Koszmarna ta Marymoncka. Kiedy koniec prac?
16 stycznia 2015
Dawno nie mieliśmy na Bielanach równie uciążliwej inwestycji. Nie widać końca utrudnień w okolicach Marymonckiej. Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji buduje pod tą ważną arterią kolektor kanalizacyjny. Kierowcy mają do dyspozycji jedną jezdnię w obu kierunkach.
Osiem kilometrów kraulem. Sportowy wyczyn wiceburmistrza Bielan
Wygodny, samorządowy fotel zamienił na lodowaty bałtycki akwen. Mowa o wiceburmistrzu Bielan, który w ostatnią niedzielę (24 czerwca) pokonał ośmiokilometrową trasę długodystansowym kraulem w spienionej i słonej wodzie.
Utrudnienia dotyczą zarówno kierowców, jak i pasażerów komunikacji miejskiej. Samochody stoją w korku, piesi lawirują między wykopami a dźwigami i koparkami. Mamy obecnie deszczową aurę, a tu prowadzone są prace ziemne, więc okolica tonie w błocie.
- To bardzo uciążliwe. Wstyd pójść na miasto, bo gdy chcę przejść z domu na przystanek tramwajowy, tonę w brązowej brei. Buty są brudne i wyglądam jak fleja - skarży się Monika Bojalska, mieszkanka pobliskiej ulicy Cegłowskiej.
- Przede mną sesja i mam dużo nauki. Nie mogę się jednak skupić, ponieważ sprzęt budowlany jest bardzo głośny - dodaje Filip Jakubowski. - Mieszkam na rogu Marymonckiej i Podczaszyńskiego, więc mam ten koszmar dosłownie za oknem - narzeka. A na szybką poprawę nie ma co liczyć - MPWiK za około pół roku będzie kopać przy Marymonckiej cztery ogromne komory kanalizacyjne, z kolei Zarząd Dróg Miejskich przeprowadzi wymianę oświetlenia - zdezelowane lampy na betonowych słupach zostaną zastąpione przez nowoczesne, energooszczędne latarnie.
Utrudnienia potrwają przynajmniej do pierwszego kwartału przyszłego roku, czego nie dowiemy się z pewnością z żółtej tablicy "informacyjnej". To zabawne, że widnieje na nich zawsze tylko data rozpoczęcia robót (wiadomość dla większości z nas zbędna, szczególnie jeśli prace trwają kilka a nawet kilkanaście miesięcy), a nigdy nie jest nakreślony przewidywany termin ich zakończenia (wynikający przecież z podpisanej umowy z wykonawcą)? Czyżby było to wynikiem założenia, że budowlańcy i tak nie zdążą i - nie daj Boże - trzeba będzie się z tego przed ludźmi tłumaczyć?
(PB)
.


















































