1000 osób na ulicy
16 grudnia 2005
Zima to najgorszy okres dla bezdomnych, a bezdomni to wielki problem Białołęki, ich liczbę szacuje się na ok. 1000. W zeszłym roku zamarzło pięć osób. Bezdomni wędrują po całej Warszawie i nie chcą grupować się w ośrodkach, twierdząc, że tam zabiera im się "wolność".
Czy budowa parku na Tarchominie wreszcie ruszy?
Zaniedbany kwartał pośrodku warszawskiego Tarchomina zmieni się w park dla mieszkańców osiedla. Urząd dzielnicy już po raz drugi próbuje znaleźć wykonawcę, ale ceny wciąż przekraczają zaplanowany budżet.
20 poszukiwanych osób - głównie za drobne przestępstwa), delikwentów, którzy uciekają przed alimentami, a także alkoholików, których poszukują rodziny. Jak opowiada sierżant Grzegorz Kobylski z białołęckiej komendy policji są oni stale patrolowani. I nie ma na nich siły. - W naszej dzielnicy "na ulicy" mieszka ok. 1000 osób, z czego 25% to ciągle te same twarze. Nie chcą żyć w żadnym z ośrodków, chociaż miejsc starczyłoby dla wszystkich. Twierdzą, że na ulicy "są wolni". Rzeczywiście, w ośrodkach panują pewne zasady współżycia, musieliby pracować na rzecz wspólnoty i co najważniejsze, nie wolno tam pić - mówi policjant.
Mieszkańcy dzielnicy skarżą się na kradzieże dokonywane przez bezdomnych. Kradną w sklepach, giną kable energetyczne. Rekordzista ukradł 200 kg kabli miedzianych z transformatora przy ulicy Brzezińskiej. - Kradną, bo nie mają za co żyć. Zwykle są to drobne kradzieże do 200 zł, uznane za wykroczenie. Można im tylko wlepić mandat, którego i tak nie zapłacą - mówi sierżant Kobylski. W tym roku ktoś próbował "wykurzyć" grupę bezdomnych z podziemnych korytarzy przy kanale żerańskim. Wrzucił do środka dwa koktaile mołotowa. Nikt nie zginął. Skończyło się na mocnych poparzeniach. Wielu bezdomnych otrzymuje pomoc z hipermarketów w postaci doraźnej pracy, a także artykułów spożywczych, których czas ważności jest bliski końca. Święta to okres, w którym powinniśmy pamiętać także o tych, którym z różnych względów podwinęła się noga. Po prostu nie oceniać.
cehadeiwu
.









































