Oracz stracił prawo jazdy na Odkrytej
6 marca 2012
Generalnie wiadomo, że Białołęce inwestycyjnie daleko do miasta, jednak Mariusz G. z powrotem do natury zdecydowanie przesadził.
Warszawa wyburzy rodzinny dom pod ścieżkę rowerową. "445 tys. zł nie starczy nawet na kawalerkę"
To może spotkać każdego. Wzbiera złość i niedowierzanie, kiedy dowiadujemy się, że czyjś dom rodzinny, w którym się wychował, dorastał, założył rodzinę i z którym ma nierozerwalne wspomnienia, musi ustąpić... ulicy i ścieżce rowerowej. Bo tak wymyślili urzędnicy. Jeszcze większą złość budzi fakt, że w ramach zadośćuczynienia za duży dom z działką na Białołęce warszawscy urzędnicy proponują 445 tys. zł, a więc kwotę, która nie wystarczy nawet na... kawalerkę. A w ramach usprawiedliwienia dodają: "Takie sytuacje są zawsze trudne dla obu stron". Czyżby?
W tym czasie dyżurny ochroniarz wezwał policję. Kiedy ta przybyła na miejsce, w samochodzie, doraźnie zamienionym na glebogryzarkę, kierowcy nie było, za to na miejscu pasażera słodko lulał jego szwagier. Mariusz G. bowiem siedział w tym czasie w domu, zabrany z samochodu przez, niewątpliwie wkurzoną na maksa, małżonkę. Gdy policjanci zapukali do drzwi mieszkania, domorosły małorolny oracz spał. W komisariacie alkomat wykazał ponad dwa promile we krwi.
Dyskusji wielkiej nie było: 34-latek, karany już za jazdę na bani, poddał się karze sześciu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata oraz grzywny w wysokości 500 złotych. Przez trzy lata będzie go obowiązywał zakaz jazdy pojazdami mechanicznymi.
Pługiem także? Biedny oracz!
TW Fulik
na podstawie informacji policji







































