Od stycznia rewolucja w przedszkolach
23 października 2012
W tym roku do przedszkoli publicznych na Bemowie nie dostało się 480 dzieci. - Mamy pomysł, jak to naprawić. Zachęcamy właścicieli prywatnych przedszkoli do prowadzenia publicznych placówek, które mogłyby liczyć na naszą pełną dotację - mówi wiceburmistrz dzielnicy Krzysztof Zygrzak.
Pasażerowie z Jelonek oburzeni na "autobusowe wycieczki krajoznawcze"
Wraz z początkiem września bardzo popularna wśród mieszkańców Jelonek 105-tka dość niespodziewanie pojechała dłuższą trasą. Na wysokości Odolan, zamiast jechać prosto, skręca w ciasną ulicę Jana Kazimierza, tracąc na ten objazd około 20 minut. Pasażerowie mówią wprost: "to głupota".
Koszt pobytu przedszkolaka w placówce publicznej wynosi 830 zł. Opłata ze strony rodziców za miejsce wynosi średnio 80 zł. Tyle, że dochodzą koszty zajęć dodatkowych i wyżywienia, co daje blisko 400 zł. W przedszkolach niepublicznych za czesne trzeba płacić około 1 tys. zł. Obecnie w zamian za prowadzenie placówki niepublicznej właściciel otrzymuje dotację w wysokości 75 proc. kosztów utrzymania dziecka w placówce publicznej, ale od rodziców może wziąć ile chce. Po kilkumiesięcznych konsultacjach władze dzielnicy zdecydowały się na nowatorski pomysł.
- Zachęcamy prywatne osoby do prowadzenia publicznych przedszkoli. W zamian za niższe, "państwowe", opłaty dotowalibyśmy taką placówkę w pełnym wymiarze. Teoretycznie koszty nie zostaną zrównoważone, ale oferujemy dodatkowe pieniądze za nadgodziny - po godz. 13.00 - w wysokości 2,81 zł za dziecko. Odpadają wydatki na rekrutację, marketing oraz promocję, wówczas bowiem frekwencja zostałaby zapewniona "z urzędu". W styczniu chcemy otworzyć dwie takie placówki na 200 dzieci. Chętnych nie brakuje. W przeciągu dwóch lat do podobnej rewolucji w przedszkolach przygotowuje się rząd.
Jaki zysk przy nowym pomyśle mieliby rodzice? Za pobyt dziecka w takim przedszkolu płaciliby tyle ile w państwowej placówce.
Na Bemowie istnieją 23 przedszkola publiczne. Czy w każdym brakuje miejsc?
- To działa tak, że jak tylko gdzieś są wolne miejsca, od razu zgłaszają się chętni. Najbardziej oblegane są przedszkola przy Obrońców Tobruku oraz Czumy, ze względu na gęstą zabudowę i liczbę mieszkańców w tych okolicach. Problem na Czumy rozwiązaliśmy o tyle, że w budynku sąsiedniej szkoły utworzono dodatkowe sale przedszkolne, dzięki czemu udało się przyjąć dodatkową setkę dzieci. Obie placówki mają wspólny plac zabaw - mówi Krzysztof Zygrzak.
Przedszkola: to mniejsza autonomia
Czy pomysł faktycznie jest atrakcyjny dla osób prywatnych?
- Trudno tak od razu powiedzieć. Ja prowadzę przedszkole, więc nad tym się nie zastanawiałam. Należałoby przekalkulować wszystkie koszty - mówi Krystyna Albigowska, właścicielka Prywatnego Przedszkola "Jak u Mamy" przy Obrońców Tobruku.
- Do nas propozycja przyszła akurat w momencie, gdy mieliśmy komplet dzieci. My mamy grupę integracyjną, więc bardzo ważny jest dobór dzieci. Otrzymujemy wyższą dotację, dzięki czemu czesne mamy na poziomie 730 zł. Gdybyśmy przyjęli warunki urzędu, moglibyśmy tę opłatę obniżyć do 500 zł. Dla innych przedszkoli niepublicznych, mających czesne znacznie wyższe, te 25 proc. dotacji więcej nie zrównoważyłoby wydatków. Na pewno ta propozycja nie jest dla nich opłacalna. Zwracam również uwagę na fakt, że pieniądze z dotacji muszą być wydawane na ściśle określonych zasadach na bieżące funkcjonowanie placówki. Jedynie fundusze uzyskane z czesnego możemy wydawać np. na inwestycje. Zmiana proporcji pomiędzy wpływami z czesnego a dotacją (na korzyść dotacji) zmniejsza autonomię placówki w gospodarowaniu funduszami - uważa Zofia Białek, właścicielka i dyrektorka Niepublicznego Przedszkola Integracyjnego "Zielony Latawiec" przy ul. Sołtana 3.
mac
.











































