawiedliwość potrafi sięgać głębiej niż czas.

To pełna emocji saga o ranach przekazywanych z pokolenia na pokolenie, o kobietach trwających mimo bólu i o rodzinach szukających ocalenia w tym, co najprostsze i najprawdziwsze.

Opowieść, która przenosi w epokę, gdzie korzenie dawały siłę przetrwania, a skrzydła - nadzieję na wolność serca.

Fragment

Stępowo, 1665 rok

Powietrze jeszcze pachniało nocnym deszczem, a le­śne runo lśniło w promieniach wschodzącego słońca. Przemykające gdzieniegdzie zwierzęta starały się nie zwracać na siebie uwagi. Jedynie drżące liście krze­wów i drzew informowały, że przed chwilą ktoś lub coś obok przechodziło.

Dorota co rusz schylała się i wydłubywała z mokrego runa grzyby i wkładała je do zawiniętego fartucha. Poszła do lasu, gdy tylko na zewnątrz zaczynało dnieć, i spie-szyła się, by jak najszybciej nazbierać grzybów i wró­cić do domu na ranny opszontek. Raz po raz rozgląda­ła się, czy czasem ktoś jej nie obserwuje. Nie bała się lasu, zwierzęta nie były jej straszne. Jedyne, co ją prze­rażało, to nowy zarządca z majątku państwa Stępow­skich. Już od dłuższego czasu upatrzył ją sobie i widać było, że szuka okazji, by wreszcie ją wykorzystać. Do­tąd udawało jej się go unikać, ale bała się, że mężczy­zna w końcu postawi na swoim. Już i tak wyruszała do pracy przerażona. Nie chciała chodzić w pole kawał od wsi, gdzie nie było możliwości ratunku.

Zadrżała, po czym rozejrzała się przestraszona. Coś zwróciło jej uwagę. Wstrzymała oddech i nasłuchiwa­ła. Zewsząd dobiegały odgłosy budzącego się do ży­cia lasu. Nagle do jej uszu doszło coś jeszcze, dźwięk niepodobny do innych. Zamknęła oczy i przez chwi­lę zdała się na swój instynkt, a potem obejrzała się przez lewe ramię. Za oddaloną nieco sosną ktoś stał. Bała się poruszyć, choć zdawała sobie sprawę z nie­bezpieczeństwa. Zawinęła mocniej fartuch, by grzyby nie wypadły, i przygotowała się do ucieczki. Raz jesz­cze spojrzała za siebie, ale za drzewem nikogo już nie zauważyła. Wiedziała, że najwyższy czas, by wracać, jeśli nie chciała mieć kłopotów. Odwróciła się.

- A dokund to?

Usłyszała głos i zamarła. Stojący przed nią chłopak był groźniejszy niż zarządca.

- A do chałupy - odparła hardo, patrząc mu pro­sto w oczy. Serce waliło jej jak oszalałe, ale za wszel­ką cenę postanowiła nie dać po sobie poznać, że to spotkanie w jakikolwiek sposób ją poruszyło. Czuła na sobie wzrok chłopaka. Jego brązowe oczy zdawały się przewiercać ją na wskroś. Mimowolnie zadrżała. Zauważył to i się uśmiechnął. Zrobił krok w jej stro­nę. Cofnęła się, ale niemal natychmiast poczuła za plecami mokrą korę drzewa. Chłopak podszedł, oparł ręce obok jej głowy i się nachylił.

- A mnie się widzi, coś łuciec chciała? - zapytał szeptem.

Dorota oddychała coraz ciężej. Obiema rękami ści­skała fartuch, jakby chciała wyżąć z niego wodę.

- Łostow me - powiedziała.

Spojrzał na nią, po czym uniósł jej brodę tak, by pa­trzyła mu prosto w oczy.

- Łuciekos przede mną - stwierdził.

Prędzej by umarła, niż przyznała się, że tak rzeczy­wiście było. Od jakiegoś czasu unikała Andrzeja. Wi­działa jego spojrzenia, uśmiechy. Kiedyś ją śmieszyły, ale ostatnio za każdym razem czuła się skrępowana. Dziwnie na niego reagowała i starała się unikać jego towarzystwa, co nie było łatwe, bo mieszkali po są­siedzku. Łapała się na tym, że szukała go wzrokiem i nasłuchiwała jego głosu. A wtedy serce o mało nie wyskakiwało jej z piersi. Za każdym razem, gdy na nią spoglądał, czuła błogość rozchodzącą się po ca­łym ciele.

- Cym ci jaz tak niemiły? - zapytał, nachylając się jeszcze bliżej. Jego usta zatrzymały się o milimetry od jej warg. Zauważyła, że drżały jak jej, a w oczach chło­paka czaiła się niepewność. Nie rozumiała dlaczego.

- Nie - powiedziała, nie odrywając wzroku od jego ust.

Andrzej dotknął dłonią jej policzka. Nim się zorien­tował, wtuliła się w nią.

- Dorcia - niemal jęknął zaskoczony.

Patrzył na nią, jakby czekał na coś zgoła innego. Pragnął jej od dawna, ale dotąd zawsze odrzucała go i żartowała z niego. Nie spodziewał się, że teraz mogło­by być inaczej. Zamierzał podroczyć się z nią, a potem wrócić do domu. Tylko że dziewczyna nie wyglądała na skorą do jakichkolwiek żartów. Oddychała ciężko. Wi­dział jej falujące piersi i zarumienione policzki.

- Dorcia - powtórzył z niedowierzaniem.

Odgarnął z jej czoła kosmyki jasnych włosów. Błę­kitne oczy patrzyły na niego przyjaźnie. Uśmiechała się lekko. Dotknął ustami jej ust. Nieśmiało, spodzie­wając się protestów. Ale Dorota nie protestowała. Cof­nął się zaskoczony.

Dziewczyna patrzyła na niego roziskrzonymi oczami.

- Po toś psysed? - zapytała cicho.

Nie odpowiedział na wyraźną zaczepkę. Patrzył na nią, palcami delikatnie zakładał jej włosy za uszy.

- Nie - powiedział w końcu. - Nie chciołym, żeby ci się co złego stało.

- A co mi się może stać? Chyba, że od ciebie...

- Jo bym cię nigdy nie skrzywdzieł - powie-dział. - Nigdy.

- Nie? - zapytała, a gdy skinął głową, kontynuowa­ła: - Za co tak? Cego ty chces ody mnie?

Andrzej odsunął się od niej i stanął wyprostowany.

- Cobyś była moja.

- Twoja? A to niby cymu? Za co myślisz, że będę cię chciała? Żeś lepsy od innych? - zapytała, choć w głębi ucieszyła ją deklaracja chłopaka.

- Nie wim, cym lepsy. - Podszedł i spojrzał jej głęboko w oczy. - Wiem tylko, że mi się ckni do ciebie. We dnie i w nocy o tobie myślę. Dlatego żem tu przy­szedł. Gadają, co chcą cię wydać za Michałowego Wal­ka. Prawda to?

Nie odpowiedziała od razu. Patrzyła na Andrzeja, na jego brązowe oczy, szczupłą twarz i długawe wło­sy. Zastanawiała się, dlaczego nie powie wprost, o co mu chodzi.

- A to się jesce okaze - odparła, siląc się na weso­łość. - Coś taki ciekawy?

- Powiedz, Dorcia, czym ci miły? Chciałabyś mnie?

Dorota otworzyła usta, ale nie była w stanie wypo­wiedzieć ani jednego słowa. Skinęła tylko lekko głową. Andrzejowi rozbłysły oczy. Nachylił się i po raz kolej­ny dotknął jej ust. Tym razem dłużej. Objął ją i przy­ciągnął do siebie. Była szczuplutka, niższa od niego.

Poczuł radość, gdy trzymał ją w ramionach. Sam nie wiedział, kiedy zaczęło mu zależeć na Dorocie. Znał ją od zawsze, ale nigdy wcześniej nie myślał jak o dziew­czynie dla niego, kobiecie, którą chciał mieć. Była od niego młodsza o dwa lata i do niedawna traktował ją bardziej jak młodszą siostrę. Ale od jakiegoś czasu pa­trzył na nią inaczej. Zrozumiał, że zależy mu na niej. Starał się być blisko niej na polu, by żaden mężczyzna nie zrobił jej krzywdy. Chodził za nią do lasu, by z da­leka jej pilnować. Dotąd go nie zauważała, ale dzisiaj nie zdążył się schować.

Pogłębił pocałunek. Dorota nie protestowała. Wy­puściła z ręki fartuch nie zważając, że zawartość roz­sypała się po runie. Nieśmiało objęła chłopaka.

- Mojaś ty...

Usłyszała niższy niż zwykle głos Andrzeja i poczu­ła jego dłonie na piersiach. Jęknęła zaskoczona. Po jej ciele rozlała się przyjemność. Spojrzała na chłopaka.

- Jędruś - szepnęła. Przesunęła dłonią po jego twa­rzy, zaznaczając linię szczęki, w końcu kciukiem po­tarła usta.

Andrzej zawahał się chwilę, po czym wsunął dłonie pod jej lnianą koszulę. Poczuł, że dziewczyna zadrża­ła. Nachylił się i delikatnie ją pocałował. Nie chciał, aby czegokolwiek się obawiała. Nie jego. Powoli przesu­nął dłonie po jej ciele, czując, jak naturalnie układają 17

się na krągłościach. Przeniósł je wyżej, na małe pier­si. Dorota zassała powietrze i zaczęła szybciej oddy­chać. Andrzej poczuł napięcie między nogami. Patrząc dziewczynie w oczy, podciągnął jej koszulę. Dorota in­stynktownie zakryła ciało.

- Jakaś ty pinkna - szepnął.

Ujął jej dłonie w swoje i odsłonił piersi, po czym na­chylił się i pocałował jej sutki. Trzymając ją, delikatnie położył na wilgotnej trawie.

Dziewczyna drżała. Sama nie wiedziała, czy z emo­cji, czy też z chłodu. A może z niecierpliwości. Jej cia­ło domagało się czegoś i była pewna, że chłopak jest w stanie jej to dać. Andrzej poluzował portki i położył się na niej. Całował ją niezdarnie, ostrożnie uniósł rą­bek kiecki i zaczął wędrówkę dłonią wzdłuż jej nogi. Do­rota oddychała coraz szybciej. Czuła, że dzieje się z nią coś dziwnego. Nie chciała, aby przestawał. Była pew­na, że to dopiero początek i pragnęła dalszego ciągu.

Dłoń Andrzeja znalazła się na jej brzuchu. Dorota jęknęła głośno i uniosła biodra, jakby to miało pomóc. Chłopak uśmiechnął się, po czym wsunął dłoń między jej uda. Delikatnie rozgarnął palcem włoski i dotknął jej wnętrza. Dziewczyna poczuła ciarki. Zacisnęła uda i zadrżała. W budzącym się do życia lesie rozległ się jej wypełniony namiętnością krzyk.

Andrzej nie czekał dłużej. Podwinął jej spódnicę, rozsunął uda i wszedł w nią powoli.

- Boli - jęknęła.

Cofnął się i spojrzał na leżącą pod nim dziewczynę.

- Dorcia - powiedział i pocałował ją. - Dorcia... wytrzymasz?

Objęła go i odwzajemniła pocałunek. Nawet nie zo­rientowała się, że Andrzej znów w nią wszedł, dopiero gdy zaczął się w niej poruszać, otworzyła szeroko oczy i syknęła. Tym razem ból nie trwał długo. Kiedy An­drzej poruszył się po raz kolejny, poczuła przyjemność, a po chwili unosiła biodra, dostosowując się do rytmu nadawanego przez chłopaka. Coraz szybciej oddycha­li, coraz głośniej jęczeli. Dorota miała wrażenie, że ręce i usta Andrzeja są wszędzie. Nagle chłopak znierucho­miał. Usłyszała jego urywany oddech i poczuła ostat­nie ruchy, a potem jakby coś przez nią przepływało.

Nie mieli czasu na delektowanie się swoją bliskością. Kiedy Andrzej uspokoił oddech, wstał i narzucił na sie­bie ubranie, po czym pomógł Dorocie założyć koszulę.

- Twoje grzyby... - szepnął, patrząc na runo. Na­tychmiast schylił się i zaczął je zbierać. - Nie możesz wrócić do domu z pustymi ryncami.

Dorota zdawała się nie myśleć o grzybach. Patrzy­ła na chłopaka i wyglądała, jakby chciała mu coś powiedzieć.

Na sąsiedniej półce

Szukasz książki, audiobooka? Skorzystaj z wyszukiwarki

Najnowsze informacje na Tu Stolica

Kup bilet

Znajdź swoje wakacje

Powyższe treści pochodzą z serwisu Wakacje.pl.

Polecamy w naszym pasażu