REKLAMA
Młody Sherlock Holmes. Tom 2. Czerwona pijawka
| tytuł oryg.: | Young Sherlock Holmes. Red Leech |
| autor: | Andrew Lane |
| przekład: | Dominika Cieśla-Szymańska |
| wydawnictwo: | Replika |
| seria: | Młody Sherlock Holmes |
| wydanie: | Poznań |
| zapowiedź: | 9 czerwca 2026 |
| forma: | książka, okładka miękka |
| wymiary: | 145 × 205 mm |
| liczba stron: | 320 |
| ISBN: | 978-83-6874243-5 |
Młody Sherlock Holmes powraca!
Legendarny detektyw powraca jako błyskotliwy, niepokorny i zdeterminowany nastolatek - wierny duchowi klasyki, a jednocześnie pełen świeżej energii i niebezpiecznych przygód!
Sherlock przeczuwa, że jego amerykański nauczyciel, Amyus Crow, coś ukrywa. W spokojnym Surrey natknie się na człowieka uznanego za straconego - osławionego mordercę, który według rządu USA został powieszony. Jeśli ten człowiek żyje, ktoś kłamie. A wszystko wskazuje na to, że Crow ma z tym związek.
Gdy nikt nie chce powiedzieć prawdy, Sherlock postanawia odkryć ją sam - nawet jeśli będzie musiał zaryzykować życie. Trop prowadzi go za ocean, do Ameryki, w sam środek mrocznej intrygi, gdzie lojalność jest towarem, śmierć codziennością, a prawda kosztuje więcej, niż ktokolwiek powinien zapłacić.
Serial o młodym Sherlocku Holmesie już na platformie Prime!
Kiedy James Hillager po raz pierwszy zobaczył gigantyczną pijawkę, myślał, że ma halucynacje.
W dżungli na Borneo było gorąco i wilgotno niczym w tureckiej łaźni. Ubranie miał zupełnie przemoczone, a wilgoć w powietrzu powodowała, że pot nie parował: kapał mu z palców i nosa albo spływał po ciele, gromadząc się tam, gdzie tkanina dotykała skóry. W butach miał tyle wody, że chlupotała przy każdym kroku. Jeśli tak dalej pójdzie, materiał przegnije w ciągu kilku tygodni. Nigdy jeszcze nie czuł się tak udręczony i nieszczęśliwy jak teraz.
Od upału kręciło mu się w głowie, z tych właśnie powodów - i dlatego, że był odwodniony i od wielu dni marnie się odżywiał - pomyślał, że ma zwidy. Od pewnego czasu w koronach drzew słyszał jakieś głosy: szepczące głosy, które rozmawiały o nim, naigrawając się z niego. Część jego umysłu mówiła mu, że to tylko szelest wiatru w listowiu, ale inna część miała ochotę wrzasnąć do nich, żeby się zamknęły. A potem je zastrzelić, jeśli nie posłuchają.
Widział już wcześniej zwierzęta, które wprawiały go w osłupienie. Może były rzeczywiste, a może też były zwidami. Widział małpy o wielkich bulwiastych nosach, żaby wielkości kciuka, w kolorze jaskrawopomarańczowym, czerwonym albo niebieskim, coś, co wyglądało dokładnie jak dorosły słoń, tyle że sięgało mu do ramion, i podobne do świni stworzenie o ciemnej sierści i długim, spiczastym, elastycznym pysku. Ile spośród nich było prawdziwych, a ile stanowiło wytwór jego rozgorączkowanego umysłu?
Obok niego Will Gimson zatrzymał się i pochylił, z rękami na kolanach, biorąc wielkie hausty wilgotnego powietrza.
- Muszę stanąć na minutkę - wydyszał. - Ledwo idę.
Hillager wykorzystał to, żeby otrzeć czoło chusteczką, i tak bardziej mokrą niż jego twarz. Może ma halucynacje, ponieważ dopadła go jakaś tropikalna gorączka. W tych lasach na Borneo szerzyły się dziwne choroby. Słyszał o ludziach, którzy tygodniami błąkali się po dżungli, a gdy wracali, wrzody pokrywały ich twarze albo ciało dosłownie odchodziło od kości.
Rozejrzał się nerwowo. Nawet te drzewa zdawały się z niego kpić. Z ich poskręcanych i sękatych pni wyrastały, niczym pasożyty, mniejsze rośliny i pnącza. Rosły tak gęsto, że przesłaniały niebo, a na dół dochodziło tylko rozproszone, zielonkawe światło.
Mimo gorąca dygotał. Nie byłoby go w tym strasznym miejscu, gdyby nie to, że swojego pracodawcy bał się jeszcze bardziej.
- Wracajmy już. - Nie chciał tu być ani chwili dłużej. Prag- nął tylko dostać się z powrotem do portu, załadować klatki ze schwytanymi zwierzętami i wrócić do cywilizacji. - To nie tutaj. Złapaliśmy już dość zwierząt, żeby go zadowolić. On nawet nie zauważy.
- Zauważy ani chybi - odparł Gimson ponuro. - Zależy mu właśnie na tym jednym stworzeniu.
Hillager już miał zacząć się z nim sprzeczać, kiedy Gimson dodał:
- Czekaj! Chyba je widzę!
Hillager podszedł do kolegi. Ten wciąż stał pochylony, ale patrzył na korzenie jednego z drzew.
- Spójrz - powiedział, wskazując ręką.
Hillager podążył wzrokiem za jego palcem. Tam, w sadzawce między dwoma korzeniami, znajdowało się coś, co wyglądało jak wielki czerwony skrzep krwi rozmiaru jego dłoni. Połyskiwało w słabym świetle słońca.
- Jesteś pewien? - zapytał.
- Duke twierdził, że to tak właśnie będzie wyglądać. Dokładnie tak.
- Więc co robimy?
Zamiast odpowiedzieć, Gimson wyciągnął rękę i ujął to coś w palce. Podniósł. Zwisało bezwładnie. Hillager patrzył zafascynowany.
- Tak - oznajmił Gimson, odwracając to i przyglądając się bacznie. - Zobacz: tu jest otwór gębowy albo przyssawka, czy jak to się tam zwie. Trzy zęby umieszczone na krawędzi. Na drugim końcu też ma przyssawkę. Właśnie tak się trzyma - przyczepia się oboma końcami.
- I wysysa krew - dodał posępnie Hillager.
- I wysysa krew każdego zwierzęcia, które przechodzi na tyle wolno, że zdąży się przyczepić - wyjaśnił Gimson. - Te małe słonie, te stworzenia ze spiczastym pyskiem podobne do tapira - cokolwiek.
Pijawka tymczasem na ich oczach zmieniała kształt, robiła się coraz cieńsza i dłuższa. Kiedy Gimson ją podniósł, była niemal okrągła, ale teraz przypominała raczej grubą dżdżownicę. Wciąż zaciskał palce na mniej więcej jednej trzeciej długości od głowy - jeśli kawałek z otworem gębowym można nazwać głową.
- Co on z nimi robi? - zapytał Hillager. - Dlaczego wysyła po nie ludzi tak daleko?
- Mówi, że słyszy, jak wołają do niego - odparł Gimson. - A jeśli chodzi o to, co z nimi robi - naprawdę wolałbyś nie wiedzieć. - Pochylił się nad stworzeniem, by przyjrzeć mu się uważnie. Pijawka wiła się na oślep w jego stronę, czując w pobliżu ciepłą krew.
- Chyba jest głodna.
- Skąd wiesz?
- Szuka czegoś, do czego mogłaby się przyssać.
- Może powinniśmy ją zostawić? - zaproponował Hillager. - I poszukać jutro innej?
Miał nadzieję, że Gimson się nie zgodzi, bo naprawdę nie chciał być ani chwili dłużej w tej dżungli.
- To pierwsza, jaką widzieliśmy od tygodni - przypomniał mu Gimson. - Nie wiadomo, kiedy znajdziemy następną. Nie, musimy wziąć tę. Musimy dowieźć ją do domu.
- Ale czy przeżyje podróż?
Gimson wzruszył ramionami.
- Pewnie tak - jeśli ją przedtem nakarmimy.
- Okej. - Hillager się rozejrzał. - Co proponujesz? Małpę? Jedno z tych stworzeń podobnych do świni?
Gimson nie odpowiedział.
Hillager odwrócił się i zobaczył, że towarzysz wpatruje się w niego z osobliwym wyrazem twarzy. Jego mina wyrażała współczucie, ale głównie niesmak.
- Proponuję - oświadczył Gimson - żebyś podwinął rękaw.
- Oszalałeś? - wyszeptał Hillager.
- Nie, ja jestem tropicielem i przewodnikiem - wyjaśnił Gimson. - A ty myślałeś, że jaką rolę odgrywasz w tej ekspedycji? No już, podwijaj. To paskudztwo potrzebuje krwi, i to szybko.
Wiedząc, jak zareagowałby Duke, gdyby się dowiedział, że pozwolił pijawce umrzeć, zamiast ją nakarmić, Hillager zaczął powoli podwijać rękaw.
Na sąsiedniej półce
-
[ książka, e-book ]Młody Sherlock Holmes. Tom 1. Zabójcza chmuraAndrew Lane
-
[ książka, audiobook ]Młody Sherlock Holmes. Zabójcza chmuraAndrew Lane
-
nowość[ audiobook, e-book ]DaishoArkady Saulski
-
nowość[ książka, e-book ]Nasze małe kłamstwaSue Watson
-
nowość[ książka, audiobook, e-book ]Wszystkie nasze sekretyAleksandra Polańska
-
nowość[ książka, audiobook, e-book ]Księga grzechuPrzemysław Kowalewski
-
nowość[ książka, audiobook, e-book ]OsadzonyKinga Wójcik
-
nowość[ książka, e-book ]MrokowiskoJulia Halladin
-
nowość[ książka ]Zlecenie na niedźwiedziaSonia Nowak
-
nowość[ książka, audiobook, e-book ]LabiryntRemigiusz Mróz
-
nowość[ książka, audiobook, e-book ]W obronie mężaMarcel Moss
-
nowość[ książka, e-book ]W mordęMarek Miśkiewicz
LINKI SPONSOROWANE























