Związkowcy medyczni grożą protestami i stawiają warunki. "Gdzie byli 10 lat temu?"
Rosnące trudności w systemie ochrony zdrowia oraz działania Ministerstwa Zdrowia, które według NSZZ "Solidarność" przynoszą negatywne skutki, stały się powodem rozpoczęcia protestu przez środowiska medyczne. Przedstawiciele związków zawodowych podkreślają, że obecna sytuacja wymaga natychmiastowych zmian, a odpowiedzialność za kryzys w dużej mierze spoczywa na decyzjach podejmowanych przez resort zdrowia.
Maria Ochman, przewodnicząca Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ "Solidarność", w rozmowie z Medonetem wyjaśnia, że jednym z głównych żądań protestujących jest natychmiastowe wstrzymanie przez Ministerstwo Zdrowia prac nad likwidacją ustawy regulującej minimalne wynagrodzenia w sektorze ochrony zdrowia. Jej zdaniem, choć nie jest to obecnie najważniejsza kwestia, nie powinno dziwić, że resort ponownie zamierza szukać oszczędności kosztem pracowników, zamiast poszukiwać ich w strukturze systemu.
Od początku rozmów prowadzonych w ramach Zespołu Trójstronnego do spraw Ochrony Zdrowia, strona związkowa konsekwentnie wskazywała, że wszelkie działania mające na celu ograniczenie wydatków powinny rozpocząć się od uszczelnienia systemu finansowania. W Polsce istnieje ponad dwadzieścia grup zawodowych i społecznych, które korzystają z ulg lub są całkowicie zwolnione z obowiązku opłacania składki zdrowotnej. Ochman podkreśla, że nie podważa prawa ustawodawcy do wprowadzania takich rozwiązań, jednak w jej opinii państwo powinno rekompensować te zwolnienia narodowemu płatnikowi. Obecnie główny ciężar finansowania spoczywa na emerytach, pracownikach oraz części pracodawców, podczas gdy osoby zatrudnione na podstawie umów cywilnoprawnych często odprowadzają niższe składki, co dodatkowo obciąża system. Wielokrotnie zwracano na to uwagę minister zdrowia, a według Ochman, zanim zacznie się mówić o oszczędnościach, należy wskazać miejsca, gdzie środki publiczne są tracone.
Według przewodniczącej "Solidarności", środki publiczne muszą być szczególnie chronione, nawet jeśli nie można mieć zastrzeżeń do osób korzystających z prywatnych usług medycznych, za które płacą wysokie kwoty - w Warszawie konsultacje online mogą kosztować od 850 zł za piętnaście minut. - Nieetyczne jest, by na publicznych pieniądzach powstawały nieuzasadnione fortuny - zauważa Ochman.
Zwraca ona także uwagę na problem likwidacji oddziałów szpitalnych, który dotyka nie tylko pacjentów, ale również personel medyczny. W przypadku zamknięcia oddziału pracownicy nie mają żadnych szczególnych zabezpieczeń, takich jak te przewidziane dla osób zatrudnionych w likwidowanych kopalniach czy innych zakładach pracy, przez co mogą z dnia na dzień stracić pracę i dochody. - Co więcej, nowe rozporządzenie umożliwiające Narodowemu Funduszowi Zdrowia wypłacanie przez dwa lata połowy ryczałtu za zlikwidowany oddział, może stać się zachętą do dalszych likwidacji. Trudno zrozumieć, na jakiej podstawie NFZ miałby finansować ograniczanie świadczeń, zamiast ich realizacji, szczególnie w sytuacji ogromnego deficytu budżetowego płatnika - wyjaśnia Maria Ochman.
Obecny etap protestu ma na celu przede wszystkim poinformowanie opinii publicznej o sytuacji w ochronie zdrowia. - Nie chcemy dopuścić do tego, aby społeczeństwo otrzymało przekaz, że pracownicy domagają się podwyżek kosztem pacjentów. Padały już oskarżenia, że to wynagrodzenia pracowników są przyczyną braku pieniędzy na leczenie. Tymczasem ci sami pracodawcy, którzy formułują takie zarzuty, nie mają problemu z wypłacaniem lekarzom na kontraktach wynagrodzeń przekraczających 200 tysięcy złotych miesięcznie - mówi Ochman. - Chcemy jasno powiedzieć: 85 proc. kosztów w przychodach szpitali to nie są wyłącznie wynagrodzenia pracowników etatowych. Na te wynagrodzenia pracodawcy otrzymują zabezpieczone pieniądze. Nasz protest nie dotyczy wyłącznie płac - chodzi przede wszystkim o jakość i dostępność świadczeń zdrowotnych - dodaje.
Według Ochman, obecne działania Ministerstwa Zdrowia są próbą uniknięcia odpowiedzialności politycznej poprzez przerzucanie winy za likwidację oddziałów na dyrektorów szpitali lub samorządy, podczas gdy to resort kształtuje politykę zdrowotną państwa. Taka postawa nie przekona społeczeństwa. - Pacjenci nie mogą stać się zakładnikami sporu. Protest nie będzie odbywał się kosztem chorych. Pacjent powinien być naszym sprzymierzeńcem - wszyscy jesteśmy pacjentami i wszyscy odczuwamy trudności w dostępie do lekarzy czy badań - wyjaśnia Maria Ochman.
Mariusz Trojanowski, dyrektor szpitala w Aleksandrowie Kujawskim oraz członek zarządu Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych, zgadza się z częścią postulatów protestujących, jednak uważa, że bez odpowiednich regulacji prawnych uszczelnienie systemu może być trudne do osiągnięcia. - Jeśli chodzi o wynagrodzenia, to uszczelnienie może nastąpić wyłącznie poprzez stosowne regulacje, a tych po prostu nie ma - tłumaczy w rozmowie z Medonetem dyrektor. - Pieniędzy na ochronę zdrowia rzeczywiście jest za mało. One powinny być odpowiednio dystrybuowane - z tym również się zgadzam. Natomiast jeżeli chodzi o uszczelnienie wydatków, to uważam, że przede wszystkim - i podkreślam: przede wszystkim - należałoby je przeprowadzić poprzez regulacje dotyczące wynagrodzeń - dodaje.
Trojanowski zwraca uwagę, że w innych sektorach gospodarki, takich jak wojsko, policja, prokuratura, sądownictwo czy oświata, obowiązują szczegółowe ustawy i rozporządzenia wykonawcze. - A u nas tego nie ma. W ustawie mamy jedynie ogólny zarys poszczególnych grup zawodowych, wskazane są jakieś stawki maksymalne, natomiast nie mamy szczegółowego rozporządzenia odnoszącego się do konkretnych zawodów i do sposobu wykonywania pracy przez poszczególnych pracowników - tłumaczy.
W jego opinii, wprowadzenie szczegółowych regulacji mogłoby oznaczać konieczność uregulowania również umów cywilnoprawnych. - Nie wiem, czy byłoby to korzystne dla lekarzy, bo wtedy należałoby uregulować także kwestie umów cywilnoprawnych - ale nie w taki sposób, że stawia się lekarzom bariery, że nie mogą zarobić więcej, bo to jest ich sprawa - wyjaśnia Mariusz Trojanowski. - Bariery powinny dotyczyć dyrektorów, czyli określać, ile mogą płacić. Tak jak jest wszędzie na świecie. I to jest zasadnicza różnica - dodaje.
Jacek Zachariasz, dyrektor szpitala w Iławie, na łamach Medonetu wyraża obawę, że środowisko medyczne po raz kolejny zostaje wciągnięte w polityczną rozgrywkę. - Skoro widzę, że NFZ oraz Solidarność pracowników ochrony zdrowia podejmują działania protestacyjne, to chciałbym zapytać, gdzie byli dziesięć lat temu, kiedy uchwalano przepisy, które doprowadziły do obecnego rozchwiania systemu ochrony zdrowia. Dlaczego wtedy nie mówiono o grupach uprzywilejowanych, a przypomniano sobie o tym dopiero teraz - pyta w rozmowie z Medonetem dyrektor.
Według Zachariasza, należałoby wrócić do początków, czyli do dodatków covidowych oraz ustawy podwyżkowej, która została przyjęta bez dokładnej analizy konsekwencji. - To właśnie te decyzje miały istotny wpływ na obecną sytuację. Dzisiaj natomiast Solidarność próbuje wyprowadzać ludzi na ulicę - dodaje. Jego zdaniem, taka droga jest niewłaściwa. - Szkoda, że medycy ponownie dają się wciągać w politykę. Im mniej polityki w ochronie zdrowia, tym lepiej - podkreśla.
Ministerstwo Zdrowia w styczniu przedstawiło propozycję, zgodnie z którą podwyżki płacy minimalnej w ochronie zdrowia miałyby być wprowadzane od stycznia, a nie od lipca, począwszy od 2027 roku. Dodatkowo, waloryzacja najniższych wynagrodzeń miałaby być powiązana z mniej dynamicznym wskaźnikiem wzrostu. Resort nie zaproponował jednak wprowadzenia maksymalnych wynagrodzeń dla osób zatrudnionych na kontraktach, co dotyczy większości lekarzy specjalistów.
Obrady zespołu trójstronnego zostaną wznowione 16 marca, kiedy to Ministerstwo Zdrowia ma przedstawić ostateczne stanowisko w sprawie ustawy o minimalnych wynagrodzeniach. Związkowcy podkreślają, że jeśli resort zdecyduje się odebrać pracownikom gwarancję minimalnej płacy, będzie to oznaczać brak rzeczywistej próby uzdrowienia finansów ochrony zdrowia.
Od 1 lipca 2026 roku minimalna płaca w ochronie zdrowia miałaby wzrosnąć o 8,82 procent. Najwyższa pensja minimalna, przysługująca lekarzom i lekarzom dentystom ze specjalizacją (grupa 1. tabeli płac), wyniosłaby 12 910,16 zł brutto, co oznacza wzrost o 1 046,67 zł. Pielęgniarka z tytułem magistra i specjalizacją otrzymałaby 11 485,59 zł brutto, opiekun medyczny - 7 657,06 zł brutto, a pracownicy niemedyczni, w zależności od wykształcenia, od 6 944,78 zł brutto (średnie wykształcenie) do 5 787,31 zł brutto (poniżej średniego). Brak podwyżek w bieżącym roku ma przynieść oszczędności rzędu około 5 mld zł.
Jednakże deficyt Narodowego Funduszu Zdrowia jest znacznie większy i w tym roku szacowany jest na 23-50 mld zł. Sytuację pogarsza spadająca liczba osób opłacających składki, co według prognoz do 2060 roku może oznaczać spadek liczby pracujących o 25-40 procent. W dłuższej perspektywie luka finansowa może sięgnąć nawet 434 mld zł.
Źródło: www.medonet.pl























