Izba przyjęć na Niekłańskiej - nie dostrzegli zagrożenia
19 lutego 2013
Wielu rodziców miało okazję poznać to miejsce, gdy z ich pociechami było już bardzo źle lub zdarzył się nieszczęśliwy wypadek - Szpital Dziecięcy przy ulicy Niekłańskiej w Warszawie. Miesiąc temu miała go też okazję odwiedzić pani Katarzyna ze swoją córką.
Aktywiści chcą... odbierać nieruchomości właścicielom. Za wycięcie drzew
Tak radykalnej propozycji Miasto Jest Nasze jeszcze nie zgłaszało. Czy to już oficjalny powrót ideologii komunistycznej, która 32 lata temu miała trafić na śmietnik historii?
Dziecko miało bardzo wysoką gorączkę (40 st. C) z dreszczami, skarżyło się na ból pleców i mdłości z wymiotami. Stan ten trwał już od dwóch dni, lecz żadna przychodnia nie była w stanie dotychczas pomóc. Matka z dzieckiem zostali poproszeni o oczekiwanie na przyjęcie w odpowiedniej kolejności. Po ok. 3,5 godzinach cierpliwego czekania dziecko wciąż nie zostało przyjęte przez lekarza, ani nie wykonano żadnych badań. - Dopiero na moją prośbę Magda otrzymała lek przeciwgorączkowy i... termometr - mówi pani Katarzyna. - Spytałam lekarza, czy przyjmie w końcu córkę, bo gorączka nie spada, córka ma dreszcze, bolą ją plecy i mdleje mi na rękach. Lekarz stwierdził, że ma jeszcze nie przyjęte dzieci z godziny 18 i mamy czekać jeszcze trzy godziny, bo gdybyśmy mieli skierowanie, byłoby szybciej. Tłumaczyłam, że byliśmy z dzieckiem u lekarza pierwszego kontaktu, że poprzedniej nocy wzywane było pogotowie (nie chciało zabrać dziecka, bo stwierdzili zwykłe przeziębienie), ale stan się nie poprawiał, więc wsiadłam w samochód i zawiozłam dziecko na ostry dyżur bez skierowania. Miałam czekać z dzieckiem kolejną dobę? - denerwuje się pani Katarzyna.
Na dodatek matka dziecka twierdzi, że aby szpital mógł wykonać badania moczu, została skierowana do dyżurującej apteki nocnej - po pojemnik na mocz (koszt ok. 50 gr./szt.), gdyż SOR ich nie posiadał. To już całkowicie wyprowadziło ją z równowagi i zabrała dziecko, by szukać pomocy w innym szpitalu. Niestety, przed opuszczeniem placówki przy Niekłańskiej, nie ustaliła nazwiska lekarza dyżurującego tej nocy na SOR.
Pani Katarzyna trafiła z córką w stanie odwodnienia i ze wstrząsem temperaturowym do szpitala na Szaserów, gdzie po szybkim badaniu córka została w trybie pilnym przyjęta na oddział szpitalny, mimo braku miejsc. W rezultacie Magda spędziła w szpitalu dwa tygodnie. W tym czasie przez tydzień leżała w izolatce, podawano jej tlen, otrzymywała leki sterydowe, antybiotyki oraz kroplówkę. Okazało się, że u Magdy stwierdzono silną infekcję moczową z powikłaniem nerkowym (ostre odmiedniczkowe zapalenie nerek) i zakażenie układu oddechowego. Według informacji lekarza przyjmującego Magdę na oddział, prawa nerka w chwili przyjęcia była już mocno powiększona i groziła jej niewydolność.
Dziś stan Magdy jest już lepszy, ale jeszcze nie skończyły się dla niej kłopoty - wciąż przyjmuje leki, regularnie chodzi na wizyty kontrolne, raz w miesiącu musi wykonywać badanie kontrolne moczu z posiewem. - Dzwoniłam następnego dnia do pani ordynator SOR i usłyszałam, że ona wie, który lekarz wtedy dyżurował - mówi pani Katarzyna. - Jednocześnie usłyszałam, że to była nasza wina, że nie zostaliśmy przyjęci, bo nie zaczekaliśmy cierpliwie i dobrowolnie opuściliśmy szpital. Nie miałam żadnej gwarancji, kiedy zostaniemy przyjęci. Dziś po prostu chciałabym usłyszeć ze strony szpitala zwyczajne, proste "przepraszam". Nic więcej - kończy.
Rzecznik: wyjaśnimy zarzuty
Maciej Kot, rzecznik prasowy szpitala, zapewnia, że placówka bardzo poważnie traktuje wszelkie sygnały o niespełnieniu oczekiwań pacjentów i zawsze wnikliwie wdraża postępowanie wyjaśniające. - Wszystkie uwagi przekazałem do zespołu ds. skarg i wniosków. Podjęte zostaną wszelkie kroki w celu szybkiego i pełnego wyjaśnienia stawianych zarzutów. Procedura wyjaśniająca opiera się przede wszystkim na przyjęciu pisemnych wyjaśnień od wszystkich pracowników szpitala, zaangażowanych w proces udzielania świadczeń opieki zdrowotnej danego pacjenta - stwierdza rzecznik szpitala.
- Szpital Dziecięcy im. prof. dr med. Jana Bogdanowicza w Warszawie przywiązuje ogromną wagę do otaczania pacjentów należytą opieką, zgodną z aktualną wiedzą medyczną oraz zgodnie z zasadami określonymi w obowiązujących przepisach prawa i umową z płatnikiem NFZ - dodaje z przekonaniem.
Czy opisana historia jest tego świadectwem?
Sławomir Bączyński
.








































