Petofiego: kiedyś bawiły się tu dzieci, a teraz...
13 października 2014
Na łące przy Petofiego dzieci przez lata bawiły się, grały w piłkę - krótko mówiąc: miło i aktywnie spędzały czas wolny. Teraz to niemożliwe, bo trawa urosła na półtora metra. Nie będzie koszona, bo według urzędników "taka przestrzeń jest mieszkańcom potrzebna".
8,5 mln zł na przebudowę stadionu lekkoatletycznego
Ministerstwo Sportu i Turystyki przyznało 8,5 mln zł na przebudowę stadionu lekkoatletycznego Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie. Całkowity koszt inwestycji szacowany jest na około 15 mln zł.
A przecież zaniedbany teren to siedlisko szczurów i zaskrońców! Ludzie wyprowadzają tam psy i widząc taki bałagan, czują się zwolnieni z obowiązku posprzątania po zwierzaku. Obszar jest całkiem spory, bo to jakieś 300 metrów kwadratowych - opowiada Zygmunt Morawski z samorządu Wawrzyszewa.
- Dostaliśmy pismo, że ten teren jest ostoją dla zwierzyny. Ta "zwierzyna" to szczury, kleszcze i krety. A jeże? Są tu od 20 lat, kiedy łąka była regularnie koszona. A ile psów zachorowało na boreliozę czy inne choroby związane z kleszczami, to trudno zliczyć - dodaje pani Małgorzata z rady osiedla.
Kiedyś bawiły się tu z chęcią dzieci z położonej po sąsiedzku szkoły, pożytek z terenu mieli także dorośli.
- Przez lata rozgrywane tam były mecze ligi wawrzyszewskiej w piłce nożnej. Teraz nie ma już gdzie grać! Pamiętam, że jeszcze w 1976 roku dostaliśmy obietnicę, że przejmiemy ten teren w wieczystą dzierżawę... Oczywiście nic takiego się nie zdarzyło. Gdybyśmy mieli możliwość, zagospodarowalibyśmy tę przestrzeń, utworzylibyśmy park. Teraz nawet deweloper tego nie kupi, bo do działki nie ma drogi dojazdowej - dodaje Zygmunt Morawski.
Przestrzeń na Petofiego urząd dzielnicy widzi jako "teren zieleni nieurządzonej". - Utrzymanie takich terenów polega na uproszczonej konserwacji, czyli interwencyjnym sprzątaniu i koszeniu dwa razy w sezonie. Gdybyśmy mieli możliwość, zagospodarowalibyśmy tę przestrzeń, utworzylibyśmy park. Teraz nawet deweloper tego nie kupi, bo do działki nie ma drogi dojazdowej - mówi Zygmunt Morawski. Pierwsze koszenie wykonano późną wiosną, a drugie przewidziane jest w połowie października - mówi rzecznik urzędu dzielnicy Tadeusz Olechowski.
Problem okazał się jednak nieco bardziej złożony. Pół roku temu większa część łąki trafiła w ręce osoby prywatnej, która po wojnie utraciła te ziemie w ramach dekretu Bieruta. Teraz urząd bez jej zgody niewiele może zdziałać. Choć dodatkowo niekoniecznie chce działać...
- Proponowaliśmy, że skontaktujemy się z tą osobą i uzgodnimy, co można z tym zrobić. Skosimy za nasze pieniądze - jako rada osiedla. Nie dostaliśmy kontaktu, bo przecież dane są chronione. Tymczasem w tych krzakach siedzą pijaczkowie, chwasty rosną, wszystko niszczeje - mówi pan Zygmunt. - Tak naprawdę część tego terenu nie była koszona od ubiegłego roku. Na osiedlu mamy kilka spraw roszczeniowych i żaden z wyroków nie jest prawomocny. Jeżeli chodzi o tę łąkę, to nie jesteśmy w stanie niczego się dowiedzieć. Taka sytuacja jest dla urzędników zwyczajnie wygodna - mówi pani Małgorzata.
mac
.














































