Fałszywe alarmy
5 grudnia 2003
Największy dom handlowy w Legionowie od kilku tygodni boryka się z plagą fałszywych alarmów pożarowych. W ubiegłym tygodniu w budynku rzekomo została podłożona bomba.
Była naczelniczka przerywa milczenie i mówi o grzechach Smogorzewskiego. Padają mocne słowa
Przez wiele lat była zaufaną podwładną prezydenta Legionowa Romana Smogorzewskiego. Dziś łączy ich tylko przeszłość, a dużo więcej dzieli. Ewa Milner-Kochańska jako pierwsza kobieta od przeszło dekady staje do walki o fotel prezydenta Legionowa i w mocnych słowach atakuje obecny układ władzy z prezydentem na czele, któremu zarzuca szowinizm, seksizm, cynizm i niszczenie ludzi.
W ubiegły wtorek natomiast, anonimowy rozmówca powiadomił administrację "Błękitnego Centrum" o podłożeniu bomby na terenie budynku. Wedle standardowej procedury dokonano ewakuacji budynku i przeczesano wszystkie pomieszczenia w poszukiwaniu ładunku. W akcji poza legionowskimi służbami bezpieczeństwa, brały udział również stołeczne jednostki policji. Szczęśliwie i tym razem alarm okazał się być fałszywy.
A z drugiej strony... Chociaż bez wątpienia należy się cieszyć, że w centrum miasta na razie nic się złego nie dzieje, a na wypadek faktycznego niebezpieczeństwa możemy liczyć na natychmiastową akcję ratowniczą - może warto zastanowić się czy stać nas na kosztowne sprawdzanie sprawności policjantów i strażaków? Kosztowne nie tylko ze względu na finanse. Z dwóch dyżurujących w Legionowie wozów strażackich, jeden na kilka godzin został wyłączony ze służby przez głupi dowcip amatora anonimowych telefonów. Szczęśliwie w tym samym czasie nie był potrzebny przy innym, poważnym zgłoszeniu.
KŻ
.





































