Halloween na sportowo. Bieg żywych trupów na Białołęce
31 października 2016
W sobotę kilkaset osób uciekało w Choszczówce przed... hordą wściekłych zombie.
Warszawa wyburzy rodzinny dom pod ścieżkę rowerową. "445 tys. zł nie starczy nawet na kawalerkę"
To może spotkać każdego. Wzbiera złość i niedowierzanie, kiedy dowiadujemy się, że czyjś dom rodzinny, w którym się wychował, dorastał, założył rodzinę i z którym ma nierozerwalne wspomnienia, musi ustąpić... ulicy i ścieżce rowerowej. Bo tak wymyślili urzędnicy. Jeszcze większą złość budzi fakt, że w ramach zadośćuczynienia za duży dom z działką na Białołęce warszawscy urzędnicy proponują 445 tys. zł, a więc kwotę, która nie wystarczy nawet na... kawalerkę. A w ramach usprawiedliwienia dodają: "Takie sytuacje są zawsze trudne dla obu stron". Czyżby?
Wzięło w niej udział łącznie ponad 1500 osób.
Żywy czy martwy?
Bieg po Lesie Trupów był ciężki i uczestnicy łączyli się w kilkuosobowe drużyny. Samotni biegacze swoje szarfy tracili już na pierwszych kilometrach trasy i na metę spokojnie wbiegali jako "martwi". - Nie wszyscy podeszli zdrowo do rywalizacji. Na mecie widziałem wiele osób, które dopiero po przekroczeniu linii rozpinały bluzy i wyciągały ukryte szarfy. A przecież tu nie liczył się czas, a zabawa - mówi Monika.
- Niektórzy zombie nie stosowali się do regulaminu i zamiast jednej, zabierali dwie szarfy. Gonili uczestników po lesie, mimo że surowo mieli to zakazane. Ale zabawa i tak była świetna - śmieje się Wojtek. - Jedyne co mógłbym zaproponować organizatorom, to wybór lasu z podbiegami. Zombie widać było już z dużej odległości. Choć i tak bardzo trudno było się przez nich przedrzeć - dodaje.
(mk)
.














































