Białołęka królestwem dzików. Czy jest się czego bać?
10 listopada 2014
Dzików jest w naszej dzielnicy coraz więcej. Czy jest się czego obawiać?
"Ekstradycja" na Żeraniu. Tę scenę z Halskim kręcono przy Płochocińskiej
"Ekstradycja" z Markiem Kondratem to nie tylko jeden z najważniejszych polskich seriali kryminalnych lat 90., ale również niezwykły zapis dawnej Warszawy. Jedna ze scen pościgu została nakręcona na Żeraniu, wzdłuż ulicy Płochocińskiej.
Są niestety także przypadki poważniejsze, np. gdy bezmyślny opiekun próbuje wykorzystać psa do przegonienia dzików do lasu i pies zostaje poważnie poturbowany. Czy dziki są zagrożeniem dla ludzi i problemem do rozwiązania, czy po prostu elementem tożsamości Białołęki, do którego można się przyzwyczaić?
Niedawno z inicjatywy radnych Ilony Łąckiej, Magdaleny Roguskiej i Elżbiety Świtalskiej odbyło się spotkanie z dyrektorem Lasów Miejskich Karolem Podgórskim. Okazuje się, że dziki chętnie odwiedzają Białołękę z kilku powodów: nie ma tu ich naturalnych wrogów (wilków i niedźwiedzi), bardzo łatwo o żywność ze śmietników, można także skorzystać z karmy rozsypywanej dla ptaków a czasem nawet... zostać nakarmionym przez człowieka. Radne chcą uświadomić mieszkańcom, że konsekwencją dokarmiania dzików jest przyrost ich populacji.
- Warszawa jest jedną z niewielu stolic europejskich, obok Berlina i Sztokholmu, w której lasy znajdują się w granicach miasta w tak dużym obszarze - przypomina radna Elżbieta Świtalska. - W naszym mieście zajmują one ok. 7300 ha, czyli 15% obszaru Warszawy. Nic dziwnego, że na mocniej zurbanizowanych osiedlach Białołęki pojawia się dzika zwierzyna leśna. Ważne, by właściwie reagować.
Co na to pracownicy Lasów Miejskich?
- Od 2008 r. prowadzimy regulację populacji dzików bytujących w stolicy - mówi zastępca dyrektora Marek Roman. - Zgodnie z decyzjami prezydent miasta odłowiono w ubiegłym roku 343 zwierzęta, w bieżącym już 382. Efekty tych działań zależą od wielu czynników, na które nie mamy bezpośredniego wpływu, na przykład odstraszania zwierząt od urządzeń chwytnych, zamykania odłowni przez osoby trzecie, dewastacji i rozkradania elementów odłowni, wprowadzanie do nich pozostawiających swój zapach psów czy libacje alkoholowe w odłowniach.
Miesięcznie odławianie dzików w Warszawie kosztuje ok. 50 tys. zł. Na terenie samej Białołęki jest już siedem odłowni, regularnie monitorowanych przez leśników. Niestety są one notorycznie dewastowane, bynajmniej nie przez dziki. A jak z tym problemem radzą sobie nasi zachodni sąsiedzi? W Berlinie dzików jest jeszcze więcej, niż w Warszawie. Spacerują nie tylko po miejskich lasach, ale także po parkach i osiedlach, nawet tych położonych w centrum metropolii. Sami berlińczycy reagują na zwierzęta zupełnie inaczej, niż większość białołęczan, traktując je jak atrakcję turystyczną stolicy.
- Zagrożenie ze strony dzików jest na ogół mocno przesadzone - mówi Marek Roman. - Zwierzęta te są niegroźne, dopóki nie zostaną bezpośrednio sprowokowane. Należy podkreślić, że biegający luzem pies, który zbliży się do nich i będzie je oszczekiwał, sprowokuje atak a uciekając przed dzikami skieruje się do swego pana licząc, że ten udzieli mu wsparcia.
- To, co powinniśmy zrobić wszyscy, to odpowiednio zabezpieczyć śmietniki, nie wyrzucać odpadków poza miejsca do tego przeznaczone i przede wszystkim nie dokarmiać dzików - mówi radna Magdalena Roguska.
- Przede wszystkim trzeba uświadomić sobie, że dziki to zwierzęta spokojne i unikające ludzi - wyjaśnia jeden z łowczych. - Niestety, większość ludzi odczuwa nieuzasadnioną niechęć do tych zwierząt i nie reaguje racjonalnie na ich widok. Uczymy się w dzieciństwie wierszyków typu "Dzik jest dziki, dzik jest zły" i bezsensownie czerpiemy z nich wiedzę o świecie.
Już niedługo mieszkańcy będą mieli możliwość zapoznania się z faktycznymi zagrożeniami ze strony dzików, tak by w przyszłości reagować już racjonalnie. Wkrótce zostanie bowiem otwarte Centrum Edukacji Przyrodniczo-Leśnej Lasów Miejskich Warszawa.
- Chciałybyśmy, aby w ramach współpracy z Centrum białołęckie placówki oświatowe i zainteresowane organizacje pozarządowe miały łatwiejszy dostęp do edukatorów, prowadzących profesjonalne zajęcia z młodzieżą - tłumaczą radne. - By tak się stało, Lasy Miejskie muszą mieć znacznie zwiększoną liczbę etatów edukacyjnych, o co zabiegamy.
A my przypominamy za specjalistami z Lasów Miejskich: w razie spotkania dzika najlepiej spokojnie się oddalić, natomiast w przypadku bezpośredniego zagrożenia można skontaktować się z pracownikiem Lasów Miejskich d/s łowiectwa pod czynnym przez całą dobę numerem telefonu 600-020-746.
DG, AS
.








































