Sześciu miłośników Białołęki
10 października 2003
Twierdzą, że mają konkretny plan działania, gotowy statut i mnóstwo chęci. Nic jednak nie robią, a winą obarczają władze dzielnicy. Od kilku lat chcą powołać Towarzystwo Przyjaciół Białołęki.
Tuż przed wyborami wydawało się, że inicjatywa wreszcie dojdzie do skutku.
Dwulatek nie był kąpany od kilku dni. Policja odebrała dziecko
Policjanci niejednokrotnie interweniują w związku z informacjami o niepokojącym zachowaniu rodziców lub opiekunów zajmujących się dziećmi. Tym razem o pomoc poprosiła pracowniczka ośrodka wsparcia kobiet, zaniepokojona zachowaniem jednej z podopiecznych. 36-latka została przewieziona do szpitala, gdzie objęto ją specjalistyczną pomocą, a dziecko trafiło do pieczy zastępczej.
Opiekunem Towarzystwa w imieniu władz miał być Ośrodek Kultury. Po wyborach sprawa ożyła na nowo. Potrzeba zorganizowania lokalnych patriotów stała się bardziej paląca nawet dla władz dzielnicy, ubezwłasnowolnionych przez nowy ustrój miasta i nowego prezydenta. Głośno wymieniano nawet nazwisko przyszłego prezesa TPB. Miał nim zostać znany społecznik Krzysztof Madej. Zapał urzędników szybko został zduszony przez brutalną rzeczywistość nowej niemocy, która w tej kadencji ogarnęła wszystkie dawne gminy.
- Mam wrażenie, że sprawa rozmyła się pomiędzy Białołęckim Ośrodkiem Kultury, a nową strukturą, jaką jest wydział kultury - powiedział "Echu" Krzysztof Madej, który nie traci nadziei na powołanie stowarzyszenia.
- Ja mam niemal wszystko gotowe, aby Towarzystwo powołać - mówi dyrektor BOK-u Tomasz Służewski. - Mam jednak wątpliwości, czy to ma sens. Akces zgłosiło zaledwie sześć osób. Powinni oni przedstawić bardzo dobry plan działania, abym mógł wziąć na siebie odpowiedzialność, a co dopiero dać pieniadze, o które przecież głównie chodzi inicjatorom Towarzystwa.
Przy okazji okazuje się, że dyrektor ma wątpliwości, czy aby na pewno BOK ma się tym dalej zajmować. - Prezydent kazał powołać w dzielnicach wydziały kultury, które przecież coś muszą robić. Przypuszczam, że sprawę Towarzystwa pani burmistrz Liliana Zientecka przekaże wydziałowi - dodaje Służewski.
Intuicja dyrektora BOK-u prawdopodobnie nie zawodzi. Wprawdzie nie udało nam się tej informacji potwierdzić u pani wiceburmistrz, ale szefowa nowego wydziału kultury twierdzi, że wkrótce przejmie od BOK-u kwestię TPB.
- Jesteśmy w trakcie uzgadniania z radcami prawnymi statutu stowarzyszenia - powiedziała "Echu" Małgorzata Kozieł. - Wkrótce chcemy zorganizować spotkanie wszystkich zainteresowanych.
Krzysztof Madej nic nie wie o działaniach wydziału. Twierdzi ponadto, że statut Towarzystwa ma od dawna napisany. - Mamy też pełną koncepcję działania. Dokładnie wiemy, co zrobimy społecznie, a na co będziemy potrzebowali pieniedzy - mówi Madej. - Chcemy na przykład wydawać białołęckie zeszyty historyczne. Zakładając, że wszystkie teksty napisane będą społecznie, na druk i papier wydamy ok. 7 tysięcy zł.
Krzysztof Madej twierdzi, że rocznie na działalność stowarzyszenia potrzeba ok. 30 tys. zł. Po to, aby była ona widoczna, aby ludzie nie pisali do szuflady, a mieszkańcy mieli wymierną korzyść z istnienia TPB.
Małgorzata Kozieł nie wie, czy będzie mogła przekazać taką kwotę. - Będą musieli przedstawić bardzo mocny plan - mówi szefowa wydziału kultury, który na razie w ogóle nie ma pieniędzy, a w przyszłym roku chce mieć 160 tysięcy. Na co? "Mocnego planu" jeszcze nie ma. Na razie szefowa wydziału mówi bardzo ogólnie m.in. o "integracji środowisk twórczych". Mimo to, Małgorzata Kozieł jest przekonana, że Towarzystwo Przyjaciół Białołęki ruszy jeszcze w tym roku.
kat
.







































