Nie wiadomo, kto zabijał ptaki
26 stycznia 2012
Białołęcka policja zakończyła dochodzenie w sprawie śmierci ptaków w pobliżu słupa wysokiego napięcia przy skrzyżowaniu ulic Głównej i Łącznej. Winnego nie ustalono, jednak zarówno policja, jak i radny Marcin Korowaj, który jako pierwszy zainteresował się sprawą, obiecują, że będą bacznie przyglądać się sytuacji.
Kolejny cud wyborczy. Ruszają przymiarki do metra na Tarchomin
Na trzy tygodnie przed wyborami samorządowymi Rada m.st. Warszawy przeznaczyła 56 mln zł na prace przedprojektowe dla linii M4, która połączy Tarchomin, Rudę, Marymont, Żoliborz, rondo Daszyńskiego i pl. Zawiszy z Rakowcem, Służewcem i Wilanowem.
Tygodniowo pada tu nawet kilkanaście ptaków. To chyba wina przepięć na słupie - opowiadał jeden z mieszkańców.
Ludzie zwrócili się też o pomoc do radnego Marcina Korowaja. Ten interweniował w zakładzie energetycznym. To samo zrobiliśmy my.
RWE Stoen sprawdził słup i poinformował, że wszystko jest w porządku. Zasugerowano nam, że być może to nie słup jest winien, a ktoś zabija ptaki z wiatrówki. O domysłach zakładu poinformowaliśmy policję.
Przesłuchania sąsiadów
- Zapytaliśmy RWE Stoen, czy słup energetyczny usytuowany w okolicy ulic Głównej i Łącznej nie posiada usterek, czy firma podczas wykonywania prac lub sprawdzania sieci elektrycznej natknęła się na martwe ptaki, i czy podczas prac mieszkańcy sygnalizowali pracownikom o nieprawidłowym działaniu słupa wysokiego napięcia oraz o swych spostrzeżeniach, że to wadliwe działanie słupa prowadzi do śmierci ptaków - relacjonuje Krzysztof Stachyra, zastępca naczelnika wydziału prewencji białołęckiej policji.
Stoen w odpowiedzi wyjaśnił, że ani na słupie, ani na linii energetycznej "nie widać żadnych oznak działania łuku elektrycznego" (okopconych izolatorów, nadpalonych przewodów po zwarciach).
- Podano nam także informację, że przy okazji oględzin pracownicy Stoenu rozmawiali z jednym z mieszkańców, który mówił, że przyczyną śmierci ptaków nie jest linia energetyczna, lecz słyszalne strzały. Ktoś strzelał do ptactwa, prawdopodobnie z broni palnej - tłumaczy Stachyra.
Policja podkreśla, że sprawę dokładnie przeanalizowano. Dzielnicowy rozmawiał z mieszkańcami, którzy zgodnie twierdzili, że to jednak słup jest przyczyną śmierci ptaków. Opowiadali też, że w czasie interwencji energetyki na pół dnia wyłączono prąd i od tamtej pory sytuacja wróciła do normy - martwych ptaków już nie ma. Tak więc wygląda na to, że Stoen wykonywał na słupie nieco więcej prac niż tylko sprawdzanie linii...
Policja prosi mieszkańców o wszelkie informacje w przypadku kolejnych podobnych zdarzeń. Można to zrobić dzwoniąc pod numery alarmowe lub do dzielnicowych: 22 603-53-17, 22 603-53-22, a także do dyżurki: 22 603-51-31.
Zadowolony z obrotu sprawy jest radny Marcin Korowaj. - Cieszę się z faktu, że problem zainteresował tak szerokie grono ludzi. Dzięki temu obecnie pod słupem nie ma już szczątków, a przed interwencją miejsce to było dosłownie usłane dziesiątkami martwych ptaków, a przecież miarą naszego człowieczeństwa jest podobno stosunek do zwierząt... - mówi radny.
Anna Sadowska
.







































