Delegacja Dąbrowskiego u HGW
22 stycznia 2015
Ciąg dalszy politycznego sporu na Bemowie. Po tym, jak burmistrz Krzysztof Zygrzak nie wpuścił do urzędu pełnomocników pani prezydent, trójka bemowskich radnych pojechała na plac Bankowy. Rozmawiali z wiceprezydentem Jarosławem Jóźwiakiem, który stwierdził, że pełnomocnicy będą pracować dopóki uchwały o wyborze zarządu dzielnicy nie zostaną dokładnie przeanalizowane pod kątem prawnym.
Mały autobusik na wielkie warszawskie osiedle
Po otwarciu stacji metra Bemowo mieszkańcy bloków przy Batalionów Chłopskich, Rayskiego czy Coopera nie zyskają nowych połączeń autobusowych. W okolicy nie ma odpowiedniej siatki ulic.
- To zamach stanu. Po co robić wybory, skoro prezydent narzuca swoją władzę? Zgłosimy sprawę do prokuratury - grzmiał Zygrzak. Popielarz i Lipiński zażądali wydania im pomieszczeń, w których będą pracować. - Jako administrator budynku nie udostępnię takich pomieszczeń. Niech panowie wracają na plac Bankowy - skwitował burmistrz.
Dziś na placu Bankowym zjawiła się trójka radnych z komitetu Jarosława Dąbrowskiego: Wiesława Schubert-Figarska, Barbara Szczołek i Maciej Ryszkowski. Żądali spotkania z prezydent Hanną Gronkiewicz-Waltz, ale przyjął ich jej zastępca Jarosław Jóźwiak. - Rozmowa była bardzo konkretna - relacjonuje rzecznik ratusza Bartosz Milczarczyk. - Radni poprosili o wyjaśnienie kilku spraw pod kątem formalno-prawnym, m.in. trybu wyboru zarządu oraz przyznania pełnomocników dla dzielnicy - mówi Milczarczyk. Wiceprezydent odpowiedział, że dopóki uchwały o wyborze zarządu dzielnicy Bemowo nie będą ocenione przez radców prawnych, pełnomocnicy nadal będą pełnili swoje funkcje. - Ponieważ burmistrz Zygrzak nie wyznaczył dla nich pomieszczeń w ratuszu przy Powstańców Śląskich, panowie Popielarz i Lipiński będą pracować gdzie indziej - wyjaśnia rzecznik pani prezydent. Oznacza to, że każda decyzja kadrowo - finansowa będzie przechodziła przez ręce pełnomocników.
(PB)
.








































