Koty, które żyją w grobowcach
10 listopada 2011
Joanna Popko, ekolożka z bielańskiej Fundacji JOKOT, pomaga cmentarnym kotom. Dlaczego? Po kilku latach pracy nad bezdomnością kotów w kamienicach, piwnicach i na ulicach, przekonała się, że w tych obszarach sytuacja jest opanowana, choć wymaga monitorowania. Pozostał jednak problem głęboko ukryty pod ziemią - czyli bezdomne koty na cmentarzach: Stare Powązki, Powązki Wojskowe, Cmentarz Bródnowski i Wólka.
Potok Bielański przejdzie do historii? Mieszkańcy alarmują: wody prawie nie ma
Potok Bielański, jeden z charakterystycznych cieków wodnych północnej Warszawy, zmaga się z coraz większym problemem niedoboru wody. Mieszkańcy i radni alarmują, że na wielu odcinkach koryto niemal całkowicie wyschło, a przyczyną są przede wszystkim susze i zmiany klimatyczne.
To jest powód gwałtownego przyrostu liczby bezdomnych kotów w mieście. Kotów często starych, chorych, stroniących od ludzi. Zwierząt niesterylizowanych, co powoduje ich niekontrolowane rozmnażanie. Architektura nowoczesnych osiedli nie daje kotom przestrzeni bytowania. Chronią się zatem tam, gdzie warunki na to pozwalają. Ponadto stare grobowce często padają łupem złodziei czaszek, którzy odsuwają nagrobne płyty i wycinają dziury w trumnach. Koty zaadaptowały tę przestrzeń bo gwarantuje ciepłe schronienie.
Kilkadziesiąt zwierząt
Populacja kotów na warszawskich cmentarzach waha się od kilkunastu do kilkudziesięciu, w zależności od powierzchni nekropolii. - Na Powązkach udało się mojej ekipie wysterylizować wszystkie dorosłe koty i wyłapać maluchy - mówi Joanna Popko. - Na Bródnie i Wólce nadal staramy się opanować problem.Małgorzata Frydrych
.






































