Pamiętacie Rurobombera? Miesiącami terroryzował mieszkańców Warszawy
dzisiaj, 15:30
Pod koniec lat 90. mieszkańcy warszawskiej Pragi-Północ żyli w strachu przed seryjnym zamachowcem. Media nazwały go "Rurobomberem", bo swoje ładunki ukrywał w rurach. W ciągu kilku miesięcy podłożył kilka bomb, raniąc przypadkowych mieszkańców.
Lata 90. w Warszawie kojarzyły się przede wszystkim z porachunkami gangsterskimi i zamachami wymierzonymi w przedstawicieli świata przestępczego. W 1998 roku stolica po raz pierwszy zetknęła się jednak z innym zjawiskiem.
Marimonte na Bielanach - luksusowa rezydencja w zielonym sercu stolicy
Marimonte na Bielanach redefiniuje standard miejskiego życia, oferując luksus zanurzony w naturze przy Marymonckiej 4. Inwestycja ta stanowi precyzyjną odpowiedź na ewolucję potrzeb warszawskiego rynku premium, gdzie bliskość Lasu Bielańskiego staje się obecnie równie istotnym atrybutem, co nowoczesna infrastruktura apartamentowca.
Seria wybuchów na Pradze-Północ była skierowana przeciwko zwykłym mieszkańcom.
Media szybko nadały sprawcy pseudonim "Rurobomber". Od czasów wojny Warszawa nie doświadczyła podobnej serii ataków, które budziłyby tak duży strach wśród mieszkańców.
Bomby wybuchały w blokach mieszkalnych
Koszmar rozpoczął się 17 września 1998 roku przy al. Tysiąclecia 151. Kolejne wybuchy nastąpiły 23 września przy ul. Wiosennej 2 oraz 13 października w piwnicy budynku przy ul. Białostockiej 11.
Ładunki wybuchowe były ukrywane w reklamówkach, które trafiały do pomalowanych na zielono rur. Dla zwiększenia siły rażenia sprawca umieszczał w nich także gwoździe. Bomby różniły się sposobem detonacji - jedne uruchamiane były mechanicznie, inne elektrycznie.
Najczęściej podkładano je na klatkach schodowych, przy zsypach lub w piwnicach. Eksplozje następowały podczas przenoszenia pakunków, dlatego ich ofiarami stawali się przypadkowi mieszkańcy.
Mieszkańcy żyli w ciągłym strachu
Przez cztery miesiące zamachowiec terroryzował prawobrzeżną Warszawę. W tym czasie podłożył ładunki w kilku budynkach na osiedlu Kijowska oraz pod mostem Poniatowskiego.
Łącznie eksplodowało pięć bomb. Trzy osoby zostały ranne, w tym dwie ciężko. Wśród poszkodowanych znalazła się między innymi dozorczyni, która próbowała usunąć podejrzaną reklamówkę.
W miejscach zamachów sprawca pozostawiał listy z żądaniami i groźbami. Domagał się między innymi uwolnienia więźniów politycznych, podwyżek płac i emerytur oraz zmian w konstytucji.
Jak schwytano Rurobombera?
Policja powołała specjalny zespół do schwytania sprawcy. W działania zaangażowano ekspertów od materiałów wybuchowych oraz specjalistów przygotowujących profile psychologiczne.
Przełom nastąpił po ostatnim zamachu. 5 stycznia 1999 roku bomba wybuchła w bloku przy ul. Radzymińskiej 68/72. Jedna z mieszkanek zauważyła w tłumie podejrzanego mężczyznę obserwującego działania służb. Przekazała policji jego rysopis.
Dzięki tej informacji funkcjonariusze rozpoznali i zatrzymali sprawcę. Okazał się nim 19-letni Mariusz S. z Siedlec.
Wyrok dla seryjnego zamachowca
Mężczyzna został skazany na 14 lat więzienia. Podczas odczytywania wyroku wielokrotnie przerywał sędziemu i groził w związku z zapadłą decyzją.
Nie okazał również skruchy wobec poszkodowanych. Zapowiadał, że po opuszczeniu więzienia będzie podkładał ładunki "miliony razy silniejsze". Tak zakończyła się jedna z najbardziej niepokojących spraw kryminalnych w powojennej historii Warszawy.
DB
.


































