Zakaz wstępu zwierząt do Parku Strumykowa. Kto czytał regulamin?
15 marca 2016
Wiadomo, że pies musi się wybiegać. I wiadomo, że dobrym miejscem na to może być park. Tyle, że do parku przy Strumykowej psom jest wstęp wzbroniony. Ale kto tego przestrzega?
Warszawa wyburzy rodzinny dom pod ścieżkę rowerową. "445 tys. zł nie starczy nawet na kawalerkę"
To może spotkać każdego. Wzbiera złość i niedowierzanie, kiedy dowiadujemy się, że czyjś dom rodzinny, w którym się wychował, dorastał, założył rodzinę i z którym ma nierozerwalne wspomnienia, musi ustąpić... ulicy i ścieżce rowerowej. Bo tak wymyślili urzędnicy. Jeszcze większą złość budzi fakt, że w ramach zadośćuczynienia za duży dom z działką na Białołęce warszawscy urzędnicy proponują 445 tys. zł, a więc kwotę, która nie wystarczy nawet na... kawalerkę. A w ramach usprawiedliwienia dodają: "Takie sytuacje są zawsze trudne dla obu stron". Czyżby?
Skąd jednak zapis, by w ogóle zakazać zwierzętom wstępu do Parku Strumykowa?
- Zakaz wprowadzania psów do parku przy ul. Strumykowej obowiązuje praktycznie od początku istnienia tego terenu zielonego tj. od 2007 r. i został wprowadzony na prośbę mieszkańców - twierdzi Marzena Gawkowska, rzecznik urzędu dzielnicy. - W parku bawią się małe dzieci i dlatego na jego terenie nie powinny się znajdować psie odchody. Zakaz został wprowadzony także po to, aby zapobiec niszczeniu zieleni (kopanie dołów, dewastacja rabat) przez psy. W okolicy jest duży kompleks leśny, gdzie można wyjść z psem, nie przechodząc przez park.
Zapytaliśmy też, kto pilnuje, by zapisy regulaminu były przestrzegane. - Jeśli są na miejscu nasi pracownicy, to robią to właśnie oni - mówi Gawkowska. - Jeśli ich nie ma, powinni to robić strażnicy miejscy, a przede wszystkim główni zainteresowani, czyli mieszkańcy.
(wt)
.

















































