Grała w serialu "Dom". Na emigracji usłyszała diagnozę
Doświadczenie kobiet w spektrum autyzmu często pozostaje na marginesie społeczeństwa, zagubione między stereotypami a niezrozumieniem. Jak pize Medonet, Beata Roussel w wieku 40 lat otrzymała diagnozę, która zmieniła całe jej życie, nadając mu nowy kierunek. W rozmowie z Moniką Szubrycht, opublikowanej w książce "Za dobrze się maskowałam", ujawnia, jak późne odkrycie własnej atypowości stało się zarazem wyzwoleniem i wyzwaniem.
- "Dostałam ją przed moimi urodzinami. I w sumie to był największy, najlepszy, a zarazem najcięższy w konsekwencjach psychologicznych prezent, jaki mogłam kiedykolwiek dostać. Dla mnie były to poniekąd nowe narodziny" - mówi Roussel, dzieląc się swoimi emocjami związanymi z diagnozą. Pozwoliła jej ona spojrzeć inaczej na lata zmagań z niezrozumieniem, w tym wizerunkowe łatki, które nakładało na nią otoczenie.
Od polonistki do kulturystki: droga pełna wyzwań
Choć miała szansę na wielką karierę w Polsce, grając w popularnym serialu "Dom", Beata Roussel wybrała inną ścieżkę. Nie ukończyła polonistyki, ponieważ, jak sama przyznaje, zamiast uczyć się pedagogiki, marzyła o literaturze i pisaniu: "Chciałam być nowym Wojaczkiem, a nie panią od polskiego". Ostatecznie wyjechała do Francji, gdzie musiała zmierzyć się z licznymi zmianami w życiu zawodowym i osobistym.
Decyzja o emigracji była zauważalnym przełomem, ale jeszcze większą rewolucję przyniosło odkrycie kulturystyki, która okazała się doskonałym zakotwiczeniem w codzienności. Roussel opisuje swoje zamiłowanie do sportu słowami pełnymi pasji:
"Uwielbiam moje hobby! To, co jest śmieszne, to fakt, że kulturystyka wymaga pracy i poświęcenia, ale ja nie mogę mówić o wyrzeczeniach. To, co robię, jest tak bardzo, bardzo bliskie moim zwykłym zachowaniom autystycznym". W trudnych czasach pandemii to właśnie indywidualne treningi stały się dla niej narzędziem do zachowania równowagi" - informuje Medonet.
Autystyczne maski: cena bycia "normalnym"
Roussel w rozmowie z Szubrycht opowiada także o trudach życia osoby w spektrum autyzmu, zwłaszcza w kontekście oczekiwań społecznych. Jak sama przyznaje, przez całe życie zakładała tzw. "maski", które pozwalały jej funkcjonować w codziennych kontaktach, choć za cenę ogromnego wyczerpania psychicznego. "Drogi panie dziennikarzu, jeżeli będziesz mnie czytać, to wiedz, że każda najmniejsza interakcja społeczna kosztuje nas bardzo drogo [...] Idziemy spać, bo musieliśmy rozmawiać pod szkołą z inną matką!" - wyznała, obrazowo przedstawiając skalę swoich zmagań.
Późna diagnoza była dla niej bardziej potwierdzeniem niż zaskoczeniem. Roussel, jako rodzic atypowego dziecka, zgłębiała temat autyzmu, co ostatecznie doprowadziło ją do centrum badań w Marsylii. "Czekałam na diagnozę czterdzieści lat", przyznaje, dodając, że choć proces ten przyniósł ulgę, pozostawił też więcej pytań niż odpowiedzi.
Źródło: www.medonet.pl