Przepełniony śmietnik, hałasujące dzieci, buty zostawione przed drzwiami. Kłótnie z sąsiadami to nasza codzienność
Życie w bloku lub modnym teraz segmencie to codzienne wyzwania, z którymi muszą mierzyć się mieszkańcy. Jeśli ktoś nie jest tolerancyjny, może mieć duży problem z odnalezieniem się w takiej społeczności. - Sąsiadom przeszkadza wszystko. Gdy dzieci ganiają się po domu i tupią, sąsiad z dołu potrafi walić kijem w sufit - mówi Onetowi Agnieszka. - W piątek wieczorem sąsiadka nastawia głośno muzykę. Wie, że mamy małe dziecko, które trudno jest uśpić - dodaje Martyna, mieszkanka segmentu na warszawskiej Białołęce.
Życie w bloku to setki punktów zapalnych. Hałasujące dzieci, niedzielne remonty, rowery, hulajnogi i wózki pozostawione na korytarzu, a nawet za głośno chrapiący sąsiad zza ściany, przez którego nie możemy spać. Z sąsiadami kłócimy się dosłownie o wszystko.
Bolączką Gabrieli, która mieszka na monitorowanym osiedlu na warszawskiej Woli, jest przepełniona altana śmietnikowa. - Nie da się dojść do kubłów, te na papier zdają się czasami sięgać sufitów niezgniecionymi kartonami. Ostatnio chciałam wyrzucić śmieci do bio, ale jak próbowałam otworzyć kubeł, to z kubła obok poleciały kartony na ziemię. Pomijam, że do bio ludzie wrzucają odpady w workach plastikowych - narzeka w rozmowie z Onetem.
Kamilę z Krakowa martwi kwestia parkowania. - Nie ma dnia, aby na osiedlu nie pojawiła się straż miejska. Ludzie nie patrzą na oznakowania lub parkują na cudzych miejscach postojowych. To chyba główny temat dyskusji na sąsiedzkiej grupie na Facebooku. Codziennie ktoś na to narzeka i słusznie, bo mnie też do denerwuje - tłumaczy krakowianka.
Z kolei Weronika z Warszawy boryka się z uciążliwym hałasem i brakiem poszanowania ciszy nocnej. - Największy hit to sąsiadka spod trójki. O godz. 6 rano potrafi wyjść z psem i zostawić otwarte drzwi na oścież. Robi taki przeciąg, że pół bloku się budzi. A jak zacznie rozmawiać przez telefon na klatce, to wszyscy wiedzą, co u niej słychać - mówi w rozmowie z Onetem.
Karolina z warszawskiego Tarchomina toczy codzienną walkę z sąsiadami o utrzymanie porządku na klatce schodowej. Jej zdaniem problem jest potężny - od wystawiania mebli po zostawianie butów na wycieraczce. - Nie wiem, co to za moda wystawiania na klatkę szafek i mebli, które nie mieszczą się w mieszkaniu. Tak mnie to złości, że aż mi się robi gorąco na samą myśl. W naszym bloku to jakaś plaga. Na każdej klatce stoją rowery, szafki, kwietniki, nawet półki z butami! To jest niewiarygodne - mówi poirytowana warszawianka.
Z kolei Agnieszka żali się, że jej sąsiedzi nie są tolerancyjni. Niedawno usłyszała od sąsiadki, że nie powinna rano suszyć włosów, bo robi hałas, więc inni nie mogą się wyspać. - A jak inaczej mam się naszykować do pracy? - kwituje sfrustrowana.
Źródło: www.onet.pl