Kronika policyjna
6 lutego 2009
Zabili, bo ryba była niesmaczna. Bandyta schował się pod kołdrą. Bomba na Gwiaździstej.
Zabili, bo ryba była niesmaczna
Oligocenka na Wrzecionie do likwidacji?
W marcu minie rok od oddania do użytku nowej hali sportowej i basenu przy Zespole Szkół Sportowych na Lindego 20. Niestety, ze zmodernizowanego wówczas ujęcia wody oligoceńskiej mieszkańcy nie mogą korzystać do dziś. Czy to oznacza, że woda nie jest zdatna do picia?
Okazało się, że został pobity, bo skrytykował umiejętności kulinarne swojej znajomej.
Natychmiast po zgłoszeniu na miej-sce pojechał policyjny patrol. Dotarło tam także po-gotowie. Mimo reanimacji 48-letni mężczyzna zmarł. Rozpoczęło się żmudne śledztwo - zabezpieczanie śladów, przesłuchiwanie świadków. Wreszcie zatrzy-mano dwóch mężczyzn i kobietę - podejrzanych o pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Okazało się, że mężczyzna zginął, ponieważ... nie smakowała mu ryba przygotowana przez 35-letnią koleżankę. Doszło do kłótni, w obronie umiejętności kulinarnych kobiety stanęli jej ukochany i wspólny znajo-my. Ze wściekłością rzucili się na 48-latka i dotkliwie go pobili. Emocje były tym większe, że wszyscy wcześniej pili alkohol.
Mężczyznom (23 i 31 lat) oraz ich 35-letniej koleżance grozi dotkliwa kara za pobicie ze skutkiem śmiertelnym.
Bandyta schował się pod kołdrą
Przypomnijmy - do porwania doszło prawie rok temu. Czterech mężczyzn wtar-gnęło do zakładu fryzjerskiego i uprowadziło stamtąd 21-latka. Wszystko wskazy-wało na to, że chodziło o rozliczenia narkotykowe. Mężczyznę siłą wciągnięto do sa-mochodu i wywieziono do domu pod Warszawą. Tam był bity i torturowany. Prze-stępcy byli bezwzględni, młotkiem połamali ofierze palce u nóg. Po kilku dniach uwolnili go. Porwany z poważnymi obrażeniami trafił do szpitala.
Bomba na Gwiaździstej
Około 10 rano pracownik firmy mieszczącej się przy ulicy Gwiaździstej odebrał te-lefon i zamarł z przerażenia. - W budynku jest bomba - usłyszał w słuchawce. Na-tychmiast wezwano policję i służby ratunkowe. Policyjni pirotechnicy metr po metrze przeszukali cały budynek. Nic nie znaleźli. Pies tropiący również nie wyczuł żadnych materiałów wybuchowych. - Alarm był fałszywy. Pozostało nam odnaleźć autora tego głupiego żartu - opowiadał policjant. Śledztwo trwało kilka tygodni. Okazało się, że autorem tego mało śmiesznego żartu był 13-letni Tomek. Chłopiec z nudów wziął telefon matki i zadzwonił do przypadkowej firmy. Nieodpowiedzialny nastolatek poniesie konsekwencje swojego bezmyślnego zachowania. Kosztami akcji ratunkowej zostaną prawdopodobnie obciążeni jego rodzice, a nim samym zajmie się sąd dla nieletnich.cehadeiwu
na podstawie informacji policji














































