REKLAMA

pan materac 08-2026 1pan materac 08-2026 2pan materac 08-2026 0

Dwanaście listów do Wigilii

zapowiedź
autor: Magdalena Kołosowska
wydawnictwo: Replika
wydanie: Poznań
zapowiedź: 27 października 2026
forma: książka, okładka miękka ze skrzydełkami
wymiary: 145 × 205 mm
liczba stron: 304
ISBN: 978-83-6892327-8

Czy świąteczne cuda naprawdę się zdarzają?

Klara od dziecka kojarzyła święta Bożego Narodzenia z rodzinnym ciepłem, zapachem makowca i domem ukochanych dziadków. Jednak po śmierci babci cała świąteczna magia znika z jej życia, a radość zostaje zastąpiona nostalgią i chłodną rzeczywistością. Wszystko zmienia się, gdy córka Klary odnajduje stare babcine pudełko na pierniczki, a w nim dwanaście tajemniczych listów do Świętego Mikołaja. Ujmująca i sentymentalna opowieść o rodzinie i przebaczeniu, która pokazuje, że świąteczne cuda naprawdę się zdarzają.

Fragment

Prolog 1995

Klara z zapartym tchem patrzyła na pokryte białym puchem domy i ulice. Wszystko wyglądało jak z bajki, którą mama czytała jej każdego wieczoru przed spaniem. Jeszcze wczoraj nic nie zapowiadało takiej zmiany, ale gdy obudziła się dzisiaj i przez okno zobaczyła śnieg, aż pisnęła z radości. Bo to znaczyło, że będzie mogła ulepić bałwana, że tata wyciągnie sanki ze schowka i zabierze ją na długi spacer. Miała nadzieję, że Dominik też do nich dołączy. Nie przeszkadzało jej, że był dużo starszy. Lubiła, kiedy brał ją na barana, albo podrzucał, jakby nic nie ważyła. Wtedy śmiała się tak bardzo, że potem zawsze bolał ją brzuch. Nie mogąc doczekać się wyjścia, wstała i pobiegła do kuchni.- Mamo! - krzyknęła. - Widziałaś? Widziałaś? Śnieg!

- Oczywiście, że widziałam - mama odpowiedziała jak zawsze spokojnie. - Siadaj. Zaraz będzie śniadanie.

- Ale ja chcę już wyjść!

- Wyjdziesz, jak zjesz.

Klara spojrzała błagalnym wzrokiem na wchodzącego właśnie tatę.

- Tato... - jęknęła.

- Mama ma rację, szkrabie. - Tata wziął ją na ręce i uniósł wysoko. - Obiecuję, że wyjdziemy zaraz po śniadaniu.

Klara nie była zadowolona z takiego obrotu sprawy.

- Domiś! Dominik, chodź mnie uratować! - Brat był jej ostatnią deską ratunku, ale gdy i on stanął po stronie ro­dziców, z rezygnacją usiadła przy stole.

Zgodnie z obietnicą, wyszli po śniadaniu. Klara od razu zaczęła lepić bałwana, ale zrezygnowała, gdy śnieg sypał się przez ręce jak piasek. Spojrzała na Dominika rozma­wiającego z mamą. Z całej siły zamachnęła się i kopnęła w śnieg, obsypując brata białym puchem. Wyglądał za­bawnie, jakby usiadł w cukrze pudrze. Zaśmiała się.

- Co cię tak śmieszy, mała?

- Ty! - wypaliła od razu.

Dominik odwrócił się i zauważył efekt siostrzanej psoty. Przeniósł wzrok z powrotem na dziewczynkę i uśmiechnął się zagadkowo. Klara nauczyła się już, że taki uśmieszek nigdy nie zapowiadał niczego dobrego.

- O-o! - szepnęła, zakrywając usta.

- Dzieciaki, nie teraz! - Mama mocniej ścisnęła dłoń Klary i spojrzała na Dominika. - Pobawicie się u babci.

Klara wysunęła język. Na tyle dużo, by zauważył go brat, a na tyle dyskretnie, by mama nie skarciła jej ponownie. Lubiła drażnić Dominika. I choć wiedziała, że nie ma z nim szans i wkrótce będzie błagała o litość, nie mogła się po­wstrzymać. To zawsze zapowiadało dobrą zabawę.

Dominik jakby czytał jej w myślach. Spojrzał na nią, uśmiechnął się i mrugnął okiem. Coś knuł, wiedziała o tym. Powinna jak najszybciej uciec do babci i schować się w jej domu. Tam była bezpieczna. Tam Dominik nie odważyłby się jej tknąć. Przyspieszyła kroku i pociągnęła mamę za rękę.

- Hej, hej! A dokąd to? - zapytała mama łagodnie. - Prze­cież wszyscy tam idziemy, nie musisz się spieszyć.

O, gdyby tylko mama wiedziała! Klara zerknęła na brata. Spojrzał na nią w tej samej chwili i znów mrugnął okiem.

W końcu, gdy tylko dostrzegła zarys babcinego domu, zaczęła biec. Chciała uciec przed Dominikiem, który na pewno obmyślał zemstę. I nie mogła się doczekać wizy­ty u babci. Bo choć mieszkali całkiem niedaleko, każde odwiedziny u babci Heli były wyjątkowe. Babcia była wyjąt­kowa. A przed świętami zawsze u niej działa się magia. I choć Klara miała niespełna sześć lat, wiedziała, że to najbardziej niezwykły czas w roku. Okres, gdy tajemniczy Mikołaj przy­nosił jej elegancko zapakowane prezenty, gdy babcia cały czas nuciła piękne kolędy, a jej dom pachniał tak smako­wicie, że Klarze ciekła ślinka na samą myśl o nim. To wte­dy siadali razem do wigilijnego stołu i dzielili się opłatkiem. Klara lubiła smak tego cieniutkiego, białego jak śnieg wafla. Wybierała zawsze największy, a potem, podczas łamania się z innymi, dbała, by wziąć dla siebie całkiem sporą część. Nie zjadała jednak wszystkiego. Zawsze zostawiała trochę dla babcinych kotów i psa, i za każdym razem, gdy je nakar­miła, z niecierpliwością czekała, aż zaczną z nią rozmawiać.

Z zamyślenia wyrwał ją krzyk taty, kiedy pośliznęła się na ubitym śniegu:

- Klara! Ostrożnie!

- Nic mi nie jest! - Uniosła ręce do góry. - Nic mi nie jest! - powtórzyła.

Dotarła do furtki. Oparła się o nią całym ciężarem drob­nego ciała i mocno pchnęła. Otworzyła się zaskakująco łatwo. Pewnie dziadek w końcu ją naprawił, bo zawsze skrzypiała i zacinała się w połowie. Klara, zaskoczona sprawnym działaniem furtki, po raz kolejny miała pro­blem z utrzymaniem równowagi i w końcu, twarzą w dół, runęła na kupkę śniegu.

- No i co, mała? - Najpierw usłyszała głos Dominika, a potem poczuła jego dłonie. Sprawnym ruchem podniósł ją i postawił na nogi. - Nawet nie musiałem nic robić, kar­ma cię dopadła?

- Nie dopadło mnie żadne jedzenie! - krzyknęła, ze zło­ścią otrzepując śnieg z twarzy i ubrania.

Mama zaśmiała się. Starała się zrobić to dyskretnie, ale, widząc rozbawioną twarz męża, nie mogła się powstrzy­mać. Klara tupnęła nogą i zacisnęła małe piąstki. A potem odwróciła się i weszła do babcinego domu.

- Och! Jest moje szczęście! - Babcia rozłożyła ramiona, a Klara bez wahania podbiegła i objęła ją w pasie. Od razu poczuła delikatne pocałunki, jakie starsza kobieta skła­dała na jej czole i policzkach.

- A co ty taka zaśnieżona?

- Przewróciłam się. Wszystko przez furtkę, bo się tak nagle otworzyła!

- Biedactwo! - Babcia ściągnęła z jej głowy czapkę i po­mogła rozpiąć kurtkę. - Mam nadzieję, że nic ci się nie stało?

- Nie! - Klara potrząsnęła głową, otrzepując resztki śniegu. Zaśmiała się, gdy mokre krople spadły na twarz babci, zaskakując ją. - A gdzie jest dziadek? - zapytała, rozglądając się.

- W pokoju. - Babcia skinęła głową w stronę pomiesz­czenia. - Ustawia choinkę.

- Hura! Będę mogła wieszać bombki?

- Na to liczyłam. Jak chcesz możesz iść do dziadka, sprawdzić, czy czasem nie potrzebuje twojej pomocy.

Klara nie potrzebowała dodatkowej zachęty. Zrzuciła z nóg mokre buty, nie martwiąc się, że brudzą podłogę i pobiegła do przymkniętych drzwi.

- Dziadziu! - krzyknęła i, nim się zorientowała, była już w objęciach starszego mężczyzny. Skrzywiła się, gdy dzia­dek połaskotał jej twarz swoją brodą. - Przyszłam ci pomóc.

- Czekałem na ciebie, księżniczko! - Klara zaśmiała się z tego słodkiego przezwiska, którego dziadek używał w sto­sunku do niej. - Ktoś musi zawiesić gwiazdę na czubku, a ja nie dosięgam.

Klara wyciągnęła ręce.

- Ja! Ja to zrobię!

Dziadek sięgnął do pudełka z ozdobami i wyjął ze środ­ka dużą, srebrną gwiazdę. Każdego roku zdobiła czubek choinki. Była pierwszą ozdobą, którą zakładali i ostat­nią, którą zdejmowali. Podał ją Klarze, po czym chwycił wnuczkę i uniósł, by z łatwością mogła wsunąć dekorację na czubek.

- No, to teraz możesz zająć się bombkami - powiedział, gdy postawił ją z powrotem na podłodze.

- A światełka? Przecież nie mogę wieszać bombek przed światełkami.

- Masz rację, księżniczko.

Dom babci pachniał ciastem drożdżowym i pomarańcza­mi. Klara co rusz spoglądała na stygnące na stole ciasta - dwa równe, rumiane makowce, przyniesione przed chwilą z pieca.

- Dlaczego zawsze pieczesz te same ciasta? - zapytała babcię. Siedziała przy stole i rysowała coś na kartce, ob­serwując zarówno mamę, jak i babcię. - Nie możesz zrobić czegoś innego?

Babcia się uśmiechnęła i przerwała ucieranie masy.

- A co na przykład?

- Tort! Taki, jak mi robisz na urodziny!

- Kochanie, tort jest specjalnym ciastem na szczegól­ne okazje.

- A święta to nie specjalna okazja?

- Święta mają swoje ciasta. Na przykład makowiec. Zapamiętaj sobie, aby na twoim stole nigdy nie zabrakło maku w święta. To przyniesie ci pomyślność i ochroni przed złym.

- Naprawdę? - Klara otworzyła szeroko usta.

- Naprawdę.

- A jak zjem pierogi? - Klara spojrzała na mamę, która na blacie rozwałkowywała ciasto i nakładała farsz. Uwiel­biała pierogi z kapustą i grzybami.

- Będziesz zdrowa, silna i będziesz długo żyła.

- Ooo! A jak zjem pierniczki?

Babcia się zaśmiała.

- Nie podchodź mnie, łobuziaku! Nie dam ci pierniczka.

- Ale one tak pachną i mnie wołają... - Dziewczynka nie odpuszczała.

- Są dla Mikołaja. Ty swoje dostaniesz w święta.

- A jak Mikołaj nie przyjdzie?

- Przyjdzie. Zawsze przychodzi. Przecież napisałaś list, prawda?

Klara skinęła głową.

- A ty babciu napisałaś?

- Napisałam.

- A ty, mamo?

- Oczywiście, że tak. Tata też, i Dominik - odpowiedziała Małgosia.

- A dziadek?

- Dziadek też.

- Hm. Ciekawe co potem robi z tymi wszystkimi listami? Przecież musi ich dostawać tak duuużo! - Klara rozłożyła ręce najszerzej, jak potrafiła.

- Jestem pewna, że ma na nie swój sposób.

- A o co takiego, babciu, poprosiłaś Mikołaja?

- A to jest tajemnica. Nie mogę ci powiedzieć, bo inaczej to się nie spełni.

- A czy ja mogę jeszcze mu coś wysłać?

- Zapomniałaś mu o czymś napisać?

- Nie. Chcę, żeby dostał to. - Uniosła do góry kartkę, na której był nieco koślawy rysunek całej ich rodziny stojącej wokół choinki. - Chcę, żeby zawsze tak było! Chcę, żeby sprawił, aby nasze święta tak wyglądały. I chcę, żebyśmy zawsze byli razem!

2026

Drogi Mikołaju,

tak trudno jest żyć dalej, kiedy ktoś, kogo kocha się całym sercem odchodzi. Babcia Hela kochała święta, wierzyła w dobro, w ludzi i w to, że warto pomagać potrzebującym. Pisała do Ciebie listy, wierząc, że przyniosą oczekiwaną zmianę. Tym pisaniem listów zarażała też innych.

I w jakiś tajemniczy sposób działy się wówczas cuda.

Babcia powtarzała, że jeśli ktoś mówi, że nie lubi świąt, to znaczy, że ich najbardziej potrzebuje. Ale jak, po jej odej­ściu, mogę lubić coś, co zawsze się z nią wiązało. Jak mam przetrwać czas, który dzięki babci zawsze był wyjątkowy?

Czy mógłbyś sprawić, bym znów pokochała święta?

Czy strata mogłaby aż tak nie boleć?

I czy możliwe są święta, w czasie których babcia znów byłaby z nami?

Klara

Na sąsiedniej półce

Szukasz książki, audiobooka? Skorzystaj z wyszukiwarki

REKLAMA

atal zakatek harmonia 2atal zakatek harmonia 0

LINKI SPONSOROWANE

REKLAMA

norblin lipiec 02 3norblin lipiec 02 0
Zapraszamy na zakupy

REKLAMA

cmp tarczyca 1cmp tarczyca 2cmp tarczyca 0

Najnowsze informacje na Tu Stolica

REKLAMA

cmp moje zdrowie 2cmp moje zdrowie 0

Kup bilet

Znajdź swoje wakacje

Powyższe treści pochodzą z serwisu Wakacje.pl.

Polecamy w naszym pasażu