Przedwojenny bazar Różyckiego. Haracze, doliniarze i gangsterzy z Pragi
dzisiaj, 11:37
Przedwojenny bazar Różyckiego był nie tylko centrum handlu na warszawskiej Pradze, ale też miejscem działalności półświatka. Haracze, kieszonkowcy, paserzy i brutalne gangi przez lata tworzyły mroczną historię legendarnego "Różyca".
Legendarny "Różyc", czyli bazar Różyckiego, swoją nazwę zawdzięcza Julianowi Józefowi Różyckiemu. Bogaty przedsiębiorca udostępnił kupcom teren przy ul. Targowej 54 po zamknięciu przez carskie władze targowiska przy ul. Brukowej.
Początkowo było tam zaledwie kilkanaście straganów, jednak miejsce bardzo szybko zaczęło się rozwijać. W krótkim czasie bazar stał się jednym z najważniejszych punktów handlowych warszawskiej Pragi, skupiając wokół siebie liczne zakłady i interesy.
W pierwszych latach działalności dominowali tam kupcy żydowscy. Tam, gdzie pojawiały się duże pieniądze, szybko pojawiła się również przestępczość.
Haracze i pierwsze wymuszenia na bazarze
Jak przypomina profil "Podejrzani", kupcy spoza bazaru musieli płacić lokalnym grupom, jeśli chcieli sprzedawać swoje towary. Odmowa kończyła się pobiciem na oczach tłumu.
Z czasem pojawili się rekietierzy. Jednym z pierwszych był Kruk i jego ludzie, którzy regularnie pobierali haracz od handlarzy wyrobami kolonialnymi. Opłata była nazywana "gwoździowym".
Kupcom, którzy odmawiali zapłaty, zabijano deskami i gwoździami stragany. Według miejskich legend nikt nie odważył się samodzielnie zerwać takich zabezpieczeń ani zgłosić sprawy policji.
Gang braci krępych rządził handlem mięsem
Na bazarze szybko wykształciły się strefy wpływów poszczególnych grup przestępczych. Jedną z najbardziej brutalnych byli tzw. "bracia krępi", którzy kontrolowali handel mięsem.
Obaj bliźniacy byli niscy, lekko zgarbieni, ale bardzo silni i zawsze elegancko ubrani. Najczęściej można było ich spotkać w kawiarni "U Wicka", gdzie mieli zarezerwowany stolik przy oknie.
Starszy z braci, Szmaja, ustalał ceny mięsa i wydawał zgodę na handel dostawcom przywożącym towar ze wsi. Za możliwość sprzedaży pobierano oczywiście odpowiednie opłaty.
Doliniarze i kradzieże "na mojkę"
Bazar Różyckiego przyciągał tłumy klientów z całej Warszawy. W takim tłoku doskonale odnajdywali się kieszonkowcy, nazywani doliniarzami.
Przy pomocy żyletki lub brzytwy precyzyjnie rozcinali kieszenie ofiar i wyciągali portfele albo zegarki. Tego typu kradzieże określano mianem "na mojkę".
Na bazarze działali również paserzy podszywający się pod handlarzy. Zaczepiali klientów i oferowali towary w atrakcyjnych cenach, choć najczęściej pochodziły one z kradzieży.
Jedną z charakterystycznych postaci był paser o pseudonimie Chory. W czasie negocjacji miał przekonywać złodziei, że zbyt wysokie ceny wpędzą go do grobu i zrujnują kosztami leczenia.
Świnia, fałszywe pieniądze i brutalne porachunki
Znanym przestępcą związanym z Pragą był także Szlamke Szpitalewicz pseudonim Świnia. Jeszcze przed I wojną światową zajmował się wymuszeniami i pobiciami. Po odzyskaniu niepodległości jego grupa się rozpadła, a sam Szlamke zajął się paserstwem i organizowaniem brutalnych porachunków.
Prowadził również interes związany z produkcją fałszywych pieniędzy. Współpracował przy tym z łódzkim litografem. Konflikt między wspólnikami zakończył się zabójstwem. Szlamke został skazany na 12 lat więzienia, jednak opuścił je w 1939 roku dzięki amnestii.
Bazar Różyckiego rządził się własnymi zasadami
Kupcy dobrze znali kieszonkowców i często nie zgłaszali ich policji. W zamian sami mogli liczyć na bezpieczeństwo swoich pieniędzy i towarów.
Mimo działalności licznych gangów bazar Różyckiego w latach 30. uchodził za bezpieczniejsze miejsce niż lewobrzeżne targowiska Kercelak czy Wołówka. Przedwojenna Praga miała bowiem własne zasady, których przestrzegali zarówno handlarze, jak i przestępcy.
DB
































