Trzymał w domu "zielnik". Policjanci mieli inne zdanie
dzisiaj, 04:38
Nie każdy susz roślinny nadaje się do zielnika. Przekonał się o tym 32-letni mieszkaniec Żoliborza, u którego policjanci znaleźli marihuanę ukrytą w plastikowym pojemniku. Usłyszał zarzut zagrożony karą do 3 lat więzienia.
Gdy Sherlock Holmes szukał tropów, wystarczał mu popiół z fajki. Żoliborscy wywiadowcy postawili na bardziej współczesne metody i podczas działań operacyjnych ustalili, że jeden z mieszkańców dzielnicy może przechowywać w mieszkaniu środki odurzające.
Funkcjonariusze postanowili sprawdzić, czy informacja jest równie prawdziwa jak przysłowie mówiące, że "nie ma dymu bez ognia".
Marimonte na Bielanach - luksusowa rezydencja w zielonym sercu stolicy
Marimonte na Bielanach redefiniuje standard miejskiego życia, oferując luksus zanurzony w naturze przy Marymonckiej 4. Inwestycja ta stanowi precyzyjną odpowiedź na ewolucję potrzeb warszawskiego rynku premium, gdzie bliskość Lasu Bielańskiego staje się obecnie równie istotnym atrybutem, co nowoczesna infrastruktura apartamentowca.
Trop zaprowadził ich do lokalu przy ulicy Sady Żoliborskie.
Marihuana zamiast ziół prowansalskich
Podczas przeszukania mieszkania policjanci znaleźli plastikowy pojemnik z suszem roślinnym. Nie był to jednak eksponat do muzeum botaniki ani składnik domowej herbatki uspokajającej.
Substancję zabezpieczono i poddano badaniom. Wyniki rozwiały wszelkie wątpliwości - susz okazał się marihuaną. Można powiedzieć, że był to zielnik, którego nawet Pan Kleks nie chciałby trzymać w swojej akademii.
Zarzut dla mieszkańca Żoliborza
32-letni właściciel mieszkania został zatrzymany i przewieziony do komisariatu przy ulicy Rydygiera. Po zgromadzeniu materiału dowodowego usłyszał zarzut posiadania środków odurzających.
Za takie przestępstwo grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności. Sprawę nadzoruje Prokuratura Rejonowa Warszawa Żoliborz.
Historia ta przypomina, że nie każda roślina doniczkowa czy susz kolekcjonerski wzbudza zachwyt. Niektóre kolekcje kończą się bowiem nie wystawą, lecz wizytą w komisariacie. A od komisariatu do sądu droga bywa znacznie krótsza niż z Sadów Żoliborskich do najbliższego lasu.
Red
.






































