"Pokazówka" czy realna pomoc? Burza po wpisie wiceburmistrza o kotach
2 marca 2026
Wpis w mediach społecznościowych miał być pochwałą działań na rzecz zwierząt. Zamiast tego wywołał falę krytyki i emocjonalnych komentarzy. Część mieszkańców zarzuca władzom Bemowa "pokazówkę" i brak realnej pomocy dla kotów wolno żyjących.
"W ostatnim czasie celebryci, tacy jak Doda i Książulo, podjęli temat zwierząt w schroniskach i wolno żyjących - i chwała im za to! Na Bemowie dbamy o zwierzęta od lat, m.in. ustawiając takie budki" - napisał na Facebooku wiceburmistrz Jakub Gręziak.
Sarny kontra deweloperzy. Czy przyroda przetrwa napór betonu?
Na warszawskim Chrzanowie wciąż można spotkać sarny, choć wokół rosną nowe osiedla. Mieszkańcy pytają, co stanie się ze zwierzętami, gdy przyroda przegra z betonem. Radni apelują o przeniesienie zwierząt, a Lasy Miejskie odpowiadają: sarny radzą sobie w miastach.
Wpis wywołał liczne komentarze miłośników zwierząt. Część z nich zwróciła uwagę, że budki dla kotów zostały ustawione przez wolontariuszy na prywatnym terenie, a ich rola nie została wspomniana. Pod postem zaczęły pojawiać się zdjęcia chorych i rannych kotów oraz relacje osób zaangażowanych w ich ratowanie.
"Serio? Bemowo dba o bezdomne koty? To kociak z kocim katarem, którym dzielnica nigdy się nie zajęła. Kotka do dziś ma powikłania" - napisała jedna z mieszkanek. Inna osoba wskazała na przypadki poważnych urazów i brak wsparcia ze strony urzędu.
Wolontariusze: brakuje systemowej pomocy dla kotów
Do redakcji trafił również mail od lokalnej wolontariuszki, która podważa tezę o skutecznej opiece nad kotami wolno żyjącymi. Powołuje się na odpowiedź z urzędu dzielnicy, z której - jak twierdzi - wynika, że:
- dzielnica nie ma podpisanej umowy na leczenie weterynaryjne kotów wolno żyjących,
- przez wiele miesięcy nie zapewniono realnej pomocy rannym i chorym zwierzętom,
- urzędnicy ograniczają się do oględzin terenu, podczas których "nie lokalizują" chorych kotów,
- brakuje systemowego leczenia, kastracji i nadzoru.
"Od miesięcy dokumentujemy koty z otwartymi, ropiejącymi ranami, kulawiznami, skrajnym wychudzeniem, infekcjami. Widzimy kocięta umierające na koci katar, zapalenia płuc i pasożyty. Ostatnio znów znaleźliśmy kota z rozległą, otwartą raną policzka. Wymaga natychmiastowej pomocy. Tymczasem urząd informuje, że nie udało się zlokalizować chorego zwierzęcia - my znaleźliśmy je dwukrotnie, przejazdem" - opisuje wolontariuszka.
Wiceburmistrz odpowiada na zarzuty
Jakub Gręziak nie zgadza się z oskarżeniami o "pokazówkę". - To żadna pokazówka. Dzielnica od lat współpracuje z wolontariuszami opiekującymi się kotami wolno żyjącymi. Przekazujemy karmę, budki i podejmujemy wiele innych działań na rzecz zwierząt - komentuje wiceburmistrz.
Spór pokazuje, jak duże emocje budzi temat opieki nad zwierzętami w przestrzeni miejskiej. Na razie nie wiadomo, czy rozmowy między urzędem a wolontariuszami przyniosą konkretne rozwiązania.
DB
.















































