Mandaryna dała czadu
2 września 2005
Mandaryna była niewątpliwie gwiazdą Gminnych Dożynek. Zablokowane samochodami ulice w Janówku Pierwszym już po wjeździe do miasta zapowiadały rzesze przyjezdnych fanów pod sceną.
Osiedle Batorego: wszyscy tu się znali
Zielono tu, czysto i spokojnie. Choć nie zawsze tak było. Wspominki o osiedlu Batorego.
Występ był prawdziwym show, kolorowym dynamicznym i zaskakującym. Zaprezentowała bardziej i mniej znane przeboje, wszystkie z kategorii muzyki dance. Sporym mankamentem była nisko usytuowana scena. Tylko widzowie w kilku pierwszych rzędach przy scenie mogli dokładnie obejrzeć występ Mandaryny. Część ludzi stała na ławkach przed sceną, tak więc osoby, które bawiły się dalej od sceny, często widziały jedynie podskakujące włosy tancerzy. Poza tym organizacja nie zawiodła. Można było coś zjeść i wypić, nie brakowało rozrywek dla dzieci.
Przyznam, że nie jestem fanką tego rodzaju muzyki. Głos Mandaryny brzmiał dziwnie identycznie jak nagrania na płycie, co rzadko zdarza się przy występach na żywo. Przy tak ekspresyjnym tańcu, wokalistka nie miała nawet zadyszki. W przerwach między piosenkami zagrzewała publiczność do zabawy trochę innym głosem - zachrypniętym i odrobinę zmęczonym. Tego rodzaju muzyka nie wymaga jednak wybitnego głosu. Ważny jest rytm, chwytliwy tekst, atrakcyjna wokalistka i niezłe show. Impreza w Janówku Pierwszym nie mogła się więc nie udać.
stroja

![]() |
![]() |
Fot. UG Wieliszew (Grzegorz Biernat).










































