Warszawa wyburzy rodzinny dom pod ścieżkę rowerową. "445 tys. zł nie starczy nawet na kawalerkę"
dzisiaj, 14:52
To może spotkać każdego. Wzbiera złość i niedowierzanie, kiedy dowiadujemy się, że czyjś dom rodzinny, w którym się wychował, dorastał, założył rodzinę i z którym ma nierozerwalne wspomnienia, musi ustąpić... ulicy i ścieżce rowerowej. Bo tak wymyślili urzędnicy. Jeszcze większą złość budzi fakt, że w ramach zadośćuczynienia za duży dom z działką na Białołęce warszawscy urzędnicy proponują 445 tys. zł, a więc kwotę, która nie wystarczy nawet na... kawalerkę. A w ramach usprawiedliwienia dodają: "Takie sytuacje są zawsze trudne dla obu stron". Czyżby?
Mieszkańcy posesji przy Kuszników 27 stracą duży, bo 143-metrowy dom wraz z działką, w którym żyli od ponad 60 lat, tylko dlatego, że ktoś zza urzędniczego biurka wymyślił, że przy okazji przebudowy ul. Białołęckiej poprowadzi tamtędy wąską ulicę i ścieżkę rowerową. I choć pan Cezary - współwłaściciel nieruchomości sąsiadującej z Factory Annopol - próbował przedstawić urzędnikom alternatywne rozwiązania poprowadzenia ścieżki, tak aby ulica pozostała w dotychczasowym śladzie, ci w przeświadczeniu o swojej nieomylności odpowiedzieli mu mniej więcej tak: "rozwiązania zostały zaprojektowane zgodnie z obowiązującymi przepisami i wymaganiami technicznymi, dokumentacja uzyskała wszelkie niezbędne uzgodnienia, a przyjęte rozwiązania w zakresie geometrii są zgodne z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego".
Zamkną most nad Kanałem Żerańskim. Nie zbudują przeprawy zastępczej
Most w ul. Cieślewskich na Białołęce to wysłużona konstrukcja, która ostatni większy remont przeszła ponad 30 lat temu. Teraz czeka ją gruntowna przebudowa, która potrwa około 16 miesięcy. W tym czasie nie powstanie przeprawa zastępcza.
Koniec, kropka.
Dialog na zasadzie... dyktatu?
Inaczej dialog z mieszkańcem postrzega miasto. Z referatu prasowego miejskiego ratusza padają zapewnienia typu: "Właściciele nieruchomości przy ul. Kuszników 27 byli na bieżąco, pisemnie informowani o kolejnych krokach związanych z budową ulicy Białołęckiej od 2018 roku". Ale czy faktycznie rozmawiano na poważnie z właścicielami? Czy w ogóle brano pod uwagę ich racje? Z chronologii zdarzeń przytoczonych przez urzędników wynika, że do właścicieli posesji głównie wysyłano pisma, w których informowano o już podjętych decyzjach lub oznajmiano, na jakim etapie jest inwestycja, podając przy tym terminy wyprowadzki z rodzinnej nieruchomości. Wysyłano też upomnienia wzywające do opuszczenia domu. Na dobrą sprawę urzędnicy spotkali się z właścicielami nieruchomości tylko raz - w styczniu 2025 roku, kiedy w Urzędzie Dzielnicy Białołęka poinformowano ich o "możliwości skorzystania z lokalu zamiennego" i ponownie o "konieczności wyburzenia" ich domu. Nie był to zatem dialog na zasadzie: jak można ocalić ich dom, gdzie można poprowadzić ścieżkę rowerową w innym wariancie itp., ale jedynie poinformowanie mieszkańców Kuszników 27 o podjętych decyzjach.
Urzędnicza wycena, która nie ma nic wspólnego z realiami rynku
Przebudowa ul. Białołęckiej za ponad 98 mln zł była długo wyczekiwaną inwestycją. Jednak nie dla wszystkich. - Krew mnie zalewa, że złodziejska instytucja chce zabrać nam dom rodzinny o powierzchni 143 mkw. za kwotę 445 tys. zł, zburzyć go i poprowadzić w jego miejscu ścieżkę rowerową wzdłuż nowego przebiegu jezdni. Patrzę bezsilnie na tę podłość, na płacz żony i żal siostry - wyznaje pan Cezary.
Mieszkańcy są oburzeni, mówiąc o arogancji władzy i jednocześnie współczując rodzinie, którą urzędnicy za wszelką cenę chcą pozbawić nieruchomości wartej - ich zdaniem - około 3 mln zł.
- Wyrzucanie ludzi z własnego, ponad 140-metrowego domu za niecałe 500 tys. zł w Warszawie to jawna kradzież! W takim wypadku powinno być przyznawane wysokie odszkodowanie - czytamy w jednym z komentarzy.
- To jakieś kpiny. Za taką kwotę niech Trzaskowski lub ktoś z jego ekipy sam kupi w Warszawie dom albo chociaż kawalerkę. Powodzenia! - komentuje kolejny mieszkaniec.
- Wysokość odszkodowania ustalono na podstawie wyceny z lipca 2025 r., sporządzonej przez rzeczoznawcę majątkowego - wyjaśniają warszawscy urzędnicy. Jak dodają, wspomniana przez pana Cezarego kwota nie odpowiada prawdzie, jednak nie podają wysokości odszkodowania, zasłaniając się wrażliwymi danymi. Ponadto część nieruchomości nie jest objęta odszkodowaniem, ponieważ znajduje się na działkach Skarbu Państwa.
Buta i arogancja władzy
- Takie sytuacje są zawsze nieprzyjemne, trudne dla obu stron. Jednak wobec braku odzewu ze strony właścicieli i konieczności zastosowania się do przepisów prawa urząd nie ma innego wyjścia, jak tylko przystąpić do wielokrotnie wcześniej zapowiadanej egzekucji nieruchomości pod budowę drogi. Policja i straż miejska zostały poproszone o asystowanie przy odebraniu nieruchomości. Wszystko odbędzie się zgodnie z prawem - wyjaśnia warszawski magistrat.
DB
.







































