Kosze, ławki - trzy kropeczki
25 sierpnia 2006
Trzy miesiące temu zamieściliśmy w "Echu" dwa zdjęcia: ławki, na której nie da się usiąść i rozwalającego się kosza na śmieci. Czy trzy miesiące to wystarczający czas dla urzędników, by zająć się problemem?
Z ławkami jest inaczej.
"Łopaty pamięci" dla Zenków z Wiklinowej. Mieszkańcy drwią z urzędników
Na Henrykowie i Wiśniowie mieszkańcy niektórych ulic czują się niemal jak w Średniowieczu, mimo że białołęcki ratusz mają niemal po sąsiedzku. Projekt zgłoszony do budżetu obywatelskiego można odebrać jako manifest frustracji wobec wieloletniej inwestycyjnej indolencji urzędników.
Problem został rozwiązany. Być może dlatego, że opisując sterczące z ziemi kikuty nazwaliśmy je złośliwie "prorodzinnymi ławkami". Odpowiednie służby zadziałały błyskawicznie. Przecież prorodzinny w żadnym wy-padku nie może oznaczać bezużyteczny. Na zdjęciu efekt. Oszałamiający, prawda? Gdybyśmy wiedzieli, jak wielkim ilorazem inteligencji dysponują "prorodzinne" służ-by, kosz też byśmy tak nazwali. Niestety zabrakło nam tej błyskotliwości.
A może właśnie wykazaliśmy się rozsądkiem? W końcu posiedzieć na trawce można, a wyrzucać śmieci w krzaki - nie bardzo.
Bartek Wołek
![]() |
![]() |
Ławka prorodzinna - po lewej stan w dniu publikacji 9 czerwca, po prawej po interwencji służb dotkniętych do bólu takim złośliwym określeniem. Reakcja była błyskawiczna. Nic, tylko pogratulować refleksu i sprawności działania.
![]() |
![]() |
Kosz po lewej to ten z 9 czerwca. Niestety nie daliśmy mu żadnego określenia politycznego i nikogo personalnie nie obciążyliśmy za widoczny stan. Wobec powyższego nikt nie poczuł się dotknięty i dzięki temu nadal możemy kulturalnie wyrzucać śmieci..

















































