Mieszkańcy Żoliborza protestują przeciw wycince. Urzędnicy nie słuchają
wczoraj
Mieszkańcy Żoliborza Południowego nie składają broni w walce o tzw. Ptasi Zakątek. Protestują przeciw budowie zespołu przedszkolno-żłobkowego, która wiąże się z wycinką setek drzew i krzewów. Władze dzielnicy przekonują jednak, że inwestycja jest potrzebna.
Mieszkańcy Żoliborza Południowego nadal protestują przeciw budowie zespołu przedszkolno-żłobkowego przy ul. Ficowskiego. Inwestycja już się rozpoczęła, choć na pewien czas została wstrzymana po wykryciu gniazda krogulca objętego ochroną.
Protestujący apelują do mediów o nagłośnienie sprawy. Organizują demonstracje zarówno na miejscu inwestycji, jak i pod urzędem dzielnicy (środa 13 maja o godz. 16:45).
Ptasi Zakątek i wycinka około 400 drzew
Sprzeciw mieszkańców dotyczy planowanej wycinki około 400 drzew i krzewów pod budowę placówki dla 350 dzieci. Teren określany przez lokalną społeczność jako "Ptasi Zakątek" jest wykorzystywany rekreacyjnie i ma duże znaczenie przyrodnicze.
Według mieszkańców żyje tam ponad 50 gatunków ptaków i drobnych zwierząt. Wśród nich znajduje się krogulec, którego obecność czasowo zablokowała rozpoczęcie prac.
Mieszkańcy podkreślają, że pod petycją przeciw inwestycji podpisy złożyło blisko 1500 osób. Ich zdaniem nie przeprowadzono rzeczywistych konsultacji społecznych ani otwartego konkursu architektonicznego.
Mieszkańcy: inwestycja nie ma uzasadnienia
Protestujący zaznaczają, że nie sprzeciwiają się edukacji ani budowie placówek dla dzieci. Ich zdaniem problemem jest niszczenie jednego z ostatnich naturalnych terenów zielonych na Żoliborzu bez dialogu z mieszkańcami.
Wskazują również na malejącą liczbę dzieci zgłaszanych do warszawskich przedszkoli. Jak podają, liczba zgłoszeń spadła z 11642 do 9245 dzieci, a na Żoliborzu są aktualnie 232 wolne miejsca (trwa rekrutacja uzupełniająca). Zdaniem mieszkańców nowa inwestycja może dodatkowo pogorszyć sytuację komunikacyjną w rejonie Żoliborza Artystycznego.
Władze Żoliborza: publiczna placówka jest potrzebna
Wiceburmistrz Tomasz Mielcarz przekonuje jednak, że dzielnica potrzebuje publicznej placówki na Żoliborzu Południowym. Jak podkreśla, obecnie samorząd dopłaca do prywatnych placówek około 11,5 mln zł rocznie tylko w tej części dzielnicy, a w skali całego Żoliborza niemal 25 mln zł. - W tej części Żoliborza nie ma ani jednej placówki publicznej i żadnej innej działki, na której moglibyśmy taką inwestycję zrealizować - argumentował w rozmowie z TVP3 Warszawa, podkreślając, że dzięki inwestycji "spadną koszty" ponoszone przez miasto w placówkach niepublicznych, bo rodzice wybiorą placówkę miejską.
Radni i mieszkańcy podważają argumenty urzędników
Z argumentacją władz nie zgadza się część mieszkańców oraz radnych. Radna Jolanta Zjawińska zwraca uwagę, że jest bardzo mało prawdopodobne, że rodzice będą chcieli przenosić dzieci z placówek niepublicznych do nowego przedszkola. Najlepiej o tym świadczą 252 wolne miejsca w przedszkolach samorządowych na Żoliborzu.
Kontrowersje budzi również koszt inwestycji oraz plan budowy kolejnej placówki przy ul. Burakowskiej dla około 200 dzieci. Łącznie nowe inwestycje mają stworzyć około 550 dodatkowych miejsc. Mieszkańcy podkreślają, że może to oznaczać nieodwracalną utratę cennego przyrodniczo terenu oraz wydanie dziesiątek milionów złotych, mimo istniejących już wolnych miejscach w przedszkolach i spadającej z roku na rok liczbie dzieci.
DB

































