Koty, które żyją w grobowcach
10 listopada 2011
Joanna Popko, ekolożka z bielańskiej Fundacji JOKOT, pomaga cmentarnym kotom. Dlaczego? Po kilku latach pracy nad bezdomnością kotów w kamienicach, piwnicach i na ulicach, przekonała się, że w tych obszarach sytuacja jest opanowana, choć wymaga monitorowania. Pozostał jednak problem głęboko ukryty pod ziemią - czyli bezdomne koty na cmentarzach: Stare Powązki, Powązki Wojskowe, Cmentarz Bródnowski i Wólka.
Bielańska kultura: jest dobrze? Wydajemy na to 9 mln złotych
Czy Bielany mają dobrą ofertę kulturalną? Pikniki, koncerty, zajęcia czy spektakle w domach kultury i biblioteki - to wszystko kosztuje podatników rocznie ponad 9 mln zł. Jak wiele osób aktywnie korzysta z dzielnicowej oferty?
To jest powód gwałtownego przyrostu liczby bezdomnych kotów w mieście. Kotów często starych, chorych, stroniących od ludzi. Zwierząt niesterylizowanych, co powoduje ich niekontrolowane rozmnażanie. Architektura nowoczesnych osiedli nie daje kotom przestrzeni bytowania. Chronią się zatem tam, gdzie warunki na to pozwalają. Ponadto stare grobowce często padają łupem złodziei czaszek, którzy odsuwają nagrobne płyty i wycinają dziury w trumnach. Koty zaadaptowały tę przestrzeń bo gwarantuje ciepłe schronienie.
Kilkadziesiąt zwierząt
Populacja kotów na warszawskich cmentarzach waha się od kilkunastu do kilkudziesięciu, w zależności od powierzchni nekropolii. - Na Powązkach udało się mojej ekipie wysterylizować wszystkie dorosłe koty i wyłapać maluchy - mówi Joanna Popko. - Na Bródnie i Wólce nadal staramy się opanować problem.Małgorzata Frydrych
.











































