Nie ma mocnych na pub na Wrzecionie?
21 czerwca 2011
Po ostatnim artykule dotyczącym nocnych imprez na ławeczkach pod w pubem na Wrzecionie, otrzymaliśmy wiele telefonów od mieszkańców pobliskich bloków.
Punki terroryzowały Bielany. "Wyłapaliśmy wszystkich"
Na Bielanach nie zawsze było bezpiecznie. Trzydzieści lat temu milicja zwalczała młodocianych bandziorów, którzy napadali na mieszkańców Chomiczówki i Młocin. Na domiar złego pojawiły się grupy wystylizowane na zachodnią młodzież: skinheadzi i punki. - Wyłapaliśmy wszystkich - meldował w "Expressie Wieczornym" kpt. Janusz Dyda z żoliborskiego Dzielnicowego Urzędu Spraw Wewnętrznych.
Jej zdanie potwierdzają inni mieszkańcy pobliskiego osiedla. - Pewnej nocy obudził mnie hałas - po godzinie czwartej rano. Nie musiałem sprawdzać skąd dochodził, na ławeczkach przed pubem była libacja alkoholowa. Owszem, pojawiła się policja. Rozgoniła towarzystwo, ale co z tego, jak rozbawieni imprezowicze szybko powrócili, by dokończyć zabawę - opowiada pan Marcin.
Pogoda dopisuje, więc nocne harce na świeżym powietrzu cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Mieszkańcy już obawiają się wakacji.
- Teraz każdy ma jakieś obowiązki - jak nie pracę, to szkołę. Co będzie jednak w lipcu i sierpniu? Przecież dopiero wtedy zacznie się dla nas prawdziwa gehenna - mówi pan Krzysztof.
Z relacji mieszkańców wynika, że do imprez dochodzi nawet kilka razy w tygodniu. Czy naprawdę nikt nie pomoże mieszkańcom? Po kolejnej naszej interwencji, urząd dzielnicy Bielany twierdzi, że zajął się sprawą. Tylko co oni mogą? - Sprawa została przekazana do delegatury biura bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego, które ściśle współpracuje ze służbami bezpieczeństwa. Oczekujemy podjęcia stosownych działań przez odpowiednie służby - informuje Katarzyna Białczyk z bielańskiego ratusza. Dodaje również, że mieszkańcy powinni każdorazowo interweniować - pod numery alarmowe straży miejskiej 986 lub policji 997. - Informacje powinny dotyczyć sytuacji, które dzieją się tu i teraz, w danym momencie, a nie dopiero po zdarzeniu - dodaje urzędniczka.
Tylko czy policja nie powinna być po prostu bardziej skuteczna? Ich interwencja wygląda zapewne tak: podjeżdża radiowóz, na którego widok imprezowicze uciekają. A może szanowni funkcjonariusze powinni zaparkować kilka metrów dalej, przejść się do ławek w cywilu udając podchmielonych dżentelmenów i złapać pijących delikwentów na gorącym uczynku. Będą mieli podstawę do wystawienia mandatu. A jak codziennie posypią się kary, to imprezy się skończą. Trzeba chcieć! Czy to przekracza możliwości mundurowych?
Anna Sadowska
.












































