Wał poprawiają, drzewa usuwają
21 stycznia 2005
Modernizacja wału wiślanego rozpoczęła się na dobre. Świadczy o tym dobitnie alarmistyczna dyskusja, która rozgorzała ostatnio na forum internetowym "Echa". Wygląda na to, że nie wszyscy jej uczestnicy znają fakty, warto je zatem przypomnieć.
Warszawa wyburzy rodzinny dom pod ścieżkę rowerową. "445 tys. zł nie starczy nawet na kawalerkę"
To może spotkać każdego. Wzbiera złość i niedowierzanie, kiedy dowiadujemy się, że czyjś dom rodzinny, w którym się wychował, dorastał, założył rodzinę i z którym ma nierozerwalne wspomnienia, musi ustąpić... ulicy i ścieżce rowerowej. Bo tak wymyślili urzędnicy. Jeszcze większą złość budzi fakt, że w ramach zadośćuczynienia za duży dom z działką na Białołęce warszawscy urzędnicy proponują 445 tys. zł, a więc kwotę, która nie wystarczy nawet na... kawalerkę. A w ramach usprawiedliwienia dodają: "Takie sytuacje są zawsze trudne dla obu stron". Czyżby?
Niestety bez wycinki drzew nie da się zmodernizować wału. Po starannie opracowanym planie modernizacji okazało się, że trzeba będzie wyciąć ponad 100 drzew. Część już wycięto. Przykre to, ale konieczne. Wszystko przebiega pod nadzorem wydziału rolnictwa, ochrony środowiska i leśnictwa. Nie ma więc mowy o tym, żeby wycięte zostały drzewa przypadkowe. Zdaniem fachowców, nie ma wśród usuwanych drzew, ani jednego cennego okazu, ale nawet tych zwykłych żal.
Wspomina o tym jeden z dyskutantów: "Widzieliście co robią z wałem?! Na wysokości piaskarni przeorany został kawałek wału. To rozumiem, ale jadąc rowerem w stronę Żerania zobaczyłem sporo powycinanych drzew przy wale. I to nie jakieś drobne drzewka tylko grubo ponadstuletnie. Takie drzewa to chyba miały zostawać? Ale jak wszystko ma być wycięte przy wale to wszystko. A co tam. Poczekamy 100 lat na nowe."
Można się oczywiście zastanawiać nad tym, czy modernizacja wału jest w ogóle konieczna? Może lepiej nic nie ruszać i niech sobie przyroda rośnie jak uważa? Chyba jednak nie. Warto przypomnieć, jak przed kilku laty wylała na Białołęce rzeka Długa, przecinająca swym nurtem Kąty Grodziskie i Mańki-Wojdy, czyli obszar Białołęki zielonej. Mało istotna lokalna rzeczka, o której istnieniu nie wszyscy wiedzą, wylała zalewając dziesiątki hektarów pól i setki domów. Lepiej więc dmuchać na zimne. Nikt przecież nie chciałby w przyszłości zostać zalany przez wody Wisły, nawet jeżeli umacniając wał należy wyciąć sporo drzew.
Grzegorz Cielecki
.









































