Nielegalne i szkodliwe
14 maja 2010
Składowanie ziemi i gruzu na działkach przy Ostródzkiej to zmora mieszkańców tej ulicy.
Warszawa wyburzy rodzinny dom pod ścieżkę rowerową. "445 tys. zł nie starczy nawet na kawalerkę"
To może spotkać każdego. Wzbiera złość i niedowierzanie, kiedy dowiadujemy się, że czyjś dom rodzinny, w którym się wychował, dorastał, założył rodzinę i z którym ma nierozerwalne wspomnienia, musi ustąpić... ulicy i ścieżce rowerowej. Bo tak wymyślili urzędnicy. Jeszcze większą złość budzi fakt, że w ramach zadośćuczynienia za duży dom z działką na Białołęce warszawscy urzędnicy proponują 445 tys. zł, a więc kwotę, która nie wystarczy nawet na... kawalerkę. A w ramach usprawiedliwienia dodają: "Takie sytuacje są zawsze trudne dla obu stron". Czyżby?
- W nocy kopią doły, potem coś przywożą, kto wie, czy czegoś tu nie zakopują. Walczymy z tym od około trzech lat, udało się ustalić, że składowanie ziemi jest nielegalne - mówi mieszkanka Ostródzkiej. Ustalono to już jesienią ubiegłego roku. W październiku dzielnicowy wydział ochrony środowiska potwierdził, w odpowiedzi na skargę mieszkańców, że składowanie ziemi i gruzu jest niezgodne z miejsco-wym planem zagospodarowania przestrzennego. Tym samym zobowiązał właścicie-la do uprzątnięcia terenu. Jednak właściciel, a jednocześnie mieszkaniec Ostródz-kiej, nie wziął do siebie zaleceń urzędu i dalej prowadził swoją działalność. Nadal cierpieli na tym mieszkańcy. - Składowisko jest nielegalne, w większości jest to gruz. W połowie maja odbędzie się wizja lokalna oraz oszacowane zostaną koszty jego usunięcia. Następnie dzielnica zleci uprzątnięcie terenu, a rachunkiem obciąży właściciela nieruchomości, który unika z nami jakiegokolwiek kontaktu - mówi Mar-cin Ślusarczyk z wydziału ochrony środowiska. Właściciel nieruchomości, odpowie-dzialny za składowisko gruzu nie chciał także rozmawiać z dziennikarzem "Echa".
Kurz, błoto, kamienie
Uprzątnięcie terenu przez dzielnicę to jedyne sensowne rozwiązanie, gdyż właściciel nie poczuwa się do tego obowiązku. Tymczasem problemy mieszkańców narastają. Po deszczu na ulicę spływa błoto, a wraz z nim kamienie i bryły gruzu. Połowa chodnika jest pokryta piachem i błotem. - Błoto i kamienie rozbryzgują się pod ko-łami samochodów prosto w przechodniów, także dzieci, które chodzą tędy do szko-ły. Ogrodzenie, domofon, skrzynka na listy są ciągle zalewane wodą, która nie ma jak spłynąć - mówi mieszkanka Ostródzkiej. Działki, gdzie składowana jest ziemia i gruz, nie są ogrodzone, stąd wynikają również obawy rodziców o bezpieczeństwo dzieci.- Od tego pyłu zaczęłam chorować na oskrzela. Lekarz mi powiedział, że jak mieszkam przy tych hałdach, to nie powinnam się dziwić, że choruję - mówi obu-rzona kobieta. Mieszkańcy czekają, kiedy nielegalne składowisko zniknie z ich oko-licy. Będziemy wracać do tej sprawy w kolejnych wydaniach "Echa".
bk
.









































