"Łopaty pamięci" dla Zenków z Wiklinowej. Mieszkańcy drwią z urzędników
dzisiaj, 10:58
Na Henrykowie i Wiśniowie mieszkańcy niektórych ulic czują się niemal jak w Średniowieczu, mimo że białołęcki ratusz mają niemal po sąsiedzku. Projekt zgłoszony do budżetu obywatelskiego można odebrać jako manifest frustracji wobec wieloletniej inwestycyjnej indolencji urzędników.
"Łopaty pamięci dla Zenków z ulicy Wiklinowej" to propozycja do budżetu obywatelskiego na 2027 rok, która właśnie trafiła do oceny formalno-prawnej. Koszt jest symboliczny - zaledwie 350 zł. Projekt wpisano do kategorii "kultura i sztuka", choć planowana instalacja ma raczej wymiar satyryczny niż artystyczny.
Ulica Wiklinowa i historia Zenków
Ulica Wiklinowa od miesięcy pojawia się w mediach jako symbol walki mieszkańców o remont zabytkowej drogi. "Zenki" stały się lokalnymi bohaterami - manekinami przedstawiającymi robotników budowlanych czekających na decyzję w sprawie inwestycji.
Mieszkańcy wyposażyli je w zardzewiałe łopaty, taczki, a nawet sprzęt muzyczny. Instalacja była lubiana i stała się znakiem rozpoznawczym ulicy. W wyniku anonimowego donosu Zenki zniknęły jednak w dniu nagrania programu "Reagujemy".
Łopaty zamiast manekinów
Pomysłodawcy projektu proponują teraz minimalistyczną formę przekazu: wbite w ziemię łopaty oraz ustawioną obok taczkę ogrodową.
- Ta interwencja rzeźbiarska ma na celu upamiętnienie ducha miejsca oraz wspólnoty, która zawiązała się wokół walki o remont drogi obiecanego już w 2012 roku. Łopaty symbolizują determinację mieszkańców, a taczka metaforę trudu życia, który jednak da się "przepchnąć" dalej dzięki uporowi. W przeciwieństwie do łopat taczka jest symbolem ruchu, procesu i zmiany. Nadziei na zmianę - czytamy w opisie projektu.
Trudno nie odnieść wrażenia, że instalacja ma także ośmieszyć wieloletnią bezradność urzędników w sprawie Wiklinowej.
Remont Wiklinowej od lat stoi w miejscu
Jeszcze wiosną ubiegłego roku, przy okazji emisji programu "Reagujemy", urzędnicy tłumaczyli, że remont nie jest możliwy do czasu uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania.
Ponieważ część Wiklinowej jest wpisana do ewidencji zabytków - ze względu na bruk z tzw. kocich łbów - plan miał określić, które fragmenty mogą zostać pokryte asfaltem, a które muszą zachować kamienną nawierzchnię. Z takim stanowiskiem nie zgodził się nawet stołeczny konserwator zabytków.
- Procedowanie planu miejscowego nie oznacza, że nie można prowadzić remontów. Już wcześniej ustalaliśmy z dzielnicą możliwy zakres prac. Część ul. Wiklinowej może zostać pozbawiona bruku i pokryta asfaltem, a najlepiej zachowany odcinek powinien zostać przełożony i wyrównany. To roboty, które można prowadzić już teraz - mówił w kwietniu ubiegłego roku Michał Krasucki.
Co dalej z inwestycją za miliony?
Od emisji programu miejscowy plan dla rejonu Wiklinowej już powstał, jednak inwestycja wciąż nie została wpisana do Wieloletniej Prognozy Finansowej.
Jak ustaliliśmy, dopiero trwają przygotowania i negocjacje w sprawie takiego wpisu. Nieoficjalnie wiadomo również, że urzędnicy oszacowali remont ulicy na około 15 mln zł. Wpisanie do WPF takiej kwoty dla małej uliczki jest niezwykle trudne w ramach warszawskiego "przeciągania liny" pomiędzy dzielnicami.
DB














































