Likwidacja zielonych strzałek? "Chcę pochwalić władze miasta"
22 czerwca 2016
Podobno na tych łamach ciągle krytykuję władze Warszawy, raz postanowiłem więc je pochwalić. Zastępca prezydenta miasta Jacek Wojciechowicz wstrzymał decyzję swoich urzędników o likwidacji zielonych strzałek - sygnalizatorów dopuszczających przejazd przez przejście dla pieszych i skręt w kierunku wskazanym strzałką w czasie, gdy kierowca ma czerwone światło.
Park na terenie PZL Wola? Kiedyś...
Teren po Zakładach Mechanicznych PZL Wola porastają chaszcze. Jeszcze do niedawna istniała obawa, że w tym miejscu mogą stanąć bloki. Dziś wiadomo już, że w przyszłości będzie tu park. W dalekiej przyszłości.
Gdy okazało się to chybionym rozwiązaniem, generującym tylko niepotrzebnie korki na skrzyżowaniach, i rząd wycofał się z pomysłu Pola, specyficzną nadgorliwością wsławił się Janusz Galas, stołeczny miejski inżynier ruchu. Otóż tak długo i starannie przygotowywał on demontaż zielonych strzałek w Warszawie, że zabrał się za to, gdy nowe rozporządzenie, przywracające strzałki, było już opublikowane a tylko nie zdążyło jeszcze wejść w życie. Przewlekłość podejmowania decyzji przez dyrektora Galasa stała się legendą miejską, dlatego zapewne nadal piastuje on swoją funkcję w urzędzie.
Jak rozumiem, tym razem za likwidacją zielonych strzałek stoi kto inny. Od kilku lat najsilniejszym lobby w warszawskim samorządzie są tzw. aktywiści - młodzi ludzie, uważający, że miasto jest, a raczej powinno być stworzone dla nich: samotnych, uczących się albo i pozostających na utrzymaniu rodziców, mających wiele czasu, który spędzają w kawiarniach ze strefami wi-fi i w klubach z głośną muzyką. Oraz na rowerze, który jest dla nich nie tyle środkiem komunikacji, co świętym rydwanem, przed którym powinni rozstępować się wszyscy inni użytkownicy dróg, i piesi, i zmotoryzowani. Z kręgu aktywistów wywodzi się również nowy dyrektor Zarządu Dróg Miejskich, którego największym sukcesem jest wprowadzenie systemu wynajmu rowerów w Warszawie (poza Bemowem, gdzie system taki zaczął działać wcześniej). Tak jak trzynaście lat temu, uzasadnieniem likwidacji zielonych strzałek ma być bezpieczeństwo przechodniów. Oczywiście, przez ten czas nic się nie zmieniło ani w naturze przechodniów, ani w naturze kierowców, dlatego zachęcam pana prezydenta Wojciechowicza do sięgnięcia do analiz bezpieczeństwa, na podstawie których w 2008 r. rząd przywrócił zielone strzałki do kodeksu drogowego.
Zmieniło się jedno. Jeszcze dziesięć lat temu rowerzyści na przejściu dla pieszych schodzili z rowerów, zgodnie z przepisami prowadząc je obok siebie. Dziś wielu rowerzystów - zwłaszcza młodszych - tego nie robi. Bezczelnie przemykają przez pasy na swoich rydwanach z szybkością bliższą samochodowi niż człowiekowi. Ich nagłego ruchu rzeczywiście może nie przewidzieć kierowca korzystający z warunkowego zezwolenia na przejazd przez przejście, czyli zielonej strzałki. Ale ja nie widzę powodu, dla którego z powodu łamiących prawo cyklistów w naszym mieście mają być jeszcze większe korki.
Maciej Białecki
były wiceburmistrz Pragi Południe (2002-2004) i radny sejmiku mazowieckiego (2002-2006)









































