Zielona Białołęka - ta nazwa szkodzi rozwojowi
13 sierpnia 2015
Od dość dawna staramy się używać określenia "wschodnia Białołęka" w miejsce utartego i promowanego m.in. przez niektórych radnych "Zielona Białołęka". Dlaczego?
Las Ireny Jarockiej na Leśnej Polanki? Najwcześniej za trzy lata
W marciu w Białołęckim Ośrodku Kultury odbyła się impreza "Motylem jestem, czyli wieczór wspomnień o Irenie Jarockiej" oraz koncert jej piosenek. To dopiero początek większego projektu upamiętnienia piosenkarki.
"Zielona Białołęka" to nazwa wymarzona przez deweloperów budujących osiedla na wschód od Kanału Żerańskiego. Kto nie chciałby mieszkać w zielonej dzielnicy? Czas jednak płynie i fakty w roku 2015 są takie, że "Zielona Białołęka" ma mniej parków od Tarchomina (słownie: jeden) a rolę zieleni pełnią nieużytki, przez złośliwych nazywane polami kartofli. A co wyobraża sobie 50-letni urzędnik pracujący w ratuszu na pl. Bankowym, słysząc "Zielona Białołęka chce mieć metro, chętnie kosztem Bródna"? "Przecież Bródno to wielkie blokowisko (wszyscy widzieli!) a na Zielonej Białołęce nic nie ma". Taki stereotyp sami budujemy wśród decydentów i mieszkańców innych dzielnic (przeciwnych metru na Białołękę, choć nawet tu nie byli) używając wprowadzającej w błąd nazwy.
To nie żart, wystarczy spojrzeć na prognozy demograficzne sprzed zaledwie kilku lat, wykonane przy założeniu, że na wschód od Kanału Żerańskiego będą budowane jeszcze tylko osiedla jednorodzinne. Może lepiej - dla poprawienia wizerunku - przestać tytułować się Zieloną Białołęką? A może cała nazwa dzielnicy, kojarząca się z łąkami, pracuje na wizerunek pustkowia? I tak źle, i tak niedobrze...
Dominik Gadomski
.





































