REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Skarga na bródnowski SOR. "Mama wsiadła do taksówki i uciekła"
REKLAMA

REKLAMA

Skarga na bródnowski SOR. "Mama wsiadła do taksówki i uciekła"

- Wszyscy zajmują się pandemią, ale nikt nie zastanawia się, co z leczeniem chorób, które wraz z wybuchem epidemii się nie unicestwiły - pisze na Facebooku pani Maja. Jej matka trafiła na SOR Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego i - jak opowiada kobieta - dołączyła tam do pacjentów, którzy godzinami czekają na pomoc.

REKLAMA

Matka pani Mai od dłuższego czasu cierpi na ataki silnego uciskającego, chronicznego bólu w klatce piersiowej, któremu często towarzyszą dreszcze i ból głowy. Kobieta ma trudności z oddychaniem i nie jest w stanie się położyć ani też normalnie usiąść, ponoć każdy ruch nasila ból.



REKLAMA

"Prędko do pani nikt nie przyjdzie"

- Zazwyczaj przechodzi po kilka godzinach. Tej nocy było jednak inaczej. Kilka godzin siedziałam z nią, próbując w jakikolwiek sposób pomóc. Bez skutku. Poszłam na piętro pościelić sobie łóżko i nagle usłyszałam huk. Zbiegłam przerażona i zobaczyłam w przedpokoju nieprzytomną mamę z głową całą zalaną krwią. Ocknęła się zupełnie zdezorientowana. Bredziła. Miałam wrażenie, że to zawał, że odchodzi. Zadzwoniłam po karetkę - opowiada pani Maja.

Jak twierdzi, nie mogła liczyć na skuteczną pomoc. W mieszkaniu ratownicy wykonali podstawowe badania i postanowili zabrać pacjentkę do szpitala. - Kiedy dotarli, zostawili mamę w pustym holu szpitalnego oddziału ratunkowego, w przeciągu i pożegnali ją słowami: "Prędko do pani nikt nie przyjdzie" - opowiada kobieta.



REKLAMA

"Mężczyzna zaczął się dusić"

- W holu siedziała także kobieta, która przyjechała z podejrzeniem zawału i powiedziała, że czeka już od godziny 12! Bez jedzenia, bez picia, bez konsultacji. W międzyczasie przywieźli także sędziwego mężczyznę, który przelewał się przez ręce, był siny i słaby, zupełnie nie kontaktował. Ratownicy kazali mu przełożyć się z noszy na łóżko. Oczywiście, że tego nie zrobił, więc pani ratownik postanowiła mu w tym "pomóc" i po prostu na to łóżko go zepchnęła. Mężczyzna obrócił się na twarz, zaczął się dusić. Przez kilka minut, bezczynnie, stało nad nim pięć osób z personelu, zwyczajnie się temu przyglądając... Mama zebrała resztki sił i uciekła przerażona. Wsiadła do taksówki i wróciła do domu - kończy pani Maja, która w rozmowie z nami przyznała, że jej matka nadal nie czuje się najlepiej i przebywa w domu, nie licząc na polską służbę zdrowia.



REKLAMA

"Na SOR pracują zaangażowani lekarze"

Rzecznik szpitala w rozmowie z nami uznał twierdzenia kobiety za niewiarygodne. - Sam jestem medykiem, wiem też, że na SOR pracują oddani sprawie, bardzo zaangażowani lekarze. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której przez pięć minut bezczynnie przyglądają się, jak ktoś się dusi - mówi nam Piotr Gołaszewski. Co ciekawe jednak, wkrótce po rozmowie z nami, na szpitalnym fanpage'u ukazało się obszerne wyjaśnienie na temat leczenia matki pani Mai. Czytamy w nim:

- Przyjęcie do SOR i założenie karty nastąpiło o godzinie 23:11, o godzinie 23:29 odbyła się wizyta w gabinecie lekarza, ocena stanu pacjentki (kolejny etap triagu - wytyczenie ścieżki dla pacjenta, nadanie koloru oznaczającego istotność przyczyny pobytu). Pani otrzymała kolor zielony (najniższe ryzyko medyczne) decyzją lekarza dyżurnego (lekarz z dużym doświadczeniem w medycynie ratunkowej). Ze względu na wykluczenie poważnego pogorszenia stanu zdrowia i tym samym braku potrzeby hospitalizacji, pani została zakwalifikowana do zszycia rany. O wszystkim pacjentka została poinformowana podczas rozmowy z lekarzem. Wskazany został gabinet, gdzie rana zostanie opatrzona. Chwilę przed godziną 24 pani została wywołana, aby zgłosić się do wspomnianego gabinetu. Ze względu na fakt, że pacjentka nie pojawiła się, została wywołana ponownie po kilku minutach. Godzina 0:15 to ostatni wpis w dokumentacji.

- Pacjentka samodzielnie opuściła SOR bez pozostawienia żadnej dodatkowej informacji - czytamy. Szpital nie odnosi się też do zachowania zespołu z karetki pogotowia. Jak określa - to dwie oddzielne struktury.

Szpital wyjaśnia

- Kolejnym elementem, który warto zrozumieć z perspektywy medycznej, jest kwestia weryfikacji stanu pacjenta, czyli tzw. triage. Wspomniana "sąsiadka" pacjentki z poczekalni, jak i sama pacjentka, oceniły same siebie jako osoby zagrożone zawałem. Właśnie po to jest obiektywna ocena stanu pacjenta, aby wiedzieć kto i w jakim zakresie potrzebuje pomocy. Zawały są rozpoznawane w zdecydowanej większości już w drodze, w karetce. Proszę zwrócić uwagę na fragment facebookowego opisu córki: "Ratownicy w karetce kazali jej się uspokoić i nie trząść tak, bo badanie będzie do wyrzucenia". To właśnie moment badania pacjentki w kontekście podejrzenia zawału. Weryfikacja już na tym etapie była negatywna i tak samo potwierdzona na SOR-ze. Warto nadmienić, że w razie wątpliwości zapis EKG z karetki jest zdalnie konsultowany z lekarzem, który ma szerokie doświadczenie kardiologiczne. Jeśli zawał jest rozpoznany, to jest to bardzo wysoki priorytet działania - zapewniają przedstawiciele szpitala.

(DB)


  • Poleć
  • Polub Tu Targówek
  • Udostępnij







21.12.2020 10:34 #Mehoffera
Niestety tak wygląda SOR w Szpitalu Bródnowskim i taka "obsługa" jest od lat i nie ma to związku z obecnie panującą pandemią. Tragedia, jakby czekali aż człowiek umrze siedząc na krześle. Ten szpital należy omijać szerokim łukiem
26.12.2020 20:22 #Były
to umieralnia a nie szpital. zreszta kilka lat temu znależli w podziemiach martwego pacjenta.
04.01.2021 20:19 #MKa
To prawda. Nie ma to związku z pandemią.
08.01.2021 17:02 Wierco
Nie wiem, ale mnie się wydaje, że na każdym SORze w Polsce można znaleźć coś niewłaściwego.

  Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych (tj. adresu IP, który zapisze się automatycznie) przez Echo Media Plus sp. z o.o. z siedzibą w Legionowie, ul. Wspólna 3.
Niniejsza zgoda jest warunkiem koniecznym do skomentowania artykułu i/lub opublikowania posta na forum portalu tustolica.pl zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE.
Dane osobowe są przetwarzane w sposób zapewniający ich bezpieczeństwo i poufność. Z Inspektorem Ochrony Danych można kontaktować się mailowo pod adresem poczty elektronicznej: rodo@gazetaecho.pl.
Dane osobowe są przetwarzane wyłącznie w zakresie celu ich podania, tj. skomentowania artykułu i/lub opublikowania posta na forum portalu tustolica.pl.
W tym wypadku nie jest możliwe wycofanie zgody na przetwarzanie danych osobowych w postaci adresu IP.
Mają Państwo prawo wniesienia skargi do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych w zakresie naruszenia prawa do ochrony danych osobowych lub innych praw przyznanych na mocy RODO.

komentarz: 


Ustaw kursor w miejscu, gdzie ma się zaczynać pogrubienie i wpisz [b].
Na końcu pogrubienia wpisz [/b].
Ustaw kursor w miejscu, gdzie ma się zaczynać kursywa i wpisz [i].
Na końcu kursywy wpisz [/i].
 Kliknij na ikonkę, która chcesz wstawić w treści w miejscu kursora: 
adres url:
tytuł: 
adres e-mail:
tytuł: 

nick: 
hasło: 
powtórz hasło: 
e-mail: 
data urodzenia: 
płeć: 



REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA


więcej
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

Najczęściej czytane

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Wyprzedaż -55%!
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

Najnowsze wydanie

REKLAMA
© WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych zachowań użytkowni­ków. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. Ustawienia dotyczące cookies można zmienić w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
REKLAMA
REKLAMA