Kronika policyjna
25 czerwca 2010
Smutna historia jednej miłości.
Warszawa wyburzy rodzinny dom pod ścieżkę rowerową. "445 tys. zł nie starczy nawet na kawalerkę"
To może spotkać każdego. Wzbiera złość i niedowierzanie, kiedy dowiadujemy się, że czyjś dom rodzinny, w którym się wychował, dorastał, założył rodzinę i z którym ma nierozerwalne wspomnienia, musi ustąpić... ulicy i ścieżce rowerowej. Bo tak wymyślili urzędnicy. Jeszcze większą złość budzi fakt, że w ramach zadośćuczynienia za duży dom z działką na Białołęce warszawscy urzędnicy proponują 445 tys. zł, a więc kwotę, która nie wystarczy nawet na... kawalerkę. A w ramach usprawiedliwienia dodają: "Takie sytuacje są zawsze trudne dla obu stron". Czyżby?
przepraszał i kobieta wybaczała mu. Zmę-czona kolejnym wybrykiem, postanowiła jednak ostatecznie się z nim rozmówić i zaprosiła go do mieszkania przy ulicy Uczniowskiej. Po kilkugodzinnej ciszy panują-cej w pokoju córki, jej matka zaniepokoiła się i weszła do środka. Zastała dziew-czynę leżącą nieruchomo w łóżku. Wezwano pogotowie, niestety lekarz stwierdził zgon. Podejrzenie od razu padło na Władysława P., który od tego dnia ukrywał się na Białołęce. Został zauważony na tyłach hipermarketu przy ulicy Światowida. Po-licjanci znali go z widzenia, gdyż wcześniej kilkakrotnie był legitymowany. Nie sta-wiał oporu.
W opinii biegłego medycyny sądowej zgon nie nastąpił jednak z powodu uduszenia, lecz prawdopodobną przyczyną była niewydolność krążenia. Władysław P. po złożeniu wyjaśnień został zwolniony. Śledztwo w tej sprawie trwa.
jk
na podstawie informacji policji









































