REKLAMA

san giovani ogolny 2021-09-29 nowy 1san giovani ogolny 2021-09-29 nowy 2san giovani ogolny 2021-09-29 nowy 0

Młody Sherlock Holmes. Tom 1. Zabójcza chmura

zapowiedź
tytuł oryg.: Young Sherlock Holmes. Death Cloud
autor: Andrew Lane
przekład: Dominika Cieśla-Szymańska
wydawnictwo: Replika
seria: Młody Sherlock Holmes
wydanie: Poznań
zapowiedź: 3 marca 2026
forma: książka, okładka miękka
wymiary: 145 × 205 mm
liczba stron: 304
ISBN: 978-83-6874214-5

Pierwsza sprawa młodego Holmesa!

Zabójcza tajemnica, której rozwiązanie wymaga genialnego umysłu.

Sherlock Holmes ma zaledwie czternaście lat i daleko mu jeszcze do legendy, którą kiedyś się stanie. Los jednak nie zamierza czekać. W lesie nieopodal posiadłości jego stryjostwa odnalezione zostają zwłoki, a trop szybko prowadzi do wpływowego barona. Śledztwo wciąga młodego Holmesa coraz głębiej, aż do mrocznych londyńskich doków, gdzie czai się ponura tajemnica zdolna przerazić nawet najbardziej bystre umysły.

Jak zachować chłodną logikę, gdy wokół mnożą się zagadki, a tuż obok pojawia się piękna, rudowłosa Virginia, skutecznie rozpraszająca uwagę?

Zabójcza chmura to pierwszy tom serii o nastoletnim, błyskotliwym detektywie. Frapująca intryga, sugestywnie oddany klimat epoki oraz barwna galeria postaci tworzą powieść, pod którą z dumą mógłby podpisać się sam Conan Doyle.

Fragment

Kiedy Matthew Arnatt po raz pierwszy zobaczył chmurę śmierci, unosiła się ona na wysokości okna na pierwszym pię-trze domu stojącego w pobliżu miejsca, w którym mieszkał.

Kręcił się właśnie po High Street w handlowym Farn-ham, szukając owoców lub kawałków chleba, które upu-ścili nieuważni przechodnie. Powinien był przepatrywać ziemię pod nogami, ale wciąż spoglądał w górę na domy, sklepy i tłoczących się wokół niego ludzi. Miał zaledwie czternaście lat i, o ile pamiętał, nigdy wcześniej nie był w tak dużym mieście. W tej zamożnej dzielnicy Farnham starsze domostwa z drewnianym belkowaniem pochylały się ku sobie, a ich górne piętra wisiały nad przechodzą-cymi poniżej niczym ciemne obłoki.

Ulica była częściowo brukowana kocimi łbami, ale w pewnej odległości bruk ustępował miejsca klepisku, z którego końskie kopyta i koła przejeżdżających z łosko-tem wozów wzbijały kłęby pyłu. Co kilka jardów przy drodze leżał kopiec końskiego nawozu, czasem jeszcze parującego, z unoszącą się nad nim chmarą much, a cza-sem starego i wyschniętego, który wyglądał jak zbity kłąb trawy czy siana.

Matthew czuł ostrą woń ciepłego nawozu, ale dolatywał go też zapach świeżego chleba oraz chyba wieprzowiny pie- czonej na ruszcie nad dużym ogniem. Oczami wyobraźni ujrzał tłuszcz kapiący i skwierczący w płomieniach. Żołą-dek ścisnął mu się z głodu tak mocno, że chłopiec niemal zgiął się wpół od nagłego bólu. Już od kilku dni nie miał w ustach porządnej strawy. Nie był pewien, jak długo jeszcze wytrzyma.

Jeden z przechodniów, baryłkowaty jegomość w brą-zowym meloniku i ciemnym, znoszonym ubraniu, przy-stanął i wyciągnął do niego rękę, jakby chciał mu pomóc. Matthew cofnął się. Nie chciał żadnej dobroczynności. Dobroczynność oznaczała przytułek, gdzie trzeba praco-wać, albo sierociniec, a on nie chciał wchodzić na ścieżkę prowadzącą do żadnego z tych miejsc. Da sobie radę sam. Musi tylko znaleźć coś do jedzenia. Kiedy coś zje, wszystko będzie dobrze.

Zanim jegomość zdążył położyć mu rękę na ramieniu, Matthew umknął przed jego dłonią, a potem zawrócił i skręcił w boczną uliczkę, tak wąską, że górne piętra domów niemal się nad nią stykały. Gdyby ktoś miał ochotę, mógłby przejść ze swojej sypialni wprost do mieszkania sąsiada.

I właśnie w tej chwili ujrzał zabójczą chmurę. Wtedy jeszcze nie wiedział, co to takiego, o tym miał się przekonać później. Dostrzegł tylko ciemną plamę wielkości dużego psa, która wylewała się z otwartego okna jak dym, ale dym obdarzony własną wolą. Chmura zatrzymała się na chwilę, po czym skierowała w bok ku rynnie, gdzie skręciła i za-częła wspinać się w stronę dachu. Zapomniawszy o głodzie, Matthew patrzył z otwartymi ustami, jak obłok przelewa się przez ostrą kalenicę i znika mu z pola widzenia.

Ciszę przerwał krzyk - płynący z otwartego okna - a wtedy chłopak odwrócił się i pognał ulicą tak szybko, jak tylko pozwalały mu patykowate nogi. Nikt nie krzyczałby tak z zaskoczenia. A nawet ze wzburzenia. Nie, z tego co wiedział Matthew, tak można krzyczeć tylko w śmiertelnym strachu o własne życie, a z tym, co wzbudziło ów strach, za nic nie chciałby stanąć oko w oko.

Rozdział 1

- Ty tam! Podejdź tu!

Sherlock Holmes odwrócił się, by zobaczyć, kto woła i kogo. Tego słonecznego ranka przed szkołą dla chłopców w Deepdene stały setki uczniów, każdy w nieskazitelnym szkolnym mundurku i z opasanym rzemieniami kuferkiem albo górą bagażu leżącą obok niczym przekarmiony, wierny pies. Wołanie mogło dotyczyć któregokolwiek z nich. Nauczyciele z Deepdene nigdy nie zwracali się do uczniów po imieniu - zawsze mówili tylko: ,,Ty!", ,,Chłopcze!" albo ,,Dziecko!". Utrudniało to życie i wymagało ciągłej czujności, co zapewne było celem nauczycieli. A może po prostu pedagodzy już dawno temu zrezygnowali z zapamiętywania nazwisk uczniów. Sherlock nie miał pewności, które wytłumaczenie jest bardziej prawdopodobne. Może oba.

Poza nim żaden z chłopców nie zwrócił uwagi na wołanie. Albo gawędzili z krewnymi, którzy po nich przyjechali, albo też z niecierpliwością wpatrywali się w bramę szkoły, czekając na powóz, który miał ich zabrać do domu. Sherlock niechętnie obrócił się na pięcie, by przekonać się, czy złośliwy palec losu wskazuje na niego.

Tak było. Rzeczony palec należał w tym przypadku do pana Tulleya, łacinnika. Podszedł on właśnie do narożnika budynku, gdzie nieco z dala od pozostałych chłopców stał Sherlock. Surdut nauczyciela, zwykle pobrudzony kredowym pyłem, został specjalnie oczyszczony na okazję zakończenia semestru i nieuchronnych spotkań z ojcami, którzy płacili za naukę swych synów, a biret tkwił na jego głowie tak prosto, jakby przytwierdził go tam osobiście sam dyrektor.

- Ja, panie profesorze?

- Tak, ty! - warknął pedagog. - Ruszaj do gabinetu dyrektora quam celerrime. Czy zostało ci w głowie dość łaciny, by zrozumieć, co to znaczy?

- To znaczy ,,natychmiast", panie profesorze.

- Zatem pospiesz się.

Sherlock zerknął ku bramie szkoły.

- Ale panie profesorze, czekam na ojca, który ma mnie odebrać.

- Z pewnością nie odjedzie bez ciebie, chłopcze.

Sherlock podjął jeszcze jedną bezczelną próbę.

- Mój bagaż...

Pan Tulley zerknął pogardliwie na zniszczony drewniany kufer Sherlocka - pamiątkę po wojskowych podróżach ojca - pełen zastarzałych plam i nadgryziony zębem czasu.

- Nie sądzę, by ktokolwiek chciał go ukraść - powiedział - chyba że ze względu na wartość zabytkową. Poproszę woźnego, by go dopilnował. A teraz ruszaj.

Sherlock z wahaniem zostawił swój dobytek - zapasowe koszule i bieliznę, tomiki poezji i kajety, w których zwykł notować swoje pomysły, przemyślenia, rozważania i melodie, jakie czasem przychodziły mu do głowy - po czym poszedł ku otoczonemu kolumnami wejściu do budynku szkoły. Przepychając się przez tłum uczniów, ich rodziców i rodzeństwa, zarazem nieustannie zerkał ku bramie, gdzie tłoczyły się konne powozy próbujące przejechać przez nią wszystkie naraz.

Główny hall wejściowy zdobiła dębowa boazeria i ustawione półkolem marmurowe popiersia poprzednich dyrektorów i patronów, każde na osobnym postu-mencie. Snopy światła padały ukośnie z wysokich okien na czarno-białe płytki podłogi, rozświetlając wirujące drobinki kredowego pyłu. Ścisk panujący w hallu rodził niebezpieczeństwo, że lada chwila jakieś popiersie zostanie strącone z postumentu. Na niektórych widniały duże pęknięcia szpecące gładki marmur, co nasuwało wniosek, że przy każdym zakończeniu semestru co najmniej jedno z nich rozbijało się o podłogę i trzeba je było sklejać.

Sherlock przemykał się między ludźmi, którzy nie zwracali na niego uwagi, aż w końcu udało mu się wydostać z tłumu i wejść w korytarz wychodzący z hallu. Gabinet dyrektora mieścił się kilka jardów dalej. Zatrzymawszy się na progu, Sherlock wziął głęboki oddech, otrzepał klapy mundurka i zapukał.

- Wejść! - zahuczał głos niczym w teatrze.

Na sąsiedniej półce

Szukasz książki, audiobooka? Skorzystaj z wyszukiwarki

REKLAMA

biedronka 044 2biedronka 044 0

REKLAMA

smaki zycia 2024-09-03 1smaki zycia 2024-09-03 2smaki zycia 2024-09-03 0

Najnowsze informacje na Tu Stolica

REKLAMA

radca prawny lukasz kwiecien 2radca prawny lukasz kwiecien 0

REKLAMA

Kup bilet

Znajdź swoje wakacje

Powyższe treści pochodzą z serwisu Wakacje.pl.

Polecamy w naszym pasażu