Tanio nielegalnie naklejamy
11 kwietnia 2008
Na jednym z warszawskich przystanków dziennikarka "Echa" natknęła się na zdumiewający plakat. Ogłoszenie o treści: "plakatowanie na przystankach - rozreklamuj swoją firmę tanio i profesjonalnie" wprawiło nas w stan osłupienia.
Ogród kieszonkowy przy Sempołowskiej. Ulica zmieni się nie do poznania
Ulica Stefanii Sempołowskiej, to droga bez przejazdu, zagnieżdżona wśród monumentalnych budynków, pokryta kostką chodnikową z minimalnym akcentem zieleni. Mieszkańcy zdecydowali, że powinno być jej więcej.
Jeżeli któryś z plakatów zostanie zerwany, dzwonimy do pracownika i prosimy, by przyjechał na miejsce. Wtedy przykleja on nowy plakat - chwali się jeden z pra-cowników firmy. - Do tego współpracujemy z bardzo tanimi drukarniami. Dla na-szych stałych klientów oczywiście mamy rabaty. Koszt jednego dnia takiej kampa-nii wynosi ok. 50 zł - dodaje. O nielegalności przedsięwzięcia nie chciał się wypo-wiadać.
- Nie możemy ukarać firmy, której ogłoszenia są rozwieszane w miejscach nie-dozwolonych. Możemy karać tylko tych, którzy zostaną złapani na gorącym uczyn-ku - czyli tzw. naklejaczy. Zwykle kończy się to grzywną w wysokości 50 zł - mówi rzeczniczka warszawskiej straży miejskiej Agnieszka Dębicka-Kubicka.
- Staramy się jakoś sobie radzić z naklejaczami. Niestety prawo wyraźnie sta-nowi, że można karać tylko osoby, które umieszczają nielegalnie ogłoszenia na przystankach. Jedynym pomocnym nam systemem jest monitoring uliczny. Często jednak po przybyciu na miejsce patrolu straży miejskiej, delikwenta już nie ma - mówi Marek Sieczkowski z Zarządu Transportu Miejskiego.
Przepis jest bublem prawnym. Gdyby został zmieniony i można by było karać firmy reklamujące się, a nie samych oklejaczy, z pewnością problem oklejonego miasta skończyłby się błyskawicznie.
Zastanawia jedno: dlaczego nie można ścigać firmy, która w swojej reklamie podaje, że będzie łamać prawo?
Agnieszka Pająk-Czech
.









































