Drzewo na Pomorskiej jako hamulec awaryjny
31 października 2013
Przypadki chodzą po ludziach. Okazuje się, że nie tylko po nich, bo chodzą - a w zasadzie jeżdżą - też po ulicach.
- Zachodzę w głowę, co takiego musiało się stać, by na prostym odcinku nieutwardzonej drogi przez las niespodziewanie władować się w drzewo - pisze do nas pan Robert, śląc na adres redakcja@gazetaecho.pl zdjęcia auta, które w środę 30 października wbił się w drzewo na Pomorskiej.
Siemaszko w Wiśniewie, czyli 100 lat szkoły przy Podróżniczej
"Przewodnik mój Grześ jest uczniem V klasy szkoły podstawowej w Henrykowie. Prowadzi mnie boczną uliczką bez jezdni i chodników. Po obu jej stronach stoją małe, przeważnie parterowe domki wśród niewielkich ogródków. Mijamy zakręt i zatrzymujemy się przed drewnianym, pomalowanym na szaro domkiem.
Samochód mały, damski, być może więc prowadziła go kobieta, ale to nie usprawiedliwia kompletnie hamowania na drzewie, bo przecież w większości to faceci demolują przydrożne słupy czy inne brzozy automobilami...
Nasza redakcyjna koleżanka też nie może wyjść ze zdumienia: - Ja rozumiem zderzyć się z radiowozem, co sama uczyniłam w tym mniej więcej miejscu, ale tak znikąd w drzewo?
Reszta redakcji obstawia dzika, w którego nie chciała wjechać kierująca, ewentualnie nawigację samochodową. "Skręć w prawo" - mówi lektor i kierowca posłusznie skręca. A że w drzewo? Cóż, przypadki przecież chodzą po ludziach...
(red)
Buduj z nami Migawki z okolicy! Widzisz coś dziwnego, śmiesznego, bulwersującego? Przyślij nam zdjęcie z krótkim opisem na adres redakcja@gazetaecho.pl..







































