Funkcjonariusz jak położna
11 sierpnia 2011
Co prawda nie było takiej sensacji jak przed kilkoma miesiącami na Bemowie, ale policjanci z Białołęki też mają w swojej karierze epizod z rodzącą.
Sroka zatrzyma inwestycję, człowiek straci dom. Warszawski teatr absurdu
Być może Franz Kafka, gdyby żył w Warszawie roku 2026, zmieniłby nieco historię człowieka walczącego z machiną państwa. Bohater budziłby się rano i dowiadywał, że jego dom zostanie zburzony pod ścieżkę rowerową, ale stojące pośrodku planowanej ulicy drzewo będzie ocalone, bo cały aparat administracyjny wpadł w panikę, gdy w gnieździe na tymże drzewie wykluły się pisklęta.
Z uwagi na korki poprosił policjantów, aby na sygnałach pilotowali jego auto na najbliższą porodówkę.
Policjanci na sygnałach dowieźli przyszłych rodziców do pogotowia ratunkowego przy ulicy Dorodnej. Niestety, lekarze nie dysponowali tam karetką. Ponieważ mężczyzna w czasie dojazdu do pogotowia był nieustannie blokowany przez warszawskich kierowców, policjanci podjęli decyzję, że ulokują rodzącą kobietę w radiowozie i zawiozą ją do szpitala.
Historia zakończyła się bardzo szczęśliwie. Trochę szkoda, że dzieciaczek nie urodził się w radiowozie - tradycja mówi, że taki np. samolotowy lub kolejowy noworodek ma bezpłatne bilety na przejazdy. Może w przypadku "policyjnym" miałby ulgę na przykład przy mandatach za przekroczenie prędkości?
TW Fulik
na podstawie informacji policji







































