Mężczyzna wykopał w Warszawie ziemiankę. Mieszka w niej od 15 lat
Zimą rośnie zagrożenie dla osób w kryzysie bezdomności. W Warszawie straż miejska prowadzi wzmożone patrole, sprawdzając pustostany, altanki działkowe i inne miejsca, gdzie mogą przebywać osoby bez stałego schronienia. 5 stycznia funkcjonariusze natrafili na nietypowy przypadek - 76-letniego mężczyznę mieszkającego w ziemiance na terenie objętym programem Natura 2000 na Pradze-Południe - czytamy w Onecie.
Zgłoszenie o osobie rąbiącej drewno w okolicy Wisły przekazał spacerowicz. Na miejscu strażnicy zastali mężczyznę, który - według własnych słów - mieszka w wykopanej przez siebie ziemiance od 15 lat. Schronienie znajduje się dwa metry pod ziemią, ma około dwa na półtora metra powierzchni i jest przykryte deskami.
"Nikt o nim nie wiedział"
- To dość nietypowe miejsce. Mężczyzna mieszka tam i nie zamierza się nigdzie przenosić. Odmawia noclegowni, podkreślając, że jest mu tam dobrze - relacjonuje w rozmowie z Onetem Marcin Jedliński ze stołecznej straży miejskiej.
Bezdomny nie wyraził zgody na przeniesienie do noclegowni ani skorzystanie z ogrzewalni. Poprosił jedynie, by straż miejska dopisała go do listy osób otrzymujących ciepłą zupę w ramach akcji "Trochę ciepła dla bezdomnego", prowadzonej wspólnie z Caritas Polska. Zaznaczył, że przez lata nikt nie wiedział o jego istnieniu.
Pomoc ograniczona do minimum
76-latek zwrócił się także do funkcjonariuszy z prośbą o pomoc przy wypełnieniu dokumentów do ZUS-u - przysługuje mu już emerytura. Strażnicy podzielili się z nim swoimi kanapkami i herbatą. Z rozmowy wynikało, że mężczyzna utrzymuje się ze sprzedaży surowców wtórnych, które zbiera nocami, a za dnia segreguje i sprzedaje w skupie.
- Nie możemy nikogo zmusić do zmiany miejsca pobytu, jeśli jest osobą w pełni decyzyjną. Decyzja należy do niego - podkreśla w rozmowie z Onetem Marcin Jedliński.
Ziemianka na terenie miasta
Ziemianka znajduje się na miejskim terenie, a jej wykopanie nie jest legalne. Straż miejska nie zdecydowała się jednak na działania prawne, wskazując na wymiar humanitarny sytuacji i brak dowodów, że to właśnie ten mężczyzna ją wykopał.
- Ważniejsze jest, by człowiek mógł przetrwać zimę. Takie przypadki są rzadkie, ale zawsze staramy się przekonać osoby w kryzysie bezdomności do skorzystania z pomocy. To proces długotrwały, często liczony w latach - dodaje Jedliński.
Źródło: kobieta.onet.pl
































