Bazar przy Broniewskiego przejdzie lifting. "Polecam buldożery i trawę"
4 października 2016
Targowisko Arina przy Broniewskiego trwa prawem naszej kochanej prowizorki. Jedni na nie pomstują, inni chwalą, może czas coś w sprawie przyszłości bazarku postanowić na dłużej?
Bielańscy kryminalni zatrzymali nocnego włamywacza
Bielańscy kryminalni zatrzymali 24-latka podejrzanego o włamanie do sklepu przy Andersena. Mężczyzna ukradł papierosy, napoje i whisky o wartości ponad 25 tys. zł. Grozi mu do pięciu lat więzienia.
Wystrój prawie jak wtedy, tylko zamiast "szczęk" budy postawione własnym sumptem przez handlujących. Nic tu do niczego nie pasuje. Eufemistycznie mówiąc: za ładnie ta eklektyczna magma nie wygląda, o czystość dbają sami kupcy i też bywa z nią różnie. W sumie skansen. Klimat jak na bazarkach z popeerelowskich czasów. A asortyment jak to na bazarach od Sasa do Lasa: garmażeria, wędliny, obok złotnik i poprawki krawieckie, warzywa, owoce, ciasta... Łezka się w oku kręci. Tyle że nie w każdym, bo wielu estetyka targu jednak kłuje w oczy:
- Nic nie mam do domowych wypieków, warzyw, garmażerki, drobnych usług itp., a nawet jestem ich fanem. Ale czemu to wygląda jak jakieś obozowisko Romów z przedmieść Paryża? 25 lat minęło od transformacji i mogliby to w końcu ogarnąć. Rozumiem "szczęki" w latach drapieżnego kapitalizmu lat 90-tych, ale teraz? - zżyma się pan Krzysztof. - Bazarkowi przy Broniewskiego polecam buldożery, pług i zasianie trawy - kwituje pani Adrianna. Takich głosów jest więcej. Apele o to, by zająć się "tym koszmarkiem" napływają dość często i do nas od czytelników.
Dlaczego bazarek tak wygląda?
Odpowiedź jest prosta. Bo funkcjonuje na zasadzie naszej ulubionej trwałej prowizorki, czyli w zasadzie dawno nie powinno go być. I nie byłoby, gdyby planowana co najmniej od dziesięciu lat budowa drugiej nitki ulicy Broniewskiego doszła do skutku. Ale nie doszła i w najbliższych kilku latach raczej nie dojdzie, bo nie ma jej w planach do roku 2020, nie powstał nawet projekt. Więc bazar sobie trwa.
Bielańskie targowisko trwa w zasadzie z roku na rok, ale jego dalsze losy nie są pewne. Od kilku lat kupcy podpisują kolejne roczne umowy z zarządcą terenu, czyli ZDM-em. Chcieliby, żeby bazar wyglądał inaczej i żeby w tym miejscu pozostał, ale kto przy zdrowych zmysłach będzie inwestował w budowę porządnej infrastruktury, jeśli nie ma pewności, że za rok nie będzie musiał zwinąć interesu? Nikt, więc bazar jest jaki jest.
Skansen czy remont?
I niektórzy nawet go sobie chwalą. Bo ceny przyzwoite, a pani prowadząca usługi krawieckie to prawdziwa cudotwórczyni, bo owoce i warzywa świeże, a najbliższy targ daleko, bo aż pod halą Marymont. Czyli bazar sam w sobie nie jest zły. Ale że szpeci okolicę - to także fakt. Więc może jednak trzeba by zrobić coś trwalszego? Może udałoby się pogodzić rozbudowę Broniewskiego z bazarkiem, albo uznać, że skoro prawdopodobieństwo owej rozbudowy w najbliższych latach jest nikłe, zaryzykować jednak ucywilizowanie tego miejsca. Takiego zdania jest między innymi wiceburmistrz Bielan Grzegorz Pietruczuk. Nie ukrywa, że jest zwolennikiem bazarku w tym miejscu.
- Wraz z Zarządem Dróg Miejskich udało się nam doprowadzić do rozbiórki tych najgorszych baraków i bud przy skrzyżowaniu z Rudnickiego. Chcemy jeszcze rozebrać kilkanaście innych, a potem zrewitalizować cały teren - deklaruje Pietruczuk. Wierzymy, że się uda. Inaczej pozostanie uznać targowisko za oficjalny skansen "szczękowego" handlu i przywozić tu zagraniczne wycieczki.
(wk)
.









































