Chcę pomóc
9 maja 2008
Dzwonek telefonu przeciska się przez zwykły gwar popołudnia. Wynurzam się z domowej krzątaniny i sięgam po komórkę. To co usłyszałam spowodowało, że wstrzymałam oddech i szybko przeszłam do zacisznego kąta.
"Ekstradycja" na Żeraniu. Tę scenę z Halskim kręcono przy Płochocińskiej
"Ekstradycja" z Markiem Kondratem to nie tylko jeden z najważniejszych polskich seriali kryminalnych lat 90., ale również niezwykły zapis dawnej Warszawy. Jedna ze scen pościgu została nakręcona na Żeraniu, wzdłuż ulicy Płochocińskiej.
.."
Usiadłam, zaskoczona. Odkąd dołączyłam do grona wolontariuszy, czy to współpracując z ośrodkiem pomocy społecznej, czy z Fundacją AVE, spotykam lu-dzi potrzebujących pomocy. Chorzy, samotni, obarczeni licznymi obowiązkami, doświadczeni przez los, bezdomni, skrajnie ubodzy... Wystarczy spojrzeć dalej, poza czubek własnego nosa, by dostrzec ludzkie potrzeby. Pieniądze byłyby lekar-stwem na wiele z nich.
"Pani jest aniołem?" - zapytałam zdumiona niezwykłością tego, co usłyszałam przed chwilą. "Ależ nie, jestem zwyczajną kobietą. Po prostu pomyślałam, że mogę być komuś pomocna, więc..." I tu popłynęła piękna i wzruszająca opowieść, która każdym słowem utwierdzała mnie w przekonaniu, że rozmawiam z kimś niezwyk-łym. Bo prawdziwie niecodziennym jest pomysł bezinteresownego przekazania pie-niędzy obcym ludziom. Niezwykły jest także sposób ich pozyskania. Kobieta-anioł postanowiła zamienić prezenty i kwiaty ofiarowane jej z okazji imienin na dobro-wolne sumy wrzucane do pudełka z napisem: "Z serca dane, na szczytny cel prze-kazane".
Pomysłem tym zaraziła swych bliskich oraz znajomych i nikt nie uważał tego za coś śmiesznego czy głupiego, bez cienia sprzeciwu czy zażenowania wrzucając zło-tówki do pudełka. "Wspaniałe, wielkie serca" - pomyślałam o tych wszystkich ano-nimowych darczyńcach.
"Więc proszę mi wskazać osoby, którym mogę teraz przekazać tę sumę" - wyrwał mnie z zamyślenia głos w słuchawce.
Lista potrzebujących nie ma końca. Kwota na pokrycie ich potrzeb musiałaby przekraczać wszelkie wyobrażenia. Mojej rozmówczyni udało się jednak dotrzeć tam, gdzie jej dar znaczył więcej niż się można spodziewać - oprócz koperty, za-niosła bowiem ludziom ogromny dar serca. Jej pomoc spłynęła niespodziewanie i choć przekazane pieniądze utonęły w morzu potrzeb, to jednak ten gest na zawsze pozostanie w pamięci obdarowanych. Historia rodem z książki lub wzruszającego filmu, a jednak najzupełniej prawdziwa. Ile trzeba mieć w sobie odwagi, by zre-zygnować z wiązanki kwiatów i zaproponować zbiórkę drobnych, z przeznaczeniem dla potrzebującego, którym przecież może okazać się każdy.
Przeglądam kalendarz. Wkrótce u nas będzie kilka okazji do obdarowywania się kwiatami. A gdybym tak postawiła pudełko...?
Anna Zarzycka
ania.z1@gazeta.pl
Autorka jest mamą Madzi i Marysi, wolontariuszką Fundacji AVE, mieszka na Marcelinie









































