Dlaczego nie segregujemy odpadów? Wina także po stronie MPO
3 grudnia 2015
W klatkach schodowych bloków na Górcach pojawiło się pismo spółdzielni Wola informujące iż "załogi MPO sp. z o. o. od marca 2015 r. rejestrują w swoim systemie informatycznym dane o złej jakości segregacji odpadów na terenie osiedla Górce. W/w informacje przekazywane są do Biura Gospodarki Odpadami Komunalnymi Urzędu m.st. Warszawy. (...) Brak starannej segregacji będzie skutkował podwyższeniem opłat za wywóz nieczystości."
Pierwsza przewina to brak edukacji mieszkańców.
Będzie proces o Fort Chrzanów
W 2001 roku firma MakDom została wieczystym użytkownikiem m.in. Fortu Chrzanów. W zamian zobowiązała się zagospodarować teren i do dzisiaj nic nie zrobiła. - Wnosimy do sądu wniosek o rozwiązanie umowy - mówi Mariusz Gruza, rzecznik urzędu dzielnicy. - Miasto rzuca nam kłody pod nogi - ripostuje firma.
Żałosna ulotka na tablicy ogłoszeń w klatce schodowej nie załatwia sprawy. Dane mi było mieszkać w różnych miejscach, dlatego wiem, jak to wygląda nawet w krajach, w których segregacja odpadów jest znana i prowadzona od lat. Mieszkańcom przypomina się tam regularnie rozmaitymi środkami o potrzebie i metodach segregacji. U nas nawet raz ulotek w mieszkaniach nie było.
Ale nawet gdyby były, dowiedzielibyśmy się z nich - tak jak z wywieszek na klatce schodowej - że śmieci należy wyrzucać do pojemników czerwonych (suche, do recykligu), zielonych (szkło) i czarnych (śmieci organiczne i zmieszane).Na wielkim i pięknym portalu urzędu m. st. Warszawy link do tych informacji zamieszczony jest najmniejszą czcionką na samym dole strony. Mieszkańcy nie mogą dbać o segregację odpadów bardziej, niż odpowiedzialna za to firma śmieciowa. Tymczasem szeregowi pracownicy MPO do segregacji śmieci mają stosunek raczej pogardliwy. Otóż pojemniki na śmieci w budynkach obsługiwanych przez MPO są wszystkie w tym samym kolorze. Różnią się tylko kolorem niewielkich stosunkowo naklejek. Jeżeli komuś się śpieszy, albo mu - to przypadek wynikający z wyżej wymienionej pierwszej przewiny - nie zależy, to nie zwróci na tę różnicę uwagi. I już nie ma segregacji.
Brak różnokolorowych pojemników uzasadniano, że firmy startujące w przetargach na odbiór śmieci w poszczególnych dzielnicach nie mogły być pewne wygranej, więc do zakupu pojemników zabrały się dopiero po rozstrzygnięciu przetargu, a wtedy zabrakło ich na rynku. Gdyby tak do tego podejść, to oczywiście usprawiedliwienie brzmi przekonywująco. Tylko dlaczego miasto Warszawa, wiedząc przecież, ile kontenerów w sumie jest potrzebne, nie zakupiło ich w wymaganej liczbie i kolorze, a w przetargach na odbiór śmieci nie wymagało, by zwycięskie firmy je stosowały? Ułatwiłoby to życie wszystkim, także urzędnikom.
Trzecia przewina jest w gruncie rzeczy najistotniejsza. Mieszkańcy nie mogą dbać o segregację odpadów bardziej, niż odpowiedzialna za to firma śmieciowa. Tymczasem szeregowi pracownicy MPO do segregacji śmieci mają stosunek raczej pogardliwy. Pojemniki na śmieci ustawiają w komorach śmieciowych niemal zawsze naklejkami do tyłu - tak, że lokatorzy ich nie widzą. A jak można oczekiwać od mieszkańców, których nawet nie próbowano przekonać do segregacji, by przynosząc śmieci do komory, zajmowali się jeszcze odwracaniem brudnych i ciężkich kontenerów w poszukiwaniu naklejki informującej, co i gdzie wrzucać?
Maciej Białecki
były wiceburmistrz Pragi Południe (2002-2004) i radny sejmiku mazowieckiego (2002-2006)













































