A gdyby tak... na dziki?
22 maja 2009
Akcja odłowu dzików w Warszawie ma się marnie - ustawiono odłownie i wszyscy czekają, aż dziki się łaskawie dadzą w nią złapać. Tymczasem zwierzęta jakoś nie pałają ochotą do włażenia w drewniane ogrodzenia. A gdyby tak zastosować przymus bezpośredni?
"Ekstradycja" na Żeraniu. Tę scenę z Halskim kręcono przy Płochocińskiej
"Ekstradycja" z Markiem Kondratem to nie tylko jeden z najważniejszych polskich seriali kryminalnych lat 90., ale również niezwykły zapis dawnej Warszawy. Jedna ze scen pościgu została nakręcona na Żeraniu, wzdłuż ulicy Płochocińskiej.
Skoro bowiem zwierzę samo nie kwapi się do wlezienia w odłownię - może je do tego zmusić? Wystarczy zorganizować grupę kilkudziesięciu chętnych osób, ustalić terminy i nadzór sił fachowych - nadleśnictwa, myśliwych - i wspólnie spró-bować zagonić dziki do zagrody. Okazuje się, że takie rozwiązanie jest całkowicie możliwe!
- Typowego polowania na terenie miejskim zorganizować nie można - powie-dział nam Jerzy Szymański, który w Poznaniu prowadzi firmę organizującą polo-wania. - Nie widzę jednak przeszkód, aby w porozumieniu z lokalnymi władzami leśnymi i miejskimi zorganizować taką właśnie akcję nagonkową. W nagonce może brać udział każdy - osoby niepełnoletnie także, za zgodą rodziców bądź opiekunów. Wystarczy być sprawnym, mieć dobrą orientację w terenie i ubezpieczenie - z przy-czyn oczywistych.
Nasz koncept wygląda następująco: w porozumieniu z Lasami Miejskimi i wła-dzami dzielnicy można zacząć ustalenia odnośnie ewentualnego terminu nagonki. Kiedy czas i miejsce będzie znane - poszukujemy chętnych do pobiegania po lesie z kołatkami w ręku, którzy wypłoszą grubego zwierza z jego matecznika i będą go kierować do odłowni. Każdy kandydat po spełnieniu warunków - czyli znajomość terenu, oświadczenie o odpowiedzialności za szkody, dowód ubezpieczenia - stawia się w umówionym miejscu i zaczyna się główna impreza. Szanse na to, że spło-szony dzik będzie wolał zwiać do drewnianej klatki są większe niż oczekiwanie, aż przypadkowo sam do odłowni zabłądzi. Żadnych strzelb, żadnego przelewu krwi - to jak, drodzy Czytelnicy? Są chętni? O zakończeniu nagonki, zgodnym z polskimi tradycjami łowieckimi też nie zapomnimy...
Wiktor Tomoń
![]() |
![]() |











































